Warning: Use of undefined constant DF_LISTA - assumed 'DF_LISTA' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /homepages/45/d789671203/htdocs/wp-content/themes/raiden-child/functions.php on line 49

29 marca, 2014 – Coyhaique – La Junta

Coyhaique – Puerto Aysen – Puerto Chacabuco

Parę minut po północy obudził mnie deszcz walący o dach pokoju. W ciemnościach wsłuchiwałem się w jego odgłos, aż mnie ponownie uśpił. Rano deszcz ustał, lecz znów spadła temperatura. Po śniadaniu zajrzałem do mapy XI regionu. Czekało nas 295 km jazdy, niemal na jego kraniec, do miejscowości La Junta. Najpierw przez Puerto Aysen do Puerto Chacabuco, skąd odpływałem zimą 2011 roku do Puerto Montt. Podróż trwała półtorej doby, poprzez fiordy i przesmyki, pomiędzy dziesiątkami wysp i wysepek a kontynentem. Z Chacabuco dojedziemy ponownie do siódemki i cały czas na północ, by poprzez park narodowy Queulat, dotrzeć do noclegu. Gdzie? Nie wiadomo, bo zaczęliśmy włóczęgę.

94z

Mapka z Internetu

Za miastem wyłoniły się wzgórza pokryte na szczytach śniegiem.

95

Pod nimi las – w wyższych partiach zastygł w białawej szacie.

95a

Kolejny pas krajobrazu pławił się w jesiennych kolorach.

95b

Skręciliśmy w lewo, na punkt widokowy Marchant,

95c

skąd można zobaczyć panoramę Coyhaique rozciągniętego u podnóża gór.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Było już po dziesiątej i wyraźnie się ociepliło. Powrót na szosę i jazda w zmiennych krajobrazach,

95e

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

wciąż z ośnieżonymi szczytami w oddali.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczęły wyskakiwać z pamięci fragmenty trasy sprzed trzech lat, gdy przemierzałem ją busikiem z lokalesami.

Po przejechaniu tunelem

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

pod górskim pasmem,

95j

gdy skręciliśmy w drogę 240, odrazu zmieniła się pogoda.

95l

Wjechaliśmy na teren narodowego rezerwatu Rio Simpson, w strefę wpływów klimatu pacyficznego z dużą ilością przelotnych opadów i mgieł. Szosa wiła się w zielonej dolinie tworzącej czasami rozległe polany obramowane wielkimi, krągłymi bochnami skalnymi,

95k

95m

by za paręset metrów przejść w skaliste przewężenia, skąd ze skał spadały pieniste potoki lub małe wodospady. Co pewien czas od głównego pasma, zwanego Queque Ingles (ze szczytami powyżej 1600 metrów), odbiegały boczne parowy wypełnione dopływami rzeki Simpson.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeden z nich kończy się pienistą strugą, zwaną Casacada de la Virgen, spadającą po skalnych stopniach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Brzegi rzek, rozlewisk i małych jezior, pojedyncze góry i wysokie pasma pokryte są nader bujną roślinnością, bowiem zachodnie stoki Andów są pod nieustannym wpływem Pacyfiku. Wiecznie zielone drzewa iglaste i liściaste (coiques, tepas, mañios, drzewa cynamonowe) z gęstym poszyciem krzaków zwanych chilcos, są zaliczane do zimnych lasów deszczowych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W odróżnieniu od lasu deszczowego, umiarkowanego, w Brytyjskiej Kolumbii w Kanadzie i rozległych lasów tropikalnych, z wysoką temperaturą w rejonach okołorównikowych. Lasy, zajmujące w regionie XI przeszło 3,5 mln hektarów, zamieszkują liczne gatunki zwierząt i ptaków. Rzeki i strumienie są istnym rajem dla wędkarzy (łosoś i pstrąg). Region Aysen del General Carlos Ibañez del Campo ma najmniejszą gęstość zaludnienia w Chile – 0,9 osoby na km ², 102 tysiące mieszkańców i wciąż większość miejsc jest dostępna tylko drogą wodną lub lotniczą. Do lat 80-tych wiele miejscowości było kompletnie odciętych od innych osad regionu XI, a także reszty kraju, zanim wybudowano Carraterę Austral. Wiele osób nazywa to miejsce chilijskim rajem i rząd prowadzi sprzedaż ziemi, w cenie od jednego do dwóch tysięcy dol.US za akr.

Dawniej zamieszkiwały tutaj plemiona indiańskie – Techuelches, Alacalufes i Kaweshkar, którzy pozostawali z dala od kolonizacyjnych wpływów hiszpańskich aż do nowszych czasów. W 1881 roku, po podpisaniu traktatu granicznego z Argentyną, zaczęło się wnikanie osadników z obszaru pampy, w doliny rzek Aisen, Cisne i Simpson oraz obszary wokół jeziora Carrera. Intensywniejszej kolonizacji w końcu XIX wieku przewodzili hodowcy bydła. W wieku XX zaczęto zakładać osady – Puerto Aysen w 1904, Balmaceda w 1917 i wreszcie Coyhaique w 1929.

Najstarsza osada, powstała w połowie XIX wieku na wyspie Ascencion, nosi swojską nazwę Melinka. Została założona przez rosyjskich emigrantów, najprawdopodobniej pochodzenia żydowskiego, na co wskazuje nazwa z języka jidysz (melina – kryjówka plus inne znaczenia, włącznie z pokątną dystrybucją alkoholu i prostytucją), która do dziś jest używana w języku polskim. Poza Rosjanami przybywali tu, zachęcani w początkach XX wieku przez politykę rządu chijskiego i korzystne warunki sprzedaży ziemi, Niemcy, Szwajcarzy i Austriacy, Duńczycy i Anglicy, Chorwaci, Szkoci, Walijczycy i Irlandczycy, a także Hiszpanie i Włosi. Plemiona indiańskie szybko zdziesiątkowano przemocą i przywleczonymi chorobami.

W ostatnich 30 latach, poza hodowlą bydła i owiec, rozwinęło się na małą skalę górnictwo (cynk, srebro i złoto). Lecz głównymi źródłami dochodów pozostają rybołówstwo (przetwórstwo ryb i hodowla łososia – 80% produkcji chilijskiej) i eksploatacja lasów oraz rozwijająca się turystyka. Ponieważ wielkie obszary regionu XI objęte są ścisłą ochroną, turystyka jest kontrolowana i prowadzona w planowy sposób.

W miarę zbliżania się do wybrzeża i osady Aysen (używa się także pisowni Aisen), podobnie jak w roku 2011, zwiększała się wilgotność powietrza i zaczęły intensywne deszcze.

95q

Aysen, leżące u stóp wzgórz Marchant, w widłach rzek Aysen i Los Palos, uzyskało status miasta w styczniu 1928 roku i dziś zamieszkane jest przez 17 tysięcy mieszkańców.

95q1

Mapka z Internetu

 Średnia temperatura przez cały rok jest powyżej zera, ale zdarzały się niskie, raz nawet we wrześniu minus osiem, czyli z początkiem tamtejszej wiosny. Panuje dotkliwa wilgotność, w miesiącach zimowych (czerwiec-sierpień) siegająca 90% i nigdy nie schodzi poniżej 80%. Przejechaliśmy przez centrum miasta

95r

z typowym pomnikiem wędrowca

95s

i dotarliśmy do mostu prowadzącego do Puerto Chacabuco,

95t

przyobleczonym w tęcze.

95u

Zakręt w prawo, potem w lewo, długi łuk znów w prawo i wyłaniają się pierwsze domy Chacabuco.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Znajomy zjazd do portu, minięcie przystani,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

pod małą górę do nader eleganckiego, czterogwiazdkowego hotelu – Loberias del Sur, wręcz zadziwiającego swą architekturą i pojemnością (60 pokoi), w tak małej osadzie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dwuosobowy pokój, ze śniadaniem kosztuje od 160 do 230 dol. US za dobę (zależy od sezonu). Restauracja jest nieco droga, bowiem wszystko tu nastawione jest na przypłynięcie wycieczkowców lub lokalnego promu, obsługiwanego przez przedsiębiorstwo Navimag, które ma do dyspozycji dwa statki: “Evangelista” zwodowany w 1978 i “Eden” z 1983 roku.

Navimag, poza pełnym sezonem (październik- marzec), jest nieco nieobliczalny. W roku 2011 nawet nie zawinęli do Puerto Natales, skąd miałem płynąć, przez prawie cztery dni, do Puerto Montt. Mimo rezerwacji i wykupionego biletu beznadziejnie utknąłem w Puerto Natales i traciłem cenny czas. Prom kursuje raz na tydzień, zaokrętować się należy wieczorem w poniedziałek, bo odpływa we wtorek o szóstej rano. Moja trasa w 2011 wiodła z Chacabuco, gdzie dopadłem prom i zaokrętowałem się w piątek o szóstej wieczorem. Do Montt mieliśmy dobić o tej samej godzinie następnego dnia, lecz z powodu burzliwego oceanu dotarliśmy późnym wieczorem. Na szczęście większość trasy przebiega kanałami pomiędzy łańcuchem wysp i wysepek osłaniających od zachodnich wiatrów. Z pokładu są wspaniałe widoki gór, wulkanów, wielkich połaci lasów i niezapomnianych wschodów i zachodów słońca. Cena biletów na całej trasie, w szczycie sezonu, od 350 do 700-1000 dol.US (zależnie od rodzaju kabiny), plus dodatkowa opłata portowa (10 dol.) oraz za pojazdy. Tylko przewóz rowerów jest już wliczony w cenę biletu, podobnie jak trzy posiłki na pokładzie. Poza sezonem w cenie biletu jest tylko śniadanie, inne posiłki można kupić w bufecie. Natomiast prom z Chacabuco do Puerto Montt kosztuje w pełni sezonu (liczony jako styczeń/luty) od 80 dol. – za wspólne pomieszczenie, do 150 za kabinę dwuosobową.

W 2011 miałem wykupiony najtańszy bilet (za około 60 dol.) w otwartym pomieszczeniu, z łóżkami wzdłuż ścian, zasłoniętymi grubą zasłoną do podłogi. Gdy szykowałem się do snu, pojawił się ktoś z załogi promu, przyjrzał mi się badawczo i zapytał kim jestem. Gdy mu wyjaśniłem rzekł krótko: ” Chodź ze mną. Tu nie będziesz spał, bo nie jest zbyt bezpiecznie”. Nie pytając, jaki rodzaj niebezpieczeństwa miał na myśli, udałem się za nim a on wprowadził mnie do dwusosobowej, pustej kabiny. Można powiedzieć, iż podróż odbyłem wręcz w luksusowych warunkach, tym bardziej, że zaprzyjaźniłem się na pokładzie, już w Chacabuco, z pilotem specjalnego samolotu używanego do patrolowania i gaszenia pożarów w lasach chilijskich. Znał bardzo pobieżnie angielski, podobnie jak ja hiszpański, lecz stosunkowo długo gawędziliśmy o Chile, Kanadzie i Polsce. I ów sympatyczny pilot w średnim wieku opiekował się mną do końca, komunikując się z osobą u której miałem mieszkać w Puerto Montt i ułatwiając mi z nią spotkanie. Życzliwość Patagończyków i generalnie Chilijczyków jest ujmująca.

O tych przygodach i spotkaniach sprzed trzech lat opowiadałem Sewerynowi, gdy zasiedliśmy w hotelowej restauracji coś przekąszając.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zamówiłem dodatkowo piwo dla niego, a dla siebie wielki kielich czerwonego wina. Z okien restauracji roztaczał się wspaniały widok na górzysty fiord,

96b

port rybacki

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i przystań promową,

96

96a

za którą w dali widziałem zakręt prowadzący do długiego i szerokiego fiordu wiodącego do kanału Moraleda.

96c

Zajrzeliśmy do paru pomieszczeń w hotelu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i gdy wyszliśmy na zewnątrz, najpierw spłoszyliśmy jastrzębie,

96f

a potem otoczyła nas gromada psów poszczekując i się łasząc.

96g

Jak w wielu innych miejscach Ameryki Południowej, psy są wypuszczane przez właścicieli na wyprawy po okolicy i owe z obrożami mieszają sie z bezpańskimi, wspólnie spedzając na włóczęgach i polegiwaniach niemal cały dzień. Te pańskie wracają wieczorem posłusznie do domu.

Puerto Chacabuco powstało w 1903 roku, rozwijając się po wybudowaniu mostu łaczącego go z Puerto Aysen, wtedy głównym portem leżacym na krańcu fiordu Aisen. Dwie naturalne katastrofy zmieniły całkowicie układ pomiędzy dwoma miasteczkami. Najpierw, w 1955 roku rozpętał się wielki pożar lasów, który spowodował później zamulenie portu i zatoki, przez co stała sie niedostępna dla oceanicznych wycieczkowców. Ostatecznie port Aysen dobił wybuch wulkanu Hudson w 1991 roku, nanosząc warstwy popiołu i powodując dalszą erozję stoków, włącznie z błotnymi lawinami. Port został przeniesiony do Chacabuco, który jest dzisiaj punktem wypadowym do paru okolicznych atrakcji. Przede wszystkim do parku narodowego Laguna San Rafael (dostępna tylko drogą wodną i posiadająca wielki lodowiec), następnie dolina i rezerwat Rio Simpson, rezerwaty narodowe Trapananda i Coihaique oraz miasto Coyahique. Port jest przystanią dla oceanicznych wycieczkowców (docierają tu m.in. norweskie statki turystyczne) i terminalem dla promów Navimag.

Zabawne są niektóre komentarze turystów, głównie podstarzałych Amerykanów, często podróżujących dopiero na emeryturze. Wtedy górę biorą wieloletnie przyzwyczajenia, nawyki i fochy oraz dolegliwości wieku, połączone nieraz z otyłym wygodnictwem. Wiele rzeczy ich drażni i są zawiedzeni brakiem takich atrakcji jak eleganckie sklepy z pamiątkami, które zalegają potem w zakurzonych, domowych pudłach. I dlatego znajdujemy w Internecie swoiste wynurzenia, tym bardziej uderzające, gdy było się tam i widziało większość rzeczy na własne oczy. “ W Puerto Chacabuco nie ma absolutnie niczego” , “podróż autobusem jest długa, nudna i za droga”, “jak na taką dziurę ceny w restauracji hotelu “Loberias” są przesadzone”, itp, itd.

Dlatego z przyjemnością odnalazłem kontr-komentarze i zaofiarowanie darmowej pomocy dla każdego (w zwiedzaniu miasteczka i okolic) przez Paula Diona, Amerykanina, który mieszkał tutaj i pracował przez parę lat, a gdy stał się emerytem, osiadł na stałe. Chętnym, podaję w razie czego, jego adres mailowy – pdionpda@aol.com.

Oto fragmenty jego odpowiedzi: “ Chacabuco ma ukryty charakter, który można poznać przy pomocy lokalesów lub ludzi mieszkających tutaj od dłuższego czasu. Bowiem bogactwem miasteczka są jego mieszkańcy. Codzienne życie jest proste, mimo tego, że wszyscy posiadają TV i komputery. (…) Polecam równie smaczne jedzenie i o wiele tańsze w restauracji “Moreleda”. (…) Jeśli jesteście przekonani, iż atrakcje znajdziecie w Coyhaique, to muszę wam wyznać, iż na sławetnym bazarze tzw. wyroby artystyczne są masowym produktem. Wełniane skarpetki zawierają w rzeczywistości 50% bawełny. Lepiej pójść oglądać okoliczne góry”. Dion napisał także o czymś charakterystycznym dla tak małych miejscowości. “ Pewnego dnia ustawiliśmy na ulicach znaki drogowe. Większość mieszkańców uważała, że to strata pieniędzy. Po co nam te nowoczesne znaki drogowe, gdy większość doskonale wie, gdzie kto mieszka…”.

Jedynym utrudnieniem, które tam odczułem był brak bankomatu, nie honorowanie w wielu miejscach kart płatniczych oraz swoista niekonsekwencja – większość płatności w chilijskich pesos, a np. bilet na autobus do Aysen, w amerykańskich dolarach. Puerto Chacabuco opuściliśmy żegnani przyjaznym poszczekiwaniem wielkiej sfory i powrót odbył się tą samą drogą,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

wzdłuż wybrzeża majestatycznego fiordu do Aysen.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Puerto Cahcabuco – Park Queulat

Gdy przemykaliśmy ponownie przez Aysen, zauważyłem przedziwną architekturę niektórych domów z rozległym muralem

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

oraz charakterystyczny znak ostrzegający przed tsunami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wybrzeża Pacyfiku, po obu stronach – amerykańskiej i azjatyckiej, są terenem występowania niszczących fal. Teoretycznie, woda wydaje się groźniejsza od ognia, ale to raczej złudne przekonanie. W kwietniu 2007 roku było tu spore trzęsienie ziemi (6.2 w skali Richtera), co spowodowało zburzenie parunastu domów, pęknięcia dróg, obalenie latarni ulicznych, po czym przyszło sześciometrowej wysokości tsunami, dopełniając zniszczenia. Aby nie być gołosłownym, polecam obejrzenie na YouTube krótkiego filmu o chilijskim tsunami z roku 2010 – https://www.youtube.com/watch?v=N_9LxTnq0es

Zboczyliśmy z 240 na lewo, by odnaleźć skrótową drogę do siódemki.

96l

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mieliśmy z tym pewne trudności, lecz w końcu się udało.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zrazu na północny-wschód, wzdłuż rzeki Mañihuales

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

96p

i gdy droga skręciła wprost na północ,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

96r

96s

natrafiliśmy na sporą tablicę z kilometrażem. Do Puerto Montt mieliśmy 594 km, do Santiago 1639 km; mnie natomiast, na samotną już wędrówkę, pozostało 3704 km do Arica, skąd mam przejechać następnie do Peru.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Parę minut po piętnastej natrafiliśmy na pierwsze domy wioski Villa Amengual,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

gdzie na polu obradowała gromadka mężczyzn.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na przystanku autobusowym w Amengual, ktoś wypisał wielkimi literami znane nam już hasło “Patagonia sin represas”, czyli bez zapór wodnych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Te okolice zamieszkane są przez ludzi o zadziornym charakterze. W uprzednich latach parę razy organizowali blokady dróg dla poprawy swego losu. W wiosce kultywuje się tradycje folklorystyczne. Coroczną ich kulminacją jest Międzynarodowy Festiwal Jinetadas (rodzaj rodeo), w którym uczestniczą gauczowie z Argentyny.

Za wioską, przy dobrej pogodzie, wjechaliśmy w kolejną, przepiękną dolinę rzeki Cisnes,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

skręcając ostro na zachód.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek i rozprostowanie kości

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

przy pastwisku, na którym stała klacz ze źrebięciem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jadąc dalej w kierunku zachodnim, minęliśmy boczną drogę do Puereto Cisnes

97d

i znaleźliśmy się w Parku Narodowym Queulat.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Powitał nas także charakterystyczny znak stojący, w bardzo wielu miejscach, przy chilijskich drogach Patagonii – sylwetka potężnego byka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ponieważ poruszają się one w miarę swobodnie na rozległych obszarach, z czasem dziczeją, nieraz całkowicie. Wtedy chilijscy gauczowie muszą urządzać na nie polowania. Niekiedy są one niebezpieczne dla człowieka. Nieocenionymi pomocnikami, w tych poszukiwaniach i osaczeniach byków, są psy.

Odrazu nastąpiły zmiany pogody – od szarówki z przelotnymi opadami i falami deszczu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

do przejaśnień.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Droga, przy pionowych urwiskach, ma specjalne umocnienia,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

lecz odłamki skał leżą na poboczach, a czasami na szosie. Mieliśmy już tylko 102 km do celu,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

gdy raptem skończył się asfalt i wjechaliśmy na typową żwirówkę, ze sporymi odcinkami błotnistych utwardzeń. Stromy i długi podjazd ze skrętami, w paru miejscach zamknięte pasma ruchu, wielkie maszyny przy drogowych robotach, za którymś zakrętem wodospad El Condor.

97k

Stajemy i wysiadamy, by zrobić zdjęcia.

97l

Na wysokich stokach parujące ciemnozielone lasy,

97p

97o

drobne deszcze, lekki chłód. Na szczytach śnieg i błękitnawe poletka lodu.

97m

97q

97r

Z dołu słychać podjeżdżające z wysiłkiem auta, dźwięki pracujących maszyn, wszystko w wilgotnej zawiesinie. Dalsza jazda – raz w dół, raz pod górę, omszałe drzewa pokryte kożuchami mchów i pnączy.

97n

Park Narodowy Queulat ( nazwa z języka chonos, szczepu Chono, oznaczająca “odgłos wodospadów”) o powierzchni 1541 km², powstał w październiku 1983 roku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rozciąga się od rzeki Cisnes na południu, do sąsiedniego rezerwatu narodowego – Lago Rosselot, na północy. Przez Queulat przebiega 40 kilometrowy odcinek Carratery Austral. Na szczytach Andów śnieg utrzymuje się przez większość roku. Są tu dwa, niewielkie pola lodowe, ze słynnym “Zawieszonym Lodowcem” (Ventisquero Colgante) na czele, który schodzi ze szczytu Alto Nevado (2255 m.n.p.m.). Następnie spada dwoma strugami (jedna z wysokości przeszło 400 metrów; do dziś nie dokonano dokładnego jej pomiaru),

98 Ventisquero_Queulat

Zdjęcie z Internetu

dającymi początek strumieniowi, który znika pod ziemią, by po pewnym czasie wpłynąć do małego jeziora Tempanos a stamtąd, po sześciu kilometrach, uchodzi do kanału Puyuhuapi stanowiącego część fiordu Queulat.

Głębokie fiordy z kanałami, jeziora i rzeki, wodospady i gorące źródła termalne, wszystko to mieści się w otoczce gęstego, omszałego i wieczniezielonego lasu, usłanego wielkimi paprociami i równie wielkimi liśćmi chilijskiego rabarbaru (nalca). Drzewa oplatają liany i powoje i można natrafić na piękne orchidee. Formacja leśna nazywana jest umiarkowanym lasem deszczowym typu Valdivian i w wyższych partiach gór, sięgających powyżej dwóch tysięcy metrów, występuje roślinna strefowość. Fauna jest zróżnicowana (pumy, lisy, jelenie, wielkie zimorodki, czarnoszyje łabędzie i czarne dzięcioły) i obejmuje także delfiny i lwy morskie żyjące na wybrzeżach fiordu. Klimat jest nader wilgotny, z najwyższymi opadami w zimie (do 4000 mm rocznie) i śniegiem w górach. Średnia roczna temperatura waha się pomiędzy cztery a dziewięć stopni Celsjusza.

W tym rejonie, pojawił się w 1766 roku jezuita Jose Garcia Alsue, poszukując mitycznego miasta (Ciudad de los Ceasares). Owe miasto nosiło różne nazwy – Miasto Patagonia, Miasto Wędrujące, Trapalanda czy Lin Lin. Hiszpanie byli przekonani, iż jest ulokowane gdzieś w Patagonii. Uważano, że jest miastem bogatym, pełnym złota, srebra i diamentów, schowanym w Andach pomiędzy dwoma wielkimi górami. Mit trwał przeszło dwieście lat i domniemywano, iż miasto założyli rozbitkowie z okrętów zatopionych w cieśninie Magellana, lub giganci patagońscy, albo ocalali możnowładcy inkaskiego imperium. Pierwsza, poważniejsza eksploatacja, miała miejsce w roku 1875, gdy odkryto między innymi Ventisquero Colgante, który według kapitana Simpsona był zaledwie w odległości 100 metrów od oceanu. Dziś jego krawędź jest około ośmiu kilometrów w głębi lądu.

Park Queulat – Puyuhuapi – La Junta

Około 16.30 dotarliśmy do brzegu wąskiego kanału Puyuguapi, mając go po lewej, a po prawej pionowe skalne urwiska.

97t

W jednym miejscu rosło na nim drzewo, poziomo nad drogą.

97u

97w

Niebo było szaroniebieskie ze stadami chmur czeszących góry.

97x

I nagle z daleka wyłoniła się górna krawędź Zawieszonego Lodowca.

97y

Nie mieliśmy możliwości zatrzymać się i dojść w głąb doliny pieszo. Nie tyle ze względu na Seweryna, ale upływający czas. Droga pozwalała poruszać się z szybkościa 60, a często-gęsto 40 km/godz. Pierwszy raz nie mieliśmy rezerwacji i trzeba było szukać noclegu w nieznanym miasteczku. Żałuje, iż nie mogliśmy tam pójść, bo widok jest wspaniały i mogę tylko zamieścić zdjęcie ufając, iż to miejsce czeka na mnie w przyszłości.

97z VentisqueroFalls3

Zdjęcie z Internetu

Zmierzaliśmy wpierw do miejscowości Puyuhuapi (“Miejsce puyes” – gatunku ryb), która została założona przez emigrantów niemieckich w 1935 roku. Mieszkańcy trudnią się rybołówstwem, lecz w ostatnich 20 latach coraz popularniejsza staje się turystyka (wędrówki piesze, konna jazda, sporty wodne, wędkowanie) i korzystanie w celach leczniczych ze źródeł termalnych, jednych z najważniejszych w Chile. Są one ulokowane nie w miasteczku, ale w zatoce Dorita nad przesmykiem Glacier i dostępne tylko drogą wodną. Podziemne źródła mają temperaturę do 85° Celsjusza i mają doskonałe właściwości, za przyczyną wulkanu Melimeyu o wysokości 2400 metrów. Leczy się tutaj głównie artretyzm, reumatyzm, choroby stawów i skóry. Ofiarowuje się także całe spektrum zabiegów relaksujących. Ośrodek jest drogi i wiele osób nocuje w wiosce jeno dopływając na zabiegi. Domy w ośrodku termalnym, jak i w wiosce, są drewniane, w niemieckim stylu łączonym miejscami ze stylem Chilote.

98a puyuhuapi puyu lodge inter

Dwa osobne zdjęcia z Internetu zmontowane przeze mnie razem

Również kulinaria są na niemiecką modłę; także wyroby tkackie – słynne dywany i swetry.

Zjechaliśmy w dolinę

98b

i wcale nie zdziwił nas widok samotnej krowy dostojnie kroczącej niemal środkiem drogi.

98c

Potem ukazał się brzeg przesmyku Ventisquero, wraz z tkwiącymi na wodzie urządzeniami dla hodowli i połowu ryb.

98d

Droga miejscami była fatalna, pełna dziur i pozalewana, niekiedy nader wąska.

98e

Na końcu podłużnej zatoki ukazała się wioska,

98f

za chwilę sygnujący ją znak

98g

i popędziliśmy dalej w zapadającym już zmroku.

Około szóstej wieczorem przejechaliśmy koło pasma zwanego Wulkaniczną Grupą Puyuhuapi i następnie parę kilometrów wzdłuż sporego jeziora Risopatron,

98h

które ostatnimi laty stało sie punktem spotkań amatorów sportów wodnych z Chile i innych krajów, spoza Ameryki Południowej. La Junta przywitała nas deszczem i sporym chłodem.

98i

Zoczyłem przy głównej drodze napis hosteria “Valdera” i tam postanowiliśmy zanocować. Nie było żadnych problemów z noclegiem, dostaliśmy mały, wyziębiony niestety, drewniany domek – cabañe. Gazowe ogrzewanie z butli nie zaskoczyło, ale gospodyni przytargała inną i mieliśmy nadzieję dotrwać do rana. Okres pionierski zaczął się na całego.

Zjedliśmy bardzo smaczną i dobrą kolację na ciepło, do tego niezłe wino i koło dziewiątej zaszyliśmy się w domku. Internetu nie udało się uruchomić, przeto tylko przerzuciłem zdjęcia na zapasową pamięć i przemogłem się, aby wziąć niezbyt wydajny, ciepławy prysznic. Gdy zasypiałem poczułem iż bierze mnie przeziębienie. Podobne do tego, które złapałem na Antarktydzie, prawie miesiąc temu. Właściwie chyba z niego tak do końca nie wyszedłem i dopadło mnie na powrót.