Warning: Use of undefined constant DF_LISTA - assumed 'DF_LISTA' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /homepages/45/d789671203/htdocs/wp-content/themes/raiden-child/functions.php on line 49

MARITIMES Epilog

 

Każda podróż jest wejrzeniem w strukturę i samopoczucie świata. Co się widzi i czuje, czego się doświadcza, stwarza ogląd naszego świata, jedynego, który nam został dany, jedynego jaki jest nam teraz dostępny. W łańcuchu stworzenia jesteśmy ostatnim elementem układanki, ponoć, z przeróżnych względów, szczytowym osiągnięciem ewolucji. Gdy się pojawiliśmy, wszystko zastaliśmy już stworzone. Dano nam wielką szansę do właściwego ułożeniu się w owym strumieniu życia, umożliwiając jednocześnie dokonywanie wyboru. Dlatego najpierwszą zasadą jest szacunek, niemal automatyczny, do wszystkiego co zastajemy, gdy się pojawiamy na Ziemi. Potem już tylko zostaje pogłębianie owego szacunku, co łączy się z pokorą i zrozumieniem, z nieustanną nauką i chęcią do wysiłku, aby to wszystko – w tym nas – ocalić.

Kiedy dziś się przyglądam światu i podziwiam jego harmonijne skomponowanie, jego niesamowite wzajemne powiązania, jego piękno, energię, nieprzewidywalną przewidywalność, widzę jednocześnie skutki ludzkiej działalności, które świat w wielu miejscach burzą i niszczą, a już zdołały wiele zburzyć lub zniszczyć. W ciągu 17 lat odwiedziłem sześć kontynentów (nieznana jest mi tylko Australia), przebywając tam krócej lub dłużej i mogę z niezachwianą pewnością powiedzieć, iż znam nieco z autopsji obraz naszego świata. Jako geograf – w teorii i praktyce, mam świadomość, że na Ziemi, tak jak w całym Wszechświecie, występują zmiany cykliczne. Nieuniknione, nie dające się zatrzymać czy powstrzymać. W intuicyjnym sensie wyczuli to starożytni Grecy stwarzając pojęcie fatum. Jednakże my obecnie przyspieszamy zmiany, dodając liczne zaniedbania (zaśmiecanie) i zniszczenia (zatrucie środowiska), które zachodzą z powodu niedostatecznej wiedzy, arogancji i rozplenionego egoizmu.

W czasie półtora rocznej pracy nad opisem podróży po Maritimes, przy końcu żmudnego procesu szlifowania tekstu, natrafiłem na nieznaną mi książkę (zbiór opowiadań) Malcoma Lowry’ego „Usłysz nas, Panie, z niebios, miejsca Twego”. Ostatnie w niej opowiadanie – „Leśna ścieżka do źródła” – w zamierzeniu pisarza miało być końcem planowanego cyklu paru książek, którego jądrem, centralną osią, byłaby jego wspaniała powieść – „Pod wulkanem”. Życie zredukowało plany, ale w zupełności wystarczy nam to, co po sobie pozostawił. Bo mimo tkwienia w strasznej chorobie alkoholizmu i nawrotach pesymizmu, ocierającego się niemal o depresję, w jego pisaniu przewija się wielka czułość do świata i troska o niego, pogłębiona faktem mieszkania w domku na plaży, niedaleko Vancouver w Brytyjskiej Kolumbii. Mieszkał tam z żoną od 1949 do 1954 roku, w drewnianej chacie nad oceanem, z górami i majestatycznym lasem na zapleczu.

Opowiadanie „Leśna ścieżka do źródła” powstało w 1949 roku i znalazłem tam coś, co mi uświadomiło, jak daleko zaszliśmy w dziele niszczenia świata poprzez naszą cywilizację. Bo cóż by Lowry powiedział (napisał) dziś, gdyby się znów znalazł w swej samotni? Gdyby zobaczył na przykład, co się stało w marcu 1989 roku, po katastrofie tankowca „Exxon Valdez”.

Oto fragment z tego opowiadania, napisanego 70 lat temu…

[…] „ Cywilizacja, twórczyni martwych pejzaży, jak bezrozumny pożar brzydoty i żarliwej głupoty – nie do wiary, ale zdołała nawet popsuć architektoniczną urodę naszej rafinerii – rozprzestrzeniła się na przeciwległym brzegu, przemknęła nad wodą i zakradła się do nas od południa wzdłuż brzegu, mordując drzewa, zmiatając z drogi chaty, by jednak zatrzymać się przed rezerwatem Indian i wciąż obowiązującym przepisem, który zabrania wznoszenia budynków w sąsiedztwie latarni morskiej; zatem od południa zostaliśmy w cudowny sposób uratowani przez samą cywilizację (której może najszlachetniejszym symbolem jest latarnia morska), jakby i ona sama uświadomiła sobie jałowość udawania, że sianie zguby to coś w rodzaju postępu”.