Warning: Use of undefined constant DF_LISTA - assumed 'DF_LISTA' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /homepages/45/d789671203/htdocs/wp-content/themes/raiden-child/functions.php on line 49

4 lipca Cornwall – Halifax

PEI w pigułce

      1. Geografia – oprócz jednej dużej wyspy (5620 km²) dodatkowe 321 małych (razem 5686 km²; dwa razy większa od Luksemburga). Najmniejsza prowincja Kanady, przeważnie rolnicza. Około 300 milionów lat temu erozja w starych górach osadzała w dzisiejszej zatoce Św. Wawrzyńca iły, piaski i żwir. Ów sedyment stworzył fundament wyspy (głównie czerwony piaskowiec). Pod koniec Plejstocenu obszar pokryły osady polodowcowe i poprzez wąskie pasy lądu miały połączenie z kontynentem. Kiedy lodowiec stopniał i podniósł poziom wód oceanicznych, spory obszar uległ zalaniu i utworzyła się wyspa, która później na skutek izostazji podniosła się wyżej. Na wyspie nie ma niemal żadnych minerałów, jednakże w latach 40-tych odkryto złoża gazu i dokonano 20 odwiertów (w roku 1944 pierwszy na świecie odwiert podmorski). Znaleziono także małe złoża ropy i ich eksploatacja trwa do dzisiaj.

        Dzisiejsze wybrzeża to kombinacja długich plaż z wydmami, paroma mniejszymi i większymi zatokami oraz klifami czerwonego piaskowca. Zbudowane są ze skał osadowych ze sporą zawartością żelaza, który utlenia się w reakcji z powietrzem. Charakterystyczne są wielkie paraboliczne pola wydm, gdzie gnieździ się sporo ptaków i rosną rzadkie gatunki roślin. Są także dość liczne słone bagniska i moczary. Na cyplu Basin Head plaże składają się z białego krzemienia i kiedy się po nich spaceruje wydają chrzęszczący odgłos. Nazywane są „śpiewającymi piaskami”.

        Wyspa jest całkowicie uzależniona od wód gruntowych stanowiących główne źródło zaopatrzenia w wodę pitną. Woda gruntowa mieści się w podziemnych zbiornikach artezyjskich i jest naturalnie filtrowana. Na przykład woda dla stolicy Charlottetown jest pobierana z trzech pól artezyjskich poprzez system 13 studni. Odnawianie tych podziemnych zbiorników regulują opady.

        Generalnie krajobraz wyspy ma sielankowy wygląd – łagodne wzgórza, lasy, czerwono-białe plaże i wszechwładna czerwona gleba. Jest uważana za jedną z najpiękniejszych prowincji Kanady, rząd ustanowił specjalne prawa ochronne, które są w gestii 31 powiatów odpowiedzialnych za planowanie przestrzenne.

        Klimat jest umiarkowany i pod wielkim wpływem otaczających wyspę mórz, przez co charakteryzuje się sporą zmiennością. W lipcu i sierpniu średnia temperatura dnia wynosi 23 º C, czasami przekracza 30 stopni. Zimą średnia temperatura trochę poniżej minus trzy, opady są umiarkowane, zarówno deszczu, jak i śniegu. Zimą wyspę nawiedzają liczne sztormy.

        Kiedyś na wyspie były niedźwiedzie, łosie, karibu i wilki, ale z powodu zajmowania terenów przez człowieka i polowań, zniknęły. Dziś najczęściej można spotkać z dawnych, oryginalnych zwierząt, czerwone lisy i kojoty. Skunksy i szopy pracze nie są gatunkami rodzimymi. W ostatnich latach pojawia się coraz więcej północnoatlantyckich wielorybów (wal biskajski), które są jednym z najbardziej zagrożonych gatunków, z powodu wielkiego przełowienia (są pod ochroną od lat 30-tych XX wieku).

      2. Ludność – przeszło 142 tysiące; dominacja ludności pochodzenia angielskiego, celtyckiego (Szkoci i Irlandczycy) i francuskiego. Podstawą ekonomii jest rolnictwo. Wyspa produkuje 25% ziemniaków kanadyjskich. Inną, ważną gałęzią ekonomii jest oczywiście turystyka, tym bardziej, że tutaj Lucy Maud Montgomery umieściła akcję swej słynnej na cały świat książki, „Ania z Zielonego Wzgórza”. Nie tylko koło Cavendish, ale i w innych miejscach, próbuję się promować taką turystykę, aby przypominała krajobrazy i aktywności opisane w książce. Dodatkowo organizuje się różne festiwale kulturalne przyciągające turystów. Dwa ośrodki miejskie – większy wokół zatoki Charlottetown, ze stolicą o tej samej nazwie (przeszło 36 tysięcy mieszkańców), z dwoma satelickimi miastami: Cornwall i Stratford oraz o wiele mniejszy wokół zatoki Summerside, z głównym miastem, także o tej samej nazwie.

      3. Historia

        a. miejsce osiedlenia szczepu Mikmak

        b. francuska kolonia – od 1604 roku jako część Akadii nosiła nazwę Wyspy Św. Jana. Mikmakowie przyjęli Francuzów jako partnerów handlowych i aliantów, nigdy nie akceptując faktu posiadania przez nich wyspy. W 1745 roku Anglicy z Nowej Anglii (dzisiejsze USA) napadli na wyspę, ale zostali odparci. Po upadku twierdzy Louisbourg Francuzi powrócili do Francji, a Akadyjczycy próbowali przetrwać brytyjską inwazję. Na wyspie było ich około tysiąca, a po wygnaniu ich współbraci z Nowej Szkocji doszli do pięciu tysięcy dusz. Gdy w 1758 Brytyjczycy podbili wyspę, wielu Akadyjczyków przymusowo deportowano do Francji. W czasie przeprawy przez Atlantyk zatonęły wiozące ich trzy statki i w sumie zginęło 857 osób

        c. brytyjska kolonia – od 1763 roku; utrzymano nazwę wyspy, teraz w języku angielskim i podzielono ją na odseparowane kolonie. W późnych latach wieku XVIII przybyło tu tak wielu szkockich górali, że był to największy procentowy ich udział, w stosunku do innych obszarów Kanady. Co ciekawe, jednoczesne odseparowanie od Anglików, przyczyniło się do trwalszego zachowania starej kultury gaelickiej. Utrzymanie języka Gaelic było nawet większe niż w Szkocji.

        Pierwszy brytyjski gubernator – Walter Patterson stworzył tu niemal feudalny system i wpadł na pomysł przyciągnięcia Irlandczyków, poprzez zmianę nazwy wyspy na Nową Irlandię. Do porządku przywołał go rząd brytyjski zaznaczając, że tylko on jest władny zmieniać nazwy swoich posiadłości. W połowie lat 70-tych wieku XVIII, wyspę podzielono na 67 działek, które przyznano drogą loterii zwolennikom króla Jerzego II. Własność ziemi pozostała w rękach właścicieli z Anglii, co doprowadziło do wzburzenia, wśród od dawna tu żyjących i pracujących osadników. Dodatkowo zarządzono opłaty gruntowe na rzecz owych właścicieli, którzy się nawet nigdy nie pokazali. Dopiero w 1853 roku, rząd na wyspie próbował te sprawy uregulować, przyznając sobie prawo nabycia ziemi od tych, którzy chętnie by się jej pozbyli, by potem odsprzedać po niższej cenie osadnikom. Koncepcja upadła z powodu braku pieniędzy na zakup.

        Przytoczyłem ten fakt obszerniej bowiem „targanie się po szczękach” z powodu ziemi miało w Królestwie Angielskim długą tradycję, powodowało konflikty i napięcia społeczne oraz niesłychany egoizm klas posiadających.

        W czasie wojny USA o niepodległość, amerykańscy korsarze dokonali rajdu na Charlottetown. Potem ściągnięto tu część tzw. Lojalistów, Anglików wypędzonych z byłych kolonii amerykańskich

        W 1789 roku oficjalnie zmieniono nazwę wyspy na Księcia Edwarda, na cześć czwartego syna Jerzego II, księcia Kentu, głównodowodzącego siłami brytyjskimi w Ameryce Płn. (1799-1800) z główną kwaterą w Halifax.(Książe był ojcem przyszłej królowej Wiktorii)

        d. Konfederacja – we wrześniu 1864 roku odbyła się słynna konferencja w Charlottetown zapoczątkowująca kreowanie Kanady w trzy lata później. Co ciekawe mieszkańcom wyspy nie odpowiadały wtedy warunki przyłączenia się i pozostali kolonią brytyjską. Potem rozważano różne opcje, m.in. bycie czymś w rodzaju dominium lub podłączenie się do USA. W 1871 zaczęto budować linie kolejowe, a ponieważ Biuro Kolonialne w Zjednoczonym Królestwie pozostawało głuche na prośby o dofinansowanie, wszczęto rozmowy z USA. Pierwszy premier kanadyjski, Sir John A. Macdonald, obawiając się amerykańskiego ekspansjonizmu, zaproponował wyspie przyłączenie się do Kanady, wyrażając zgodę na dofinansowanie budowy kolei. Także zobowiązał się do wykupienia gruntów od ostatnich, nieobecnych właścicieli angielskich, przekazując je do dalszej dyspozycji, ewentualnie utworzonego rządu prowincjonalnego. PEI dołączyła do Kanady 1 lipca 1873 roku (jako siódma prowincja) i od razu zaczęła przypominać o tym, że to właśnie tutaj odbyła się konferencja założeniowa nowego państwa. Nazywają się z dumą „Miejscem Narodzin Konfederacji” lub „Kolebką Konfederacji”; na stulecie obchodów Kanady rząd federalny i 10 prowincjonalnych wybudowało w prezencie , w stolicy wyspy, Centrum Konfederacyjnej Sztuki, które jest dziś jednym z 22 Miejsc Historycznych państwa.

      1. Kultura

        a. głównym centrum kulturalnym jest Charlottetown, a w nim miejsce zwane Confederation Centre of the Arts. Latem odbywa się tu popularny festiwal jazzowo-bluesowy. W miejscowości Rollo Bay, leżącej na wschodnim krańcu wyspy, zbierają się muzycy tzw. bluegrass (folkowa muzyka irlandzka, szkocka i angielska zmieszana z muzyką z regionu Appalachów, z późniejszymi wpływami bluesa i jazzu) i skrzypkowie (tu z kolei mocne wpływy akadyjskie). Osobny dział stanowi muzyka celtycka (ceilidih), podobna do tej z wyspy Cape Breton. Oparta głównie na trzech instrumentach: skrzypcach, kobzie i gitarze, czerpie z wzorów szkockich, irlandzkich i akadyjskich. Przy niej tańczy się stepowanego (step dancing)

        b. teatry – z długą, tradycją lokalnych przedstawień, lecz głównie w stolicy prowincji: Teatr Letni i w Konfederacyjnym Centrum Sztuki. W tym ostatnim, od 1965 roku wystawiany jest najdłużej odtwarzany w Kanadzie musical – „Ania z Zielonego Wzgórza”.

        c. miejscowość Cavendish, gdzie toczy się akcja książki Lucy Montgomery, która tam przez pewien czas mieszkała, jest najchętniej odwiedzanym miejscem na wyspie. W odrestaurowanym domu Ani mieści się muzeum.

        d. w Konfederacyjnym Centrum są również galerie sztuki, a parę innych ulokowało się także w małych miejscowościach.

        e. specyficznym miejscem jest region Evangeline po zachodniej stronie wyspy, gdzie poza muzeum Akadyjskim, sprzedają swoje wyroby miejscowi artyści

      2. Ciekawostki

        a. w XIX wieku PEI była modnym miejscem pobytu brytyjskiej szlachty

        b. najwięcej mieszkańców ma pochodzenie szkockie i na wyspie stworzono własny styl tartanu (szkockiej kraty). Kolor czerwonobrązowy reprezentuje kolor gleby na wyspie, zielony jej roślinność, żółty słońce a biały grzbiety fal.

        c. PEI ma 90 piaszczystych plaż, w sumie o długości 800 kilometrów.

        d. 15 % energii elektrycznej pochodzi z wiatraków wiatrowych

        e. najmniejsza prowincja Kanady ma najgęstsze zaludnienie

        f. najwyższy punkt wyspy, koło miejscowości Springton, ma 152 metry n,p.m.

Dutch Inn prowadzą Chińczycy, uprzejmi, bezbłędnie uśmiechnięci. „Skąd oni się tu wzięli?” zapytał, jakby sam siebie, Seweryn. Ponieważ pomyszkowałem wczoraj na Internecie mogłem mu wyjaśnić. Pierwsi i bardzo nieliczni pojawili się via inne kanadyjskie prowincje, głównie z Halifax’u i Montrealu. Zasadnicza różnica nastąpiła po roku 2001, gdy rządy, federalny i prowincjonalny, stworzyły wspólnie program ożywienia imigracji. Dodatkowy program otwarto dla chińskich biznesmenów w latach 2006-2009. Chińczycy byli bardzo chętni do przenosin z paru powodów: by uniknąć przeludnienia w Chinach, szybkiego obecnie i męczącego tempa życia w chińskich miastach i również wręcz męczącego systemu edukacji.

Na temat tego ostatniego coś wiem, bo w ostatnich latach, w mej kanadyjskiej szkole pojawiło się parę Chinek, zdolnych, pracowitych, najpierw zaszokowanych swobodą i łagodnym stylem edukacji, a potem wręcz w nim się lubując. Ale za oceanem byli groźni rodzice pytający wciąż w mailach, czy jesteś najlepsza, czy zajęłaś pierwsze miejsce z wynikami w nauce. I jedna z nich, bardzo inteligentna, bystra, pracowita i chłonna wiedzy, zapytała mnie, dlaczego nie ma stuprocentowego stopnia. Wyjaśniłem jej, że nigdy nikomu nie daje 100 procent. „Owszem daje 99%, osiągnęło go tylko parę osób w ostatnich latach, w tym ty. I jesteś najlepsza w klasie”. „A nie w szkole?” – zapytała. „Skąd mam wiedzieć? Musisz porozmawiać z dyrektorką, ona ma wszystkie dane całej szkoły”. Potem dodałem „powiedz mamie, że tu jest inny styl uczenia i że jeśli chce, mogę jej wysłać maila z pochwałami na twój temat”. Nie zauważyłem, żeby to do niej całkowicie przemówiło.

Wyspa ma długą tradycję emigracji małych grup z różnych narodowości. Przed Chińczykami (teraz stanowią 1.3% całej populacji PEI), największą grupą mniejszościową byli Libańczycy, przybyli tu pod koniec XIX wieku i przed I wojną światową. Dwóch z nich, ojciec – Joseph i syn – Robert Ghiz’owie, potomkowie libańskich emigrantów, byli premierami prowincji; pierwszy w latach 1986 do 1993, a drugi od 2007 do 2015. Po wizycie premiera prowincji w Azji, w roku 2014, zwiększono pulę dla studentów i turystów azjatyckich (w ostatnich latach odwiedziło wyspę 10 tysięcy Japończyków), a także znacznie powiększono kontakty handlowe z Tajwanem i Południową Koreą.

Siedzimy przy śniadaniu i jestem wreszcie bez antybiotyku. Lecz jelita szaleją i muszę kupić probiotyk. Za gospodą wielkie stado krów na łące. Ich zapach wdzierał się do sali śniadaniowej. Wychodzę z hotelu

i idę w kierunku płotu, by przypatrzyć się krowom. Tymczasem to one zaczęły uważnie mi się przypatrywać, szczególnie karmiąca jałówka. 

Wpierw jedziemy do Charlottetown,

zakup probiotyku, kawa espresso w „Starbucks”, potem trochę objeżdżaliśmy miasto docierając do portu, gdzie stał holenderski wycieczkowiec MS „Veendam”.

Wyjechaliśmy z miasta przed jedenastą i ruszyliśmy ku Ani z Zielonego Wzgórza. Zaczyna się kolejny, bardzo ciepły dzień. Pojechaliśmy drogą nr 2, dedykowaną weteranom,

pomiędzy typowymi dla PEI zielono-czerwonawymi pagórkami.

Podczas jazdy Seweryn się rozrzewnił i zaczął mi opowiadać całe fragmenty książek o Ani. Słuchałem uważnie, bowiem do dziś nie przeczytałem żadnej z tych dziewięciu książek o losach Ani Shirley (od 11 do 53 roku życia), osieroconej dziewczynki, zaadoptowanej przez rodzeństwo Marylę i Mateusza Cuthbert’ów. Pomysł powieści nasunął się autorce po znalezieniu artykułu w gazecie, w którym opisano pomyłkową adopcję (zamiast chłopca pojawiła się dziewczynka), którą rodzina zaakceptowała. Natomiast wizualnym pierwowzorem Ani stała się nastoletnia modelka Evelyn Nesbit, której zdjęcie Montgomery znalazła w jakimś amerykańskim magazynie.

Tytuł „Green Gables” to nie zielone wzgórza, lecz zielone wykończeniu szczytu dachu na domu Ani. Ale tłumaczenie na Zielone Wzgórze całkiem pasuje do klimatu, zarówno książki, jak i okolicy. Lucy Maud Mongomery była pół sierotą (w wieku dwóch lat straciła matkę) i ojciec oddał ją na wychowanie rodzicom żony – Lucy i Alexanderowi Macneil, mieszkającymi w małej wiosce Cavedish na PEI. Lucy urodziła się w małym miasteczku Clifton (teraz zwie się New London); zmarła w Toronto w wieku 67 lat. W sumie napisała 20 książek i parędziesiąt opowiadań. Pierwszą książkę – „Ania z Zielonego Wzgórza”, opublikowała w roku 1908. (opisała jej losy w kolejnych dziewięciu książkach, przetłumaczonych na 17 języków). Pierwowzorem domu i miasteczka Avonlea, był właśnie ten dom dziadków w Cavendish, gdzie wychowywali także młodszą kuzynkę Ani – Myrtle. Ona to, po śmierci Macneil’ów, wraz z mężem Ernestem Webb, przejęła dom. Ich dzieci były ostatnim pokoleniem wychowanym na farmie i w domu Ani. Na początku, w latach 30-tych XIX wieku, był to tylko jednopokojowy dom; w 40 lat później nastąpiły duże zmiany – dobudowano piętrowe skrzydło z głównym pokojem i jadalnią oraz pięć małych sypialni. Pomieszczenie początkowe przekształcono w kuchnię, a przed I wojną dodano następne trzy sypialnie i duży magazyn.

Po 1908 roku dom i farmę zaczęli odwiedzać liczni turyści, których rodzina Webb podejmowała herbatą w jednym z pomieszczeń nazwanych Green Gable Tea Room. Rosnąca popularność tego obyczaju i miejsca spowodowała, że w 1936 roku dom dołączono do parku narodowego (PEI National Park) i przekształcono w muzeum, które jest własnością rządku kanadyjskiego. Inne, prywatne muzeum Ani z Zielonego Wzgórza, mieści się w domu zbudowanym w 1872 roku przez wuja Lucy, Johna Campbella. Jest wciąż w rękach państwa Campbell’ów, których krewni osiedlili się tutaj przeszło 240 lat temu.

W domu MacNeil/Webbb, w 1968 roku dokonano pewnych poprawek, tak aby całość przypominała typowy dom na farmie z PEI, z lat 90-tych XIX wieku i zatrudniono przewodników. W 1985 roku kolejna renowacja, pod takim kątem aby jak najbardziej przypominała opisy z książek o Ani i mianowanie go Narodowym Miejscem Historycznym. Dzisiaj, gdy tam wchodzimy, możemy znaleźć niektóre autentyczne meble należące do Montgomery’ch i ich przyjaciół. Dywany, tapety i pozostałe meble również odpowiadają tamtej epoce (styl wiktoriański). Teren dawnej farmy od lat 30-tych XX wieku zajmowało pole golfowe. W 1997 roku odsunięto je dalej i urządzono w to miejsce ładny ogród, dodano stylową stodołę,

nowy, drewniany płot i uporządkowano otoczenie wokół domu. Otwarto także biuro dla wizytujących i dodano nowe miejsca parkingowe. Co roku, od maja do października, turyści mogą przejść przez pomieszczenia domu i ogród oraz przespacerować Ścieżką Zakochanych i Lasem Nawiedzonym przez Duchy.

W późnych latach 40-tych Leta Andrew, która jako jedna z pierwszych na wyspie otworzyła dom dla turystów chcących odwiedzać dom Green Gable, przekonała mieszkańców i władze Cavendish do zbudowania na lokalnym cmentarzu łuku pamiątkowego z informacją o grobie autorki, a także jego specjalnego oznaczenia. W 1993 roku utworzono muzeum Lucy Montgomery, a w pięć lat później wysłano specjalną kolekcję 70 memorabiliów na wystawę do Japonii, gdzie książka jest od lat niezmiernie popularna. Od roku 1952 była ona w spisie obowiązkowych lektur, a stała się jeszcze bardziej popularna, po przetłumaczonym na japoński serialu telewizyjnym. W porównaniu do Japończyków czy Europejczyków, spora ilość Kanadyjczyków jest arogantami na temat własnego kraju i nieraz są zdziwieni, że coś takiego mogą znaleźć na PEI. Kiedy studiowałem na kanadyjskim uniwersytecie, nazwiska takich autorów jak James Curwood, J. Fenimore Cooper czy Jack London, niemal nic studentom nie mówiły. Ba, w latach 80-tych, wielu z nich nie wiedziało, kto to jest Leonard Cohen. Dom w którym Montgomery później mieszkała, parę kilometrów dalej, niestety nie ocalał.

Z Dwójki skręciliśmy na północ w 13-tkę prowadzącą do Cavendish. Im bliżej Ani tym bardziej Seweryn był poruszony i bardzo wzruszony, bo latami marzył o odwiedzeniu tego miejsca. Książki czytał parę razy, a filmy wręcz nieustannie ogląda. Wszystko zaczęło się w rodzinnym domu, gdy jego ojciec kupił pierwszą książkę o Ani jego siostrze, o tym samym imieniu. Przyznam, że nigdy w życiu nie spotkałem drugiego mężczyzny, który byłby tak zafascynowany tą „dziewczęcą” książką, że całe jej fragmenty zna na pamięć. I tym mnie mój przyjaciel bardzo ujął i także wzruszył. Jesteśmy z tego pokolenia, chyba jednego z ostatnich, dla których książki były treścią młodego życia. Poprzez nie budowaliśmy swą wrażliwość i rozumienie świata, a przede wszystkim wyobraźnię połączoną z rozwijaniem mózgu, bo gdy czytasz zachodzi intensywna interakcja pomiędzy dwoma półkulami mózgu i uaktywnia się wyobraźnia. Gdy tylko oglądasz, jedna twoja półkula jest w częściowym uśpieniu. I to jest dla młodych ludzi ta nieprzyjemna zasadzka telewizji, komputerów i komórek, z czego często nie zdają sobie sprawy. Bo same w sobie są bardzo użytecznymi narzędziami, tylko zależy jak się je używa.

Wjazd na przedmieścia Cavendish z wielce wymownym znakiem.

Najpierw przywiodło nas do małego budynku, jak się okazało poczty,

gdzie znaleźliśmy informację, że oryginalny budynek spłonął (z białymi ścianami i owym zielonym ozdobnym podcieniem wokół i czerwonymi drzwiami). Był on muzeum Montgomery, która w 1898 roku pracowała na maleńkiej poczcie ulokowanej w jednym z pomieszczeń. Poczta pełniła wtedy ważną funkcję miejsca spotkań towarzyskich, wymiany najnowszych wiadomości lokalnych i informacji na temat rządowych usług. W latach 70-tych odszukano podobny budynek i ulokowano w miejsce spalonego, gdzie do dziś pełni funkcje poczty i małego muzeum. W środku był taki tłum ludzi, że zrezygnowaliśmy ze zwiedzania i jakimś cudem udało mi się dopchać do pocztowej lady i kupić pamiątkową kopertę ze specjalnym stemplem. Z dawnych lat zostało mi przyzwyczajenie do zbieranie znaczków i okolicznościowych kopert.

Niedaleko od poczty znaleźliśmy stary cmentarz z informacją, iż jest miejscem pochówku Lucy Mongomery. Najpierw natknęliśmy się na grób jej matki i dziadków

i parędziesiąt kroków dalej jest grób pisarki.

Gdy zmarła w 1942 roku, parę dni przed pogrzebem, w salonie domu na farmie, odbyło się czuwanie. Zasięgnęliśmy języka na poczcie, w którym kierunku się udać i poprzez drogę wprost zalaną słońcem, dotarliśmy do znaku naprowadzającego do farmy. Koło parkingu natrafiliśmy na roboty budowlane przy konstruowaniu nowego centrum dla wizytujących i poszerzaniu miejsc parkingowych. Zaparkowaliśmy i piechotą podążyliśmy do biura muzeum by zakupić bilety.

Seweryna kompletnie zatkało, bo nie tylko widok domu, ale też otaczającej okolicy, był jak wprost ze znanych mu książek.

Co więcej miejsce było urządzone tak jak trzeba, bez żadnych hollywoodzkich czy Disneyowskich ozdobników, z reguły ślizgających się na granicy kiczu i natrętnych odwołań. Jedynym elementem sentymentalno-turystycznym była dziewczyna odgrywająca Anię, do której uformowała się kolejka do wspólnego zdjęcia.

Wejście do domu, to dopiero było przeżycie dla Seweryna! Pełny autentyk z pieczołowicie zachowanymi szczegółami. Udaliśmy się w wędrówkę po pokojach. Na parterze poprzez jadalnię

i kuchnię,

wspięliśmy się schodami na piętro.

Tam liczne sypialnie,

w tym sypialnia Ani.

W kolejnej sypialni zoczyłem pod łóżkiem znajomy z dzieciństwa kształt.

Co prawda nie był tak elegancki i ozdobny, ale surowy blaszak służył nam wiernie w latach 50-tych. Potem zniknął już na zawsze z mego życia. W następnych pomieszczeniach niezwykle fikuśne piece żeliwne.

Wiele przedmiotów, w tym domu-muzeum, ma jeszcze w sobie bezpośrednie odniesienie do wieku XIX. Pamiętam jak bardzo fascynowały nas w Sopocie, całą paczkę z najbliższej mej okolicy, poniemieckie przedmioty lub jakiekolwiek sprzed II wojny i starsze. To była nasza fascynacja archeologiczna, bo dokonywaliśmy też wykopalisk w ogrodach i każde odkrycie skarbu niezmiernie nas ekscytowało. Uczyliśmy się poprzez te znaleziska mowy przedmiotów pozbawionych już właścicieli.

Zeszliśmy drugimi schodami na parter, gdzie pokój z pamiątkami po Lucy Montgomery. Jej maszyna do pisania,

nad nią zdjęcie portretowe pisarki.

Obejście domu zakończyliśmy krótkim marszem po podwórku, gdzie w innych pomieszczeniach gospodarczych trwały pokazy dawnych czynności, dokonywane przez panie w strojach tamtej epoki. Tutaj dopiero można sobie uzmysłowić, jak świat się zmienił w pierwszych dziesięcioleciach po zakończeniu morderczej II wojny i jak od lat 60-tych nastąpiło gwałtowne przyspieszenie, zdaje się, jak na razie, nie mające końca. Obyśmy tylko nie wylądowali boleśnie na nagle wyrosłej ścianie. Ostatnim miejscem był obszerny sklep z pamiątkami, gdzie znów kłębiły się tłumy.

Kupiłem Aniowate lalki dla obu wnuczek, bo jeszcze na książki o Ani są za małe, lecz mam nadzieję, że za parę lat po nie sięgną i będą kolejnym pokoleniem przeżywającym dzieje adoptowanej dziewczynki.

Corocznie, od 1965, na Festiwalu w Charlottetown, pomiędzy czerwcem a październikiem jest wystawiany musical „Ania z Zielonego Wzgórza”, uznawany za najdłużej odgrywany musical na świecie (znalazł się z tego powodu w księdze Guinnessa). Parokrotnie był poza PEI, m.in. w głównych miastach kanadyjskich, w Japonii, w Londynie i Nowym Jorku.

Gorąca pogoda skłoniła mnie do namówienia Seweryna, byśmy odwiedzili słynne plaże na wyspie.

Nad zatoką wielką jak morze

są ośrodki wypoczynkowe, pomosty prowadzące na plaże i w kierunku wydm.

Tutaj był miły chłód, tym bardziej, że jak zwykle po południu, wiała bryza od morza. Przed wejściem na plaże dwie tablice informujące o warunkach pływania i surfowania (ze względu na podwodne skały i porywiste zawirowania prądów). Pobrodziłem po piasku, woda była chłodna i zawróciliśmy do auta, bo przed nami jeszcze 315 kilometrów do Halifaxu, a było już po czternastej. Potoczyliśmy się 13-tką po pagórkach,

mijając sporo małych, drewnianych kościołów, katolickich i protestanckich.

Bliżej południowego, niskiego wybrzeża, pokazały się bruzdy czerwonej ziemi,

dopadliśmy TCH i paręnaście minut po piętnastej zoczyliśmy most.

Zatoka przy moście rozsrebrzyła się aż ku wybrzeżu Nowej Szkocji.

Przed wjazdem na most musieliśmy opłacić myto, które Seweryna zbiło z nóg, mimo, że siedział. „Jak to 46.50 CAD” – mówił do pana w budce, a jego tłumaczenie, że to opłata w obie strony do Seweryna nie docierało. Zaczął się dopytywać, czy są zniżki dla seniorów, a potem czy także dla inwalidów. Z tyłu zaczęli się niecierpliwić i nawet zatrąbili, wcisnąłem przeto facetowi 50 dolarów, by się rozliczyć z Sewerynem później, facet wydał resztę i szparko ruszyliśmy na most.

Przy nowoszkockim brzegu na płyciznach falowała zupa wodorostów,

za mostem wpadliśmy na 16 prowadzącą na południe, potem w Dwójkę i po szesnastej przekroczyliśmy wczorajsze miejsce na granicy obu prowincji.

W Amherst krótki postój w Hortonsie, na świetnej zupie z indyka, z dzikim ryżem,

potem za Glenholme wyświetliły mi się przez chwilę stare krajobrazy

i przed osiemnastą skręciliśmy na 102, prowadzącą wprost na południe do Halifaxu.

Przed miastem pewna konfuzja na dojeździe, ale się sprawnie wyplątałem. Całkiem nieźle poszło ze znalezieniem akademika – poprzez parę ładnie zadrzewionych ulic, w pobliże uniwersytetu St. Mary’s, gdzie w jednym z akademików na kampusie mamy nocleg.

W recepcji młodzi ludzie dali mi klucze i wytłumaczyli dość skomplikowane przejście korytarzami. Parkować mamy na małym placyku przed innym akademikiem. Akurat przed nim smród z pojemników z kompostem. Na głównym korytarzu jakieś składowisko, bo robią remont w jednym skrzydle. Cały labirynt do przejścia, schody, trzeba uważać którędy się idzie i w końcu znajdujemy nasz pokój. Tu odkrywam, że nie dali nam hasła do Internetu, a telefony wyłączone. Popędziłem do recepcji, ale już nikogo nie było. Jutro ich objadę za te dokuczliwe niedociągnięcia.

Seweryn wieszczy ponuro, że zapewne okradną nam auto, dodatkowo wściekły, że nie mamy internetu. Wyciągnąłem go niemal siłą z akademika na krótki spacer, by się zmęczył i uspokoił. Od 5 dni nie jadłem normalnego obiadu, pożeramy póki co przywiezione z Toronto zapasy. Jeden posiłek dziennie na ciepło to zupy w Horotons. Obaj się nie przejmujemy, bo tym sposobem próbujemy zrzucić wagę. Lecz już mi się ckni do porządnego obiadu, z dobrym piwem lub winem. Poszliśmy na krótki spacer po kampusie i z powodu braku Internetu położyliśmy się wcześniej spać.