Warning: Use of undefined constant DF_LISTA - assumed 'DF_LISTA' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /homepages/45/d789671203/htdocs/wp-content/themes/raiden-child/functions.php on line 49

24 kwietnia, 2014 – Concepción – Hulapen – Chillán – San Fabian de Alico

1. Concepción

było powrotem do w pełni rozbudowanej cywilizacji. Nie – do – porównania z dotychczasowymi miastami Patagonii, które odwiedziliśmy. Może dlatego pierwsza część dnia stała się błądzeniem w labiryncie ulic, mizernych oznakowań, remontów i napraw, a także miejscami budowy nowych odcinków dróg. Przede wszystkim przez miasto próbowaliśmy przemknąć, bo naszym pragnieniem było najpierw dotrzeć do Pacyfiku, by potem jak najszybciej znaleźć się znów w górach.

Pokój był nagrzany tak mocno, że zapotniały szyby. Zanim otworzyłem okno, coś mnie skłoniło do wyrysowania palcem niby geometrycznych wzorów na szybie.

1

Takie zabawy uspokajają i wyciszają a już czułem charakterystyczne dyszenie wielkiego miasta za oknem. Ze ściany gapił się na mnie niemo wielki ekran telewizora.

2

Otworzyłem okno. Na dalekim wieżowcu odbijała się wielka, żółtawa płaszczyzna wzeszłego słońca.

3

Szybko przyrządziłem śniadanie z resztek naszych zapasów, z dołu pobrałem kawę, która była tak słaba, że obaj zgodnie postanowiliśmy odszukać jakąś kawiarnię z espresso, gdy wyruszymy na miasto. Zanim się spakowaliśmy zrobiła się dziesiąta. Na zewnątrz przywitał nas rozległy pióropusz palmy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy Seweryn zaglądał kontrolnie pod maskę Nissanka, zrobiłem zdjęcie jego wnętrzności, które jeszcze pokryte były patagońskim kurzem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pojechaliśmy do centrum aby stamtąd odszukać drogę wyjazdową prowadzącą do oceanu. Przez Colo Colo dobiliśmy do ulicy O’Higgins, przemknęliśmy przez Plac Niepodległości (Plaza de la Independencia), mijając na nim wielki posąg wojownika Mapucze i na końcu natknęliśmy się na ogrodzone tory kolejowe.

6

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I tu popełniłem błąd skierowując Seweryna w lewo. Chcieliśmy dotrzeć do znanej już nam Nueva Costanera i udać się dalej na zachód, do oceanu. W intensywnym ruchu należało szybko podjąć decyzję. Przejrzałem samochodową mapę, z raczej mizernym oznakowaniem miejskich ulic i postanowiłem dobrać się do oceanu poprzez ulicę Chacabuco i jedną z głównych dróg o numerze 154. Za dzielnicą eleganckich, szklanych wieżowców

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

zauważyłem gmach uniwersytetu – Universidad de Concepción,OLYMPUS DIGITAL CAMERA

wjechaliśmy w Roosevelta, potem główną szosą Camina Penco i klops. Nie ma zjazdu na lewo, do 154. Wyniosło nas na wylotową z miasta – 150, którą zamierzaliśmy jechać dopiero późnym popołudniem. Za chwilę most nad małą rzeką i za nim wpadamy w strefę rozgrzebanej przebudowy. W dole, po obu naszych stronach boczne drogi, lecz żadnego zjazdu i możliwości zawrócenia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po parunastu kilometrach natrafiliśmy, na dalekich przedmieściach miasteczka Tucapel, na światła i robimy coś co Seweryn nazywa fifrakiem, czyli zjeżdżamy na lewo i ostra nawrotka na przeciwległy pas ruchu.

Mimo bliskiego położenia, Tucapel nie należy do tzw. Wielkiego Concepción, na które składa się, obok głównego miasta, dziewięć innych.

12.Granconcepcion

Mapka z Internetu

Jedno z nich – Talcahuano – jest największą bazą marynarki wojennej i ma dwa porty w zatoce San Vincente. Jest także centrum floty rybołówstwa i sporym obszarem przemysłowym z głównym zakładem, stalownią Huachipato. Nic dziwnego że mieszka tam 250 tysięcy ludzi. Od roku 1774 mieścił się tutaj najważniejszy port na południu Chile, którego znaczenie wzrosło w drugiej połowie XIX wieku, z chwilą otwarcia linii kolejowej.

Zespół miejski, jest drugim pod względem wielkości po Santiago i liczy prawie milion ludzi. Samo Concepción (miasto i gmina) ma przeszło 230 tysięcy mieszkańców. Wśród nich spory procent obcokrajowców, głównie Hiszpanów, Włochów i Amerykanów. Mniejsze społeczności tworzą Niemcy, Francuzi, Brytyjczycy, Grecy i Portugalczycy, Holendrzy i Skandynawowie a także Chorwaci. Kolejne fale emigrantów przybyły z Australii i krajów arabskich.

Osiem miast łączy szybka kolej, na którą nadzialiśmy się uprzednio na końcu ulicy O’Higgins. System nosi nazwę Biotren i został wstępnie uruchomiony w roku 2005.

13.Concepcion biotren

Plan z Internetu

Wstępnie, bo okazało się że wymaga sporo poprawek, łącznie z zamianą taboru na taki typ pojazdów, które były udoskonalone dla hiszpańskiej Walencji. Ostatecznie regularna komunikacja ruszyła w rok później. Każda stacja ma specjalny parking dla rowerów, trasa jest zsynchronizowana z połączeniami autobusowymi, zwanymi Biobuses.

Z innymi regionami Chile Concepción ma połączenia drogowe, kolejowe i lotnicze. Jest tu drugi największy, międzynarodowy i krajowy, port lotniczy – Carriel Sur. Na lotnisku ma stałą bazę, od 2010 roku, polski śmigłowiec W-3A „Sokół” wyprodukowany w Świdniku i przeznaczony dla CONAF (Corporación Nacional Forestal – chilijski Zarząd Lasów Państwowych), do gaszenia leśnych pożarów.

Concepción założył w 1550 roku Pedro de Valdivia, w miejscu jednego z dzisiejszych miast aglomeracji – Penco, położonego przy wielkiej zatoce Concepción, naprzeciw Talcahuano. U wejścia do zatoki leży wyspa Quiriquina i wpływa się dwoma przejściami – mniejszym i węższym (Boca Chica) i większym, obszernym (Boca Grande). Niestety, wspaniałe i wydawałoby się bezpieczne położenie zatoki, zakłócają okresowe, duże trzęsienia ziemi. Lecz najpierw nową osadę, w cztery lata po założeniu, zdobyli i zrujnowali Mapucze.

Niedaleko niej, w 1557 roku, powstał spory fort, a w rok później zaczęto miasto odbudowywać i stało się główną kwaterą wojsk hiszpańskich, w walkach o Araukanie, przez następne 200 lat. Mimo ponownych ataków Mapuczów przetrwało i w 1564 roku osiągnęło dziesięć tysięcy mieszkańców. Potem przyszła cała seria nieszczęść naturalnych – trzęsienia ziemi i tsunami (1570, 1657, 1687, 1730 i dobijające w 1751 roku) – co doprowadziło do przeniesienia miasta w dolinę Valle de la Mocha, ciągnącej się wzdłuż rzeki Bio Bio. Dawne miejsce było opuszczone do 1842 roku, gdy zdecydowano założyć tam nowe miasto nazwane Penco.

Z owymi zmianami wiąże się pewne nieporozumienie i konfuzja dla przybyszów z zewnątrz, bowiem zwyczajowo mieszkańców Concepción zwą penquistas (z powodu dawnej lokalizacji) a mieszkańców Penco – pencones.

Pierwszym administratorem (Intendant) odbudowanego miasta był Irlandczyk – Ambrose O’Higgins, markiz Osorno, który później został Królewskim Gubernatorem Chile i wicekrólem Peru. Kiedy w roku 1810, w Santiago odbyło się posiedzenie chilijskiego Związku Narodowego, Concepción zostało użyte jako baza wypadowa hiszpańskiej armii, skierowanej z Peru, dla odzyskania zbuntowanego kraju. Oddziały hiszpańskie napotkały na opór w mieście i zarówno tutejsi politycy, jak i odziały wojskowe stały się jednym z motorów napędowych wojny o wyzwolenie spod dominacji Hiszpanii. Pierwszego stycznia 1818 roku, syn gubernatora, Bernardo O’Higgins, proklamował niepodległość Chile w miejscu gdzie jest obecnie Plac Niepodległości, rozpoczynając wojnę wyzwoleńczą.

To co się tutaj działo, od czasów historycznych do współczesności, stanowi dowód niezwykłej ludzkiej upartości i woli zaczynania, czasem niemal wszystkiego, od początku. Wyznacznikiem tej upartości były trzęsienia ziemi i następujące po nich tsunami. Budynków stale przybywało, miasto się rozrastało i rozwijało i dziś odgrywa czołową rolę nie tylko w krajowym handlu. Jest także jednym z najbardziej uprzemysłowionych regionów kraju. W dziedzinie polityki ma drugą, największą reprezentację we władzach Kongresu Narodowego, będąc stolicą prowincji Concepción i VIII regionu – Bio Bio. Aglomeracja, wraz z przyległymi terenami, nazywana jest Centralnym Obszarem Południowym (Zona Centro Sur). Miasto ma urozmaicone położenie i sporo pięknych zakątków – nad oceanem i wielką rzeką, obramowane zalesionymi wzgórzami, zachowujące zarazem wygląd nowoczesnej metropolii.

.14.Concepcion

15,concepcion bio bio

16.Concepción,

3 zdjęcia z Internetu

Jednak czułem się w nim nieswojo. Odnosiłem wrażenie, iż z głębi ziemi promieniuje jakieś napięcie. A nie miałem wtedy pojęcia o tym, jak wiele zdarzyło się tu niszczących trzęsień ziemi. Byłem na przykład dwukrotnie koło katedry, która może posłużyć za symbol tego co się tutaj wydarzało.17.Concepcion katedrajpg

Z Internetu

Pierwsza, nieduża katedra powstała w 1676 roku. Splendoru nabrała po roku 1731, gdy przetrwała trzęsienie ziemi sprzed roku i umocniono ją trwalszym materiałem – cegła ze specjalną zaprawą. Zrujnowało ją następne, tak potężne trzęsienie połączone z tsunami (w roku 1751), że zostały zburzone wszystkie miejskie budynki, także w innych miastach – Chillan, Curico i Talca. Wtedy zapadła decyzja o przeniesieniu miasta i wybudowaniu nowej katedry. Na niewiele się to zdało, bowiem w 1835 roku nadeszło jedno z silniejszych trzęsień ziemi w historii Chile, o sile 8.2. Tsunami zmiotło miasto Talcahuano; w Concepción legło w gruzach 95% kamiennych budynków i 71% zbudowanych z glinianych cegieł. Katedrę ponownie odbudowano i na zdjęciu z roku 1910 widać jej dwie wysokie wieże górujące nad Placem Niepodległości.18.conception_stara cathedral_2

Z Internetu

W styczniu 1939 roku nadchodzi następne, potężne trzęsienie ziemi o sile 8.3; ginie 28 tysięcy osób, miasto Chilian zostaje totalnie zrujnowane, w Concepción przeszło 90% domów legło w gruzach. Ściany katedry popękały, a jej wieże przechyliły się tak niebezpiecznie, że podjęto decyzje o wysadzeniu w powietrze całej struktury. Odbudowę rozpoczęto w 1940 roku i ostatecznie ukończono (z nowymi zabezpieczeniami) w roku 1964.

Po drodze przetrwała mniejsze trzęsienie w roku 1953 i największe trzęsienie XX wieku. W maju 1960 roku, 160 km od brzegu Chile, w okolicach Valdivii, siła wstrząsów osiągnęła od 9.4 do 9.6 w skali Richtera, po czym nastąpiła seria wstrząsów wtórnych i tsunami (dobiło do Japonii, Hawajów i Filipin), co zdemolowało większość budynków Valdivii, zalało stolice wyspy Chiloe Puerto Ancud, miażdżąc jednocześnie wiele barek, łodzi i statków. W sumie zginęło trzy tysiące osób, około dwóch milionów pozostało bez dachu nad głową. Zapewne zginęłoby o wiele więcej ludzi, gdyby nie było paręnaście godzin przedtem pierwszych wstrząsów ostrzegawczych, a najsilniejszy zdarzył się akurat we wczesnych godzinach wieczornych. W Concepción, gdzie wstrząsy osiągnęły 7.9, znaczące zniszczenia objęły głównie dolne dzielnice miasta. Katedra się uchowała.

Potem zapanował względny spokój na lat pięćdziesiąt, względny, bowiem Chile jest jednym z najbardziej sejsmicznych regionów Ziemi. Leży akurat na styku dwóch płyt tektonicznych – wielkiej, południowoamerykańskiej i mniejszej, Nazca. Płyty napierają na siebie w tempie około 8-10 cm rocznie, co jest jedną z największych szybkości zderzeń płyt tektonicznych na świecie.

19.trzesienia kolo concepcion

Szkic z Internetu

27 lutego 2010 roku w Concepción trzęsienie miało 8.8 w skali Richtera. Płyta Nazca zanurzyła się pod południowoamerykańską i przemieściły się względem siebie około 11 metrów. Tak nieznaczny dystans spowodował przesunięcie miasta o trzy metry na zachód. Masy skalne obsunęły się w głąb Ziemi, przesuwając oś ziemską o 8 cm i zmieniając środek ciężkości Ziemi, co skróciło dobę o 1,26 mikrosekundy. Brzmi jak z filmu science-fiction, lecz była to realna sytuacja. Trzęsienie spowodowało śmierć 551 osób, tysiące odniosło rany. Parę wysokich budynków zrujnowało lub poważnie uszkodziło.

20.concepcion-Torre_O´Higgins_conce

Z Internetu

Miasto ominęło tsunami, które znów zdemolowało port w Talcahuano. Trzęsienie spowodowało jeszcze jedno wydarzenie. Więźniowie, korzystając z zamieszania w czasie trzęsienia, próbowali zbiec ze wspomnianego uprzednio więzienia El Manzano (zapiski z 21 kwietnia, 2014). Część pomieszczeń dodatkowo podpalili i dopiero interwencja strażników i oddziału wojska umożliwiła opanowanie sytuacji.

Poza trzęsieniami, wielkim problemem jest zanieczyszczenie powietrza, spowodowane używaniem paliwa diesla i opalaniem drewnem. Po Santiago i Temuco to trzeci rejon największych zanieczyszczeń środowiska w Chile.

Z katedrą Świętego Poczęcia w Concepción związane jest wydarzenie z najnowszej historii Chile. Tajna policja Pinocheta w dniu 9 listopada 1983 roku aresztowała dwoje młodych ludzi – rodzeństwo Acevedo: Galo i jego siostrę Marię Candalarię, których uwięziono w niewiadomym miejscu. Ich ojciec, Sebastian Acevedo Becerra, bezskutecznie poszukiwał córki i syna przez dwa dni. Zdesperowany, trzeciego dnia udał się na główny plac miasta – Niepodległości, stanął naprzeciw katedry i aby wymóc uwolnienie dzieci oblał się benzyną i zapowiedział że się podpali. Gdy policjant usiłował mu przeszkodzić, podpalił na sobie ubranie i w parę godzin później zmarł w szpitalu. Przed śmiercią zobaczył swoją córkę i umierał przekonany, iż zdołał doprowadzić do jej uwolnienia. Tajna policja zwolniła córkę z więzienia tylko po to, aby mogła pożegnać się z ojcem. Po jego zgonie natychmiast ponownie aresztowano syna, który spędził w więzieniu dwa lata. W paręnaście dni później aresztowano Marię i przetrzymano ją w więzieniu przez rok i dwa miesiące. W parę tygodni po samospaleniu, wstrząśnięta grupa mieszkańców powołała do życia organizację – Ruch Przeciwko Torturom im. Sebastiana Acevedo (Movimiento contra la Tortura Sebastian Acevedo), której działania koordynował jezuita Jose Aldunate. W ciągu siedmiu lat zorganizowali w mieście 180 pokojowych protestów. W miejscu, w którym zginął Sebastian Acevedo, Kościół katolicki zarządził namalowanie wielkiego, czerwonego krzyża. W 30 rocznicę jego śmierci umieszczono tu także małą tablicę, upamiętniającą owo tragiczne wydarzenie.

21.Concepcion Sebastian_acevedo_cruz

Z Internetu

Metropolia Concepción jest na drugim miejscu w Chile jako ośrodek uniwersytecki. Mamy tu cztery, tak zwane uniwersytety tradycyjne; wśród nich Universidad Catolica de la Santisima Concepcion, powołany do życia przez arcybiskupa miasta w 1991 roku, będący kontynuacją najstarszego uniwersytetu, Pencopolitana (Pontificia Universidad Pencopolitana de La Concepción). Ufundowany dekretem biskupa, był prowadzony od 1724 roku przez Towarzystwo Jezusowe. W 1751, trzęsienie ziemi i tsunami zniszczyło uniwersytecką bibliotekę przez co kultura chilijska poniosła wielką stratę. Przepadł zbiór dokumentów i ksiąg dotyczących zarządzania południowym Chile a miastem w szczególności. W nowym miejscu, po przenosinach, zbiór nie odzyskał już dawnego znaczenia.

Druga grupa to uniwersytety prywatne w liczbie dwunastu. Jeden z nich Universidad de Concepción , ufundowany przez grupę obywateli w roku 1919, był pierwszym sekularnym i prywatnym uniwersytetem w Chile. W parę lat później, gdy otrzymał sporą pomoc od państwa, przeszedł do grupy tradycyjnych i stał się jednym z trzech najważniejszych uniwersytetów w kraju i najważniejszym w metropolii Concepción. Jako ciekawostkę podaję, szczególnie dla młodych ludzi z Polski i Kanady, istnienie przy głównym wejściu do uniwersytetu, popularnego pubu pod zdumiewającą nazwą „Pub Quebec”, ze świetną atmosferą i muzyką.

Chilijczycy z innych miast i regionów, studiujący w Concepción, wnoszą tutaj swoje lokalne obyczaje i style. Mieszanka z tego powstająca tworzy mocną kulturę młodzieżową, w której elementy społeczno-polityczne i nonkonformistyczne, mieszają się ze sztuką a przede wszystkim muzyką. Concepción nazywają stolicą chilijskiego rocka i wiele znanych grup muzycznych tutaj zaczynało swoją karierę. Najbardziej znane zespoły, także poza Chile, to Los Tres i Los Bunkers [You Tube: Los Tres https://www.youtube. com/watch?v=Tjo51Sl4Hho – koncert w Santiago 2006; Los Bunkers – https://www.youtube. com/watch?v=ySa1naLigTA , https://www.youtube.com/watch?v=GiHIsxbNoeU]

Dla wybierających się tutaj, nie polecałbym raczej miesięcy deszczowych, pomiędzy czerwcem a październikiem, gdy spada 80% rocznego deszczu. Klimat jest łagodny i chłodne wody Pacyfiku utrzymują dobrą temperaturę przez cały rok. Rzadko przekracza ona 30° C lub spada poniżej zera.

I w takowej łagodnej pogodzie gnaliśmy z powrotem do miasta, aby odnaleźć jakaś kawiarnię. Bardzo nam się chciało mocnej kawy, a po niemal dwugodzinnym błąkaniu,OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

byliśmy także głodni, tym bardziej że zbliżało się południe. Przemknęliśmy koło gmachu sądu, znów przez ulicę O’Higgins

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

25.concepcion sady od ulicy Barros arana z drugiej strony higgins

Tył gmachu sądu – z Internetu

i dojechaliśmy poprzez ulicę Anibala Pinto do obszernego Placu Niepodległości, mijając pomnik z herbem miasta, upamiętniający 400-lecie jego założenia. Niedaleko od niego zaparkowaliśmy i piechotą udaliśmy się na poszukiwanie kawiarni. Najpierw uderzył mnie widok budy policyjnej stojącej koło pomnika założyciela miasta, Valdivii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

27

Potem weszliśmy w zatłoczoną ulicę Barros Arana i od razu wpadła mi w oko szklana weranda będąca częścią kawiarni „Cafe Rometsch”, gdzie zasiadłem z największą przyjemnością, bowiem miałem świetny punkt obserwacyjny na plac. 

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kelner przyniósł kawę macchiato, szklankę soku i potężne ciastko. Wokół siedziało sporo starszych ludzi, elegancko ubranych i zawzięcie konwersujących. Nikt nie dziobał po komórce.

Po pół godzinie wyszliśmy na plac, mijając z daleka, stojącą naprzeciw i w głębi, katedrę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dochodząc do auta, w pewnym momencie natknąłem się na sklep o nazwie Varsovienne, należący do całej sieci sklepów w Chile. Pierwszy raz znalazłem taki sklep w 2011 roku w Santiago i zdumiała mnie jego nazwa. Claudio nie był w stanie mi wytłumaczyć skąd się wzięła i jak jest powiązana z Warszawą. Próbowałem dociec samemu; wysłałem zapytanie do chilijskiej gazety w języku angielskim 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

„Santiago News”, a także do głównego biura sieci sklepów, lecz niestety nie otrzymałem odpowiedzi.

Brodząc po Internecie znalazłem informację, że varsovienne (varsouvienne, varsoviana) jest powolnym tańcem zawierającym kombinacje trzech elementów: walca, mazurka i polki. Taniec narodził się około roku 1850 w Warszawie. Nazwa używana w języku francuskim i hiszpańskim oznacza „z Warszawy” i ów taniec był popularny w wieku XIX w Ameryce oraz w krajach skandynawskich. Odnowienie jego popularności nastąpiło w USA, w latach 20-tych i 30-tych, za sprawą między innymi małżeństwa Fordów (słynnego producenta samochodów Henry Forda), którzy uwielbiali tańce z poprzedniego stulecia i je zawzięcie propagowali. Tańczyli kadryla, poloneza i właśnie varsovienne

Jego podkład muzyczny odgrywa ważną rolę w znanej sztuce Tennessee Williamsa „Tramwaj zwany pożądaniem”. W filmie z roku 1946 „Pojedynek w słońcu” w jednej ze scen tańczą go Jennifer Jones i Gregory Peck. W przypadku Chile wiem tylko, że od 50 lat jest to nazwa sieci sklepów specjalizujących się w słodkich wyrobach, głównie z czekolady, wyrobach uwielbianych tutaj od paru pokoleń. Tradycyjne przepisy są wciąż uzupełniane o nowości i skład utrzymuje się w ścisłej tajemnicy.

Pokrzepieni i bardziej doświadczeni w rozkładzie ulic dotarliśmy szybko do Nueva Costanera, skręciliśmy w nią na prawo i zaraz natknęliśmy się na ciekawe rzeźby, od których wręcz się roi w mieście. Costanera wpierw biegnie wzdłuż Bio Bio, by potem

31 kolo mostu laconen przy neueva costanera

łukiem wyjść na północ. Minęliśmy z lewej wielką rafinerię Empresa Nacional de Petroleo Bio-Bio Refinery. Po prawej rozciągało się rozległe osiedle domków i miejscami bloków w budowie,

32

w gęstej sieci mniejszych i większych ulic, nawiązujących nazwami do Europy. Gdybyśmy skręcili w prawo, w ulicę Finlandia, po parudziesięciu metrach napotkalibyśmy ulicę Polonia. Nią dojechalibyśmy do Monaco, Silesii, Sarajewa, Rumunii i wśród wielu innych, znanych nam nazw, znajdziemy nawet ulicę Jugosławii. Dobiliśmy do podrzędnej drogi Camino a Lenga, skręcając nią na zachód, do upragnionego Pacyfiku.

2. Caleta Lenga     

Najpierw ukazał się na skrzyżowaniu napis miasta – Hualpen i jechaliśmy pomiędzy rzednącymi terenami przemysłowymi z jednej i miejscami dość gęstym lasem, z drugiej strony. Za parę minut, w oddali pokazały się pofalowane wzgórza i łysnęła niebieskawa woda Pacyfiku. Łagodny zakręt na lewo, mała zatoka i daleko w nią wychodzący bardzo długi pirs naftowy. Poprosiłem Seweryna by zjechał na prawo, pod plażę i poszliśmy na brzeg oceanu. Przed nami w rozmigotanej, srebrzystej niebieskości tkwił pirs. Za plecami spora kępa niewysokich sosen.

1

2

Ciepło, łagodny szum oceanu, słonecznie. Jak spod ziemi znalazł się przy nas radośnie merdający ogonem pies, który potem z westchnieniem uwalił się na piasek. Swa maścią i półokrągłymi uszami przypominał dzikie psy afrykańskie.

3

W głębi zatoki widniały zabudowania rybacko-turystycznej osady Caleta Lenga. Dalej wysokie urwisko. 

4

5

Uchwyciłem aparatem końcówkę pirsu, a potem sielski widok wędkarza na brzegu.

6

7

8

Za nasadą pirsu, daleko w zamglonym planie, budowle jak z filmu science-fiction – stalowania Huachipato.

9

Podjechaliśmy bliżej osady i znów zatrzymaliśmy się, tym razem po lewej, nad rzeką Lenga, gdzie wiele wodnych ptaków obsiadło łodzie lub taplało się na przybrzeżnych płyciznach.

10

11

12

Osada ma kolorowe domy i liczne restauracje, gdzie w pogodne dni mieszkańcy Concepción przyjeżdżają wypocząć.

13

Na skałach siedziały gromady kormoranów, woda mieniła się światłem i kusiła obietnicą kąpieli. Lecz czas naglił. Zrobiliśmy pętle na końcu osady, przejeżdżając wzdłuż ładnego, nadoceanicznego bulwaru i zawróciliśmy nad Lengą. W intensywnym słońcu bielały po drugiej stronie olbrzymie zbiorniki na ropę.

14

15

Znów Costanerą i tym razem postanowiłem zjechać do pobliskiego rezerwatu Hualpecillo. Skręciliśmy w szosę Ramuncho przemykając koło kolejnych zakładów przemysłowych i rafinerii, a potem, po obu stronach drogi, objął nas liściasty las przerywany sporymi połaciami łąk i krzewów. Zaczęło się królestwo ptaków.

16

3. Rezerwat Hualpecillo i Pacyfik     

Na zielonej tablicy informacja z nazwami osad oraz nazwą muzeum i parku. Za parę minut na rozwidleniu dróg ozdobny drewniany płot i kamienne słupki markujące wjazd do parku Pedro del Rio Zañartu. Płasko, zielono, świergotliwie. Gorąco i pachnąco – liściaste drzewa, nagrzane łąki, zioła. Po chwili pusta budka strażnicza i wjeżdżamy wijącą się drogą, wciąż pod górę i docieramy do następnych zabudowań i uporządkowanych ścieżek. Tutaj, po lewej muzeum, na które nie mamy czasu, po prawej parking, gdzie się zatrzymujemy, ale po chwili orientujemy się że można jechać dalej. Kolejne zakręty w obramowaniu gęstej zieleni, co pewien czas wychyla się z lewej rzeka Bio Bio. Jakieś farmy, napisy informujące i zachęcające do jedzenia i wypicia, lecz budynki schowane w głębi, za ścianą zieleni. Nieustannie pod górę, skończył się asfalt, znajome ripio pod kołami, aczkolwiek w bardzo łagodnym wydaniu. Klub wędkarski z restauracją serwującą owoce morza, w tym smaczną zupę marisco. Rzeka coraz szersza, zatoka kończąca się małym wzgórzem. Łagodnie pod górę, wreszcie przełamanie, lekki zjazd, ciemne połacie piasku, podjazd pod kolejną górkę i parking. Wychodzimy z auta. Od razu odległy szum przyboju, smak słonawego wiatru. Brniemy w szaro- czarnym piasku grzbietem niskiego wzgórza, porośniętego miejscami krzakami i jest! – Playa (plaża) en Hualpen.

Ujście rzeki pełne ptaków. Nad głowami szybuje wielki sęp. Wrzynająca się mała zatoka z łodziami.  1

2

3

Rozległy stok usiany kwiatami, podobnymi do kaczeńców, a wśród nich dostojnie i niespiesznie kroczą jastrzębie. Jeden przysiadł na wydmie porośniętej szorstką trawą.4

5

Gdy ją przekroczyłem ukazał się ocean, samotny rybak, poszarpane6

przez fale skaliste wysepki, przypominające gigantyczne głowy patrzące gdzieś w dal. Trzeba było zejść nad krawędź wody, 

 7

aby pokłonić się żywiołowi, zatopić w mocy oceanu. Poczuć smak soli na wargach, rozczesywanie włosów wiatrem, odczuć głęboki ryk toczącej się fali i huk rozbijania o przybrzeżne skały. Nikt się nie kąpał, nie z powodu chłodnawej pogody i bardzo chłodnej wody, ale z racji niebezpieczeństwa. W mgnieniu oka cofająca fala pociągnie cię w głąb. Następna roztrzaska o skały. Zdjąłem buty i zacząłem sopockie zabawy – następowanie za cofającą się falą, potem biegiem przed napieraniem kolejnej, tak by nie zmoczyć spodni.

Na skałach wodorosty, uczepione małże i pochowane w załomach kraby. Fala szła za falą wybrzuszając grzbiety, przybierając z każdą sekundą, by za chwilę rozbryznąć wysokie pióropusze8

na skałach, zakotłować gęstą, olśniewająco białą pianą na płyciźnie i cofnąć9

się wprost w objęcia następnej. I następnej. I następnej.10

11

12

13

14

15

16

17

18

W płytszych miejscach ocean rozlewał się z sykiem i grzechotem przesuwanego po dnie żwiru.

19

Na piasku skręcone konwulsyjnie łodygi wodorostów, o strukturze twardej i elastycznej zarazem gumy, w kolorze chromowanej stali i z pękami ciemnożółtych zarodników. Czasem resztka gąbczastego liścia, powygryzana, z utkwionymi w dziurach byłymi pasażerami na gapę – muszlami morskich mięczaków. Nieprzebrane kształty i kolory.20

21

Nad wodą, nisko ponad falami, pojawił się sznur pelikanów.22

23

Akurat gdy robiłem drugie zdjęcie ktoś trącił moją nogę. Psisko, pełne przymilności i szukające towarzystwa, a przede wszystkim łase na pieszczoty, pogłaskanie i podrapania. Aż z rozkoszy przymykał oczy. Obróciłem się i zobaczyłem niecodzienny widok. Na wzgórku, koło naszego auta stał zadumany Seweryn i wpatrywał się w ocean. Koło niego leżała inna poczciwina jakby wpatrzona w duży, żółty krzyż na charakterystycznym, symbolicznym chilijskim grobie, jakich tutaj nie brak. Przede wszystkim wzdłuż szos biegnących z Santiago na północ, ku granicy z Peru. Zapewne ktoś tutaj się utopił, a pies być może przychodzi na grób człowieka którego znał. Seweryn powiedział mi, iż nagle się pojawił, dał pogłaskać a potem ułożył się obok niego.

24

Żeby się nie pogubić wracaliśmy tą samą drogą. Przed rafinerią spostrzegłem powykręcaną sosnę, do złudzenia przypominającą sosny na półwyspie Hel. 

25

Wzdłuż Nueva Costanera, z widokami miasta po przeciwnej stronie rzeki, mijamy mosty: Alessandro Rodriguez, zjadliwie żółty most kolejowy, potem Llacolen

26

27

28

29

i za nim monument zwany 27F, ku czci 551 ofiar trzęsienia ziemi i tsunami z 27 lutego, 2010 roku.30

Odsłonięto go w październiku 2013, w obecności ówczesnego prezydenta Chile – Sebastiano Pinery. Wygrał projekt przedstawiający osiem sześcioboków, każdy o wysokości 23 metrów, nachylone w różnych kierunkach, czasem poszerzające się ku górze, co ma symbolizować siłę zjawisk geologicznych. Koszt budowy wyniósł 200 milionów pesos, co spotkało się z wieloma głosami krytycznymi, włączając w nie nawet burmistrza miasta*.

Minęliśmy most Chacabuco, za nim od razu skręciliśmy w ulicę Esmeralda i poprzez Victora Lamas, z ciągnącym się kilometrami po prawej parkiem, dojechaliśmy do rogatek terenów uniwersytetu. A tu jakaś zadyma. Stało wielu policjantów, niektórzy w pełnym uzbrojeniu, z hełmami i grubymi ochraniaczami na piersiach i plecach. Parę bud policyjnych i do jednej z nich pakowano młodych ludzi.

31

Przemknęliśmy koło szpitala, dalej poprzez znajome ulice z porannego błądzenia i bez zbytnich problemów dobrnęliśmy do Ruta 150. Z niej, w szybkim tempie, dojechaliśmy do drogi 152, która miała nas poprowadzić do głównej – Piątki. Od tego punktu, do Chillán będzie tylko 87 km.32

————————————–

* W lutym 2015 wydano dodatkowe 111 milionów pesos na renowację pomnika, w tym na oczyszczenie z graffiti, zatrudnienie stałej ochrony i zmianę iluminacji, co znów podniosło fale głosów oburzenia w mieście.

4. Chillán – San Fabian       

Drogę 152, przy pięknej pogodzie, przejechaliśmy w iście ekspresowym tempie. Od wjazdu na 5 zaczęła się Ruta del Maule, inaczej zwana Autopista Talca-Chilan, gdzie trzeba było uiszczać opłatę (600 pesos). Przez pagórkowate, zalesione tereny biegnie porządnie utrzymana autostrada.

1

2

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do Chillan wjechaliśmy długą aleją im. Bernadra O’Higginsa, zaczynającą się nisko zabudowanymi przedmieściami. W mieście była równie długa i na pewnym odcinku przybrała wygląd pięknie zadrzewionej, dość wąskiej ulicy.

4.Chillán Avenida O'Higgins typowe czasem aleje

Z Internetu

Siatka ulic zgęstniała, drzewa mocno się przerzedziły, przybyło po obu stronach domów i wielkich plansz reklamowych. Przyuważyłem strzałkę do centrum, z nieśmiertelnym Plaza de Armas, na nosa skręciliśmy w El Roble na prawo i za parę ulic po lewej niespodzianka – szeroki deptak do którego postanowiliśmy dobrać się od drugiej strony. Znów jednokierunkowe przebiegi, lecz załapaliśmy właściwy kierunek i przez ulice Konstytucji, trafiliśmy na Plaza de Armas. Objechaliśmy plac dookoła, mijając katedrę o beczkowatym kształcie.

5.chillan katedra

6.chillan Interior_catedral_chillán

2 zdjęcia katedry z Internetu

Parędziesiąt metrów za nią znaleźliśmy miejsce parkingowe. Plac jest ładnie utrzymany, obsadzony wysokimi drzewami różnych gatunków (w tym parę imponujących palm) i stoi na nim oczywiście pomnik O’Higginsa.

7. Chillan plaza de armas

8.chillan pomnik o'higginsa na plaza de armas

2 zdjęcia z Internetu

Katedra jest nader symbolicznym punktem miasta, obrazującym skalę postępu jaki dokonano po wielkim trzęsieniu ziemi, ze stycznia roku 1939. Podczas tego trzęsienia, jednego z największych w pisanych dziejach Chile, zginęło 30 tysięcy ludzi. Podobnie jak w innych miejscach tego regionu, najpierw powstała pierwsza katedra, ulokowana w najstarszej części miasta zwanej Stare Chilan. Trzęsienie ziemi z 1835 roku zdewastowało miasto, katedra runęła i odbudowano ją, jak i centrum, w nowym, dzisiejszym miejscu. Wybudowano ją z cegieł i wapiennej zaprawy.

Niestety w 1939 roku znów została zniszczona, lecz w tymże roku, kolejny architekt – Hernan Larrain Errazuriz, odbudował ją w stylu modernistycznym i użył zbrojony cement. Kształt katedry i specjalną jej konstrukcję – antysejsmiczną – osadzono na dziesięciu łukach imitujących dłonie złożone do modlitwy. Katedrę, zadedykowaną patronowi miasta, św. Bartłomiejowi, starannie wykończono używając w środku marmurów, granitów, miedzi, aluminium i szkła. Monumentalny krzyż z boku katedry, o wysokości 36 metrów, postawiono ku pamięci ofiar katastrofy. W grudniu 2014 roku został obwołany narodowym monumentem.

Gdy wysiedliśmy z auta, jak spod ziemi wyrósł przed nami mężczyzna przepasany czymś w rodzaju raportówki i domagał się opłaty za parking. Seweryn, jak w wielu innych miejscach Chile, stoczył z nim mały bój, domagając się uznania plakietki inwalidzkiej, przyczepionej na szybie Nissanka. Gość był uparty, bo w Chile nie traktują inwalidów tak jak w Kanadzie, gdzie niemal wszędzie mają możliwość darmowego parkingu na ulicy. Chilijczyk nie znał angielskiego, więc trudno nam było się porozumieć i ostatecznie zrezygnował, mrucząc coś pod nosem na temat gringos.

Doszliśmy do długiego deptaku, zwanego Arauco Paseo, z pięknymi sklepami, bankami i licznymi restauracjami. Byliśmy głodni i zoczyłem lokal z dużą ilością ludzi, co z reguły świadczy o wartości restauracji. Fuente Alemana (Niemiecka Fontanna) ofiarowała nam bardzo przyzwoite jadło, wsparte dobrym, lokalnym piwem. Dodatkowo przyzwoite ceny i świetny widok na deptak. Sącząc piwo z kufla przyglądałem się ludziom dookoła i tym przechodzącym na zewnątrz. Bardzo lubię w nowym miejscu obserwować zachowanie różnych osób.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Chillan jest stolicą prowincji Nuble ze 175 tysiącami mieszkańców. Ma dworzec kolejowy (5 godzin podróży do Santiago) i autobusowy, wydział rolniczy Uniwersytetu Concepción i bazę wojskową. Jest znane z swojej sieci nowoczesnych centrów handlowych oraz targów ulicznych oferujących głównie owoce, warzywa, odzież i wyroby rzemieślnicze. W leżących niedaleko górach są ośrodki narciarskie i wspaniale urządzony ośrodek wypoczynkowy z hotelem (Gran Hotel) i uzdrowiskiem, opartym na gorących źródłach.

11.GRAN_HOTEL termas de Chillan

12. termas de chillan stoki zjazdowe

Zdjęcie i schemat z Internetu

Miasto założył Martin Ruiz de Gamboa w 1580 roku, tam gdzie jest obecnie Stare Chilian. Poza założeniem placówki militarnej, odpierającej ataki Mapuczów, okazało się że jest tu bardzo urodzajna ziemia i szybko rozwinęło się rolnictwo. Jednakże przekleństwem tej okolicy jest sejsmiczny region. W Chilian urodził się, w 1778 roku, chilijski bohater O’Higgins. Przeto jak najbardziej należy mu się okazały pomnik.

Stąd wywodzą się również znani chilijscy artyści, m.in. słynny pianista Claudio Arrau czy śpiewak operowy Ramon Vinay.

Po krótkim spacerze odjazd przez O’Higgins, tym razem w kierunku północnym, docierając do ulicy Longitudianal, która doprowadziła nas do Piątki. Dojechaliśmy do miejscowości San Carlos i tam mieliśmy skręcić na drogę nr 31, ale niespodziewanie nam umknęła i musieliśmy po parunastu kilometrach szukać zjazdu by zawrócić. W San Carlos wpadliśmy w rozprószone, miodowe światło zachodu.

13

Znaleźliśmy dojazd do 5 ku północy i przemierzając jeszcze raz ten sam odcinek, nagle zauważyłem znajomą nazwę – Nahueltoro.

14. za chilan gdy do FabianIMG_1408

Podczas międzynarodowego sympozjum „Film i literatura ibero-amerykańska”, w słynnym w latach 70-tych DKF „Kwant”, przy klubie Riwiera-Remont w Warszawie, na sympozjum, którego byłem pomysłodawcą i współorganizatorem, przybyło paru zaproszonych gości. Większość z nich była emigrantami – przede wszystkim Julio Cortazar, Augusto Monterroso i chilijski reżyser Raul Ruiz, któremu poświecę parę zdań później. Na sympozjum pokazaliśmy film Littina z 1969 roku, pt. „Szakal z Nahueltoro”, oparty na autentycznym zdarzeniu.

Główny bohater, nazwany później szakalem, był alkoholikiem który zaznał wcześniej licznych krzywd w swym życiu. Był wykorzystywany i poniżany. Pomogła mu biedna kobieta obarczona piątką dzieci. W pijanym widzie alkoholik ich wszystkich zamordował. Film analizował przyczyny owej tragedii, wskazując na społeczne nierówności w Chile.

Littin w późniejszych latach nakręcił szereg dobrych filmów, które pokazywane były na festiwalach filmowych m.in. w Cannes i Moskwie. Dwa z nich były nominowane do Oscara w kategorii najlepszych filmów obcojęzycznych. W 1984 roku, gdy Littin przeprowadził się do Hiszpanii, postanowił po cichu dostać się do Chile, ucharakteryzowany na innego człowieka. Pod pretekstem kręcenia reklam, przy pomocy czterech różnych międzynarodowych ekip, uzyskał obszerny materiał do filmu dokumentalnego o życiu w Chile pod reżimem Pinocheta. Poza owym filmem, w 1986 roku ukazała się książka Gabriela Garcii Marqueza „Na fałszywych papierach w Chile” (wydanie polskie 2002 i wznowienie 2009, Muza SA), skomponowana na podstawie opowiadania Littina, o tym co przeżył podczas tej karkołomnej eskapady.

Szczególnym filmem w jego dorobku jest „Tierra del Fuego” z roku 2000, opowiadający o podbijaniu Ziemi Ognistej przez Juliusza Poppera (1857 – 1893), syna żydowskich Rumunów (rodzina przybyła z Polski). Jego ojciec był profesorem i antykwariuszem w Bukareszcie, syn studiował w Paryżu kształcąc się na inżyniera. Barwnym życiem Juliusza można by obdzielić kilka osób. Gdy przeszukiwałem informacje na jego temat napotkałem zdumiewający życiorys obieżyświata.

Po studiach znajdował pracę w zadziwiających miejscach. Najpierw w Konstantynopolu (nazwa Istambuł/Stambuł funkcjonuje dopiero od 1930 roku), następnie w Egipcie, gdzie pracował przy doglądaniu Kanału Sueskiego. Stamtąd, poprzez Środkowy Wschód udał się do Indii, Chin i Japonii. Na krótko powrócił do Rumunii, by z kolei udać się poprzez Syberię na Alaskę, dalej do Kanady i południowego USA, gdzie brał udział w planowaniu zabudowy Nowego Orleanu. Po roku znalazł się na Kubie, która wciąż była hiszpańską kolonią. Sporządził projekty urbanizacyjne Hawany i jej portu. Ale nieustannie go nosiło.

Wyjechał do Meksyku, gdzie był z kolei przez parę miesięcy dziennikarzem w piśmie dla obcokrajowców „Journal of the Outsiders”. Potem praca kartografa w Brazylii i tam dosięgnęła go wiadomość o odkryciu złota, w rejonie cieśniny Magellana. Tamte obszary były wtedy nazywane nową Kalifornią lub nowym Jukonem, a Patagonia „krańcem świata”. Bez namysłu pojechał do Buenos Aires i w dwa tygodnie później był już w obozie poszukiwaczy złota koło przylądka Dziewiczego, na południe od Rio Gallegos. Miał wtedy 28 lat. Lecz złoto w tym miejscu szybko uległo wyczerpaniu. Rozczarowany, a zarazem zdeterminowany, Popper postanowił założyć własną kompanię poszukiwawczą.

Wiosną 1886 roku odbył trzymiesięczny marsz-rekonesans z przylądka Virgin do Punta Arenas. Compania de Lavaderos de Oro del Sud uzyskała olbrzymi zysk kapitałowy na giełdzie argentyńskiej. Kopalnia wraz z maleńką osadą, chłostaną nieustannym wiatrem Patagonii, została nazwana El Paramo. Podpisano porozumienie graniczne z chilijskim rządem i Popper sprowadził do osady różnych ludzi, w tym awanturników z Punta Arenas. Bogactwo i uznanie oraz zakres posiadanej władzy wpędziły go w megalomanię. Stworzył coś w rodzaju własnej armii, ferował wyroki karząc winnych według swojego kodeksu praw. Lecz w jego mniemaniu, człowieka, który uważał się za pioniera i zarazem władcę terytorium Ziemi Ognistej, głównymi wrogami byli Indianie ze szczepu Selknam (zwani też Ona lub Onawo). Atakowali ich zarówno farmerzy, bo Indianie zaczęli polować na ich owce, jak i poszukiwacze złota. Wszystko rozbijało się o bezprawne wchodzenie na terytoria Indian. Ich opór spotykał się z systematycznym ludobójstwem. Nawet zaczęto dokonywać wypłat pieniężnych za każdego zabitego Selknama. Popper brał w tym aktywny udział.

Dodatkowo założył mennicę w której wybijał własne monety i drukował swoje znaczki pocztowe. Jego złote monety miały taką wartość, że po kryzysie finansowym w Argentynie, w roku 1890,

15.Moneda_Popper_5_Gramos16.Popper stamp-_1891

Z Internetu

były uznawane za regularną walutę, chociaż jego biznes upadł, kompanie rozwiązano w 1889 i utracono cały kapitał. Ostro wystąpiły przeciw niemu nie tylko prywatne osoby, ale też władze Chile oskarżając go o autorytarne i brutalne rządy, w połączeniu z masowymi zabójstwami. Popper musiał opuścić Ziemię Ognistą.

Niezrażony niepowodzeniami, powrócił do Buenos Aires, gdzie zaczął szykować nową ekspedycję na Antarktydę, by objąć kawał jej terytorium w imieniu Argentyny. Tam zmarł nagle, w niejasnych okolicznościach, w wieku 35 lat. Niektórzy podejrzewają, iż został otruty przez wrogów z Tierra del Fuego *

Littina nie mogliśmy ściągnąć do DKF „Kwant”, bo mieszkał w Meksyku, którego władze kulturalne wysłały do nas nie byle kogo, bo słynnego pisarza, jednego z twórców boomu latynoskiej literatury i stylu realizmu magicznego – Juana Rulfo. Natomiast pojawił się świetny reżyser chilijski Raul Ruiz, który zadebiutował w latach 60-tych i był znany ze swojego nowatorskiego, eksperymentalnego podejścia do kina, co ulokowało go automatycznie jako outsidera w świecie rozpolitykowanych filmowców chilijskich. Ale i tak musiał zbiec z Chile i osiadł w Paryżu. Ruiz i Cortazar, nie znający się wcześniej, siedzieli niedaleko siebie w samolocie lecącym z Paryża do Warszawy i jak to Latynosi szybko wzajemnie się wyczuli. Zaczęli rozmawiać i okazało się, ku ich zaskoczeniu, że lecą na to samo sympozjum. Dzięki niemu się poznali i kontynuowali potem swoją przyjaźń.

Ruiz w późniejszych latach, pracując stale we Francji, nakręcił około setki filmów i zdobył wielkie uznanie w kręgach zarówno awangardowych filmowców, jak i krytyków. Był także teoretykiem i wykładowcą filmowym, autorem projektów realizowanych w szkołach filmowych w USA, Francji, Kolumbii, Szkocji, Italii i Chile, które mógł wreszcie po latach swobodnie odwiedzać.

Zdobył szereg prestiżowych nagród i wyróżnień na festiwalach filmowych w Locarno, Cannes, San Sebastian; w Berlinie w 1997 roku zdobył Srebrnego Niedźwiedzia za „Genealogię przestępstwa”.

W studyjnym kinie w Toronto, obejrzałem jego zdumiewający film z 1999 roku, zatytułowany „Czas odnaleziony”, nakręcony na podstawie powieści Marcela Prousta „W poszukiwaniu straconego czasu”, z doskonałą obsadą (m.in. John Malkovich, Catherine Deneuve, Emmanuelle Beart, Vincent Perez, czy Chiara Mastroianni – śliczna i utalentowana córka wielkiej miłości Catherine Deneuve i Marcelo Mastroianniego). Dzięki ogromnej dbałości scenografa, świetnej pracy kamery i powolnego tempa narracji, jest to zanurzenie się w tamten świat i to tak mocno, iż odnosi się wrażenie współuczestnictwa, złudy poruszania się w Proustowskich realiach. Ten film śnił mi się potem po nocach i jest do obejrzenia na YouTube –  https://www.youtube.com/watch?v=uuI45hCMUjg

Gdy byłem w Santiago, w sierpniu 2011 roku, pewnego wieczoru siedzieliśmy z Claudiem przed telewizorem oglądając dziennik. Pierwszą wiadomością była informacja o śmierci Raula Ruiza w Paryżu.

W zapadającym szybko zmierzchu, skręciliśmy z Piątki na wschód, w drogę N-31, która po kilku kilometrach zaczęła być w kratkę – raz asfalt, raz ripio. Mieliśmy około 45 km do San Fabian, gdzie postanowiliśmy znaleźć nocleg. W szarówce wjechaliśmy w rozległą dolinę, dojechaliśmy do głównego skweru gęsto utkanego wysokimi i rozłożystymi drzewami. Kręciliśmy się przez paręnaście minut po ulicach wypatrując jakiejś nazwy cabañi lub małego hotelu.

Niczego nie zauważyliśmy a na dobitkę zapadła już ciemność.

17

Powróciliśmy na plac, objechaliśmy go dookoła, lecz nikogo nie napotkaliśmy. Znów wjazd w ulicę i zauważyłem otwarty sklep, gdzie zasięgnąłem języka, w czym pomogły mi dwie młode osoby władające jako tako angielskim. Podały nam nazwę niedalekiego ośrodka w którym są cabañComplejo Turistico Vista Hermosa de Alico. W sklepie nabyłem butelkę Missiones Drengo, carmenere i wjechaliśmy w ulicę przypominającą po paru metrach polną drogę obsadzoną drzewami. Z ciemności, w świetle reflektorów, wychynęła tablica z nazwą naszego miejsca. Seweryn został w aucie, ja poszedłem na zwiady. Przez piękny ogród doszedłem do dużego domu, otworzyła mi uradowana kobieta, bo poza nami nikogo w ośrodku nie było.

Dostaliśmy piękną cabañę. Zaparkowaliśmy przed domkiem, wnieśliśmy szybko nasze rzeczy, bo wieczorny chłód zaczął doskwierać. Jakiś mężczyzna rozpalił nam w piecu i za chwilę uniósł się w powietrzu, jakże dobrze znany i wytęskniony zarazem, słodkawy zapach palonego drewna. Mieliśmy przygotowane polana do dokładania do pieca i byliśmy zabezpieczeni do samego rana. Przezornie wieźliśmy ze sobą zakupy ze sklepu w Chillan, dzięki czemu mogłem przyrządzić całkiem pożywną kolację okraszoną winem.

Po kolacji przerzuciłem zdjęcia i zaglądnąłem do Internetu. Claudio nie odpowiedział na pięć kolejnych maili! Typowy Latynos – mañana. Jednakże wie, że przybywamy do Santiago za dni parę i powinno być wszystko w porządku. Wszedłem na Wirtualną Polskę i wiadomość o śmierci Tadeusza Różewicza. Odchodzą wielcy z pokolenia moich rodziców.

Wyszedłem w nocny chłód ze szklanką wina w ręku. Wprost pod wspaniale rozgwieżdżone niebo. W dojmującej ciszy, obramowanej czerniejącymi w głębi pagórami, za głównym domem. Z daleka dobiegało szemranie rzeki Nuble.

—————————————-

* Nagrodzony Oscarami film „Zjawa” był kręcony, z powodu braku zimy w Kanadzie, w okolicach Ushuai, na Ziemi Ognistej. Wspaniały krajobraz „zagrał” bezbłędnie. Ushuaia zyskała nową „atrakcję” dla turystów – odwiedzenie miejsca, gdzie pracował jako aktor i reżyser własnego filmu dokumentalnego o zmianach klimatycznych, Leonardo DiCaprio.