Warning: Use of undefined constant DF_LISTA - assumed 'DF_LISTA' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /homepages/45/d789671203/htdocs/wp-content/themes/raiden-child/functions.php on line 49

28 lutego – wyspy Pleneau i Cuverville

Najpierw pewne uzupełnienia na temat wczorajszej wyspy Detaille. Z daleka widzieliśmy zabudowania brytyjskiej stacji polarnej działającej od lutego 1956 roku i opuszczonej w dramatycznych warunkach. Brytyjczycy używali tam psich zaprzęgów, którymi docierali do półwyspu Antarktycznego. W marcu 1959, zalodzenia i wzburzone morze, uniemożliwiły dotarcie statku zaopatrzeniowego, mimo asysty dwóch amerykańskich lodołamaczy. Polarnicy opuścili stację, spakowali dobytek i przy pomocy psich zaprzęgów dotarli do statku.

Dziś jest ona przykładem stacji polarnej z lat 50-tych ubiegłego wieku i w 2009 została zaliczona do miejsc historycznych (HSM 83). Można tam znaleźć sprzęt i przedmioty takie jak, maszyna pralnicza Hoovera, ubrania, butelki majonezu Heinza, puszki szkockich płatków, puste butelki po dżinie i whisky, a także kalendarz z roku 1957. Od momentu konserwacji stacji zaczęły zawijać statki turystyczne. Nam niestety nie udało się wylądować z powodu zmiennej pogody, głównie silnego wiatru.

Przeżycia ostatniej nocy, czyli wielkie kołysanie, spowodowane było opłynięciem wysp archipelagu Biscoe i wyjściem na tzw. Ocean Południowy. Potem, gdy dopłynęliśmy bliżej kontynentu, było już spokojniej. Minęliśmy ukraińską stację Wernadski i nad ranem szliśmy wzdłuż brzegu półwyspu Kijów. Po porannym prysznicu zawitałem do salonu, by zobaczyć jaki mamy rozkład dnia.

1

Na pokładzie leżała cienka warstwa śniegu;

2

woda w małej cieśninie Penola była nieco wzburzona.

3

Przed śniadaniem, wypoczęty, bo mniej rzucało w nocy, tkwiłem na mostku, patrząc na przedzieranie się przez zamglony krajobraz i góry lodowe.

4

5

W mglistej oddali pojawił się jakiś inny statek.

6

Zatoka Girard tonęła w zawiesinach mgły.

7

Z prawej strony fotela kapitana jarzył ekran radaru z kolorowymi naniesieniami lądu.

8

Mimo tak dokładnych zabezpieczeń ten akwen nie należał do łatwych i trzeba było uważnie nawigować w wąskich cieśninach, przyblokowanych dodatkowo płatami lodowego paku

9

i gór lodowych.

10

11

12

Na wodzie czasami unoszą się także kawały czarnego lodu o konsystencji betonu.

13

Temperatura była zerowa, wiatr porywisty, do 30 węzłów.

W tle majaczącej góry Scotta na półwyspie Kijów, zza góry lodowej wychynął wycieczkowiec.

14

Przemieścił się w głąb zatoki,

15

zatrzymał i parę osób odpłynęło dinghy wprost z rampy nad wodą.

16

Gdy ustawił się do nas bokiem zobaczyłem jego nazwę.

17

Wycieczkowiec “Corinthian” – większy od naszego, liczący stu pasażerów i luksusowy (koszt 11 dni w Antarktyce – od 10 do 18 tysięcy dolarów US. Nasza Ushuaia – 8.5 tysięcy US). A i tak wyglądał jak zabawka na tle gór lodowych, górzystych wysp i półwyspu.

Zdołałem zdjąć ludzi z „Corinthian”, którzy byli już na brzegu wyspy Hovgaard, przystanąwszy przed małym stadem pingwinów.

18

Wyspa jest popularnym miejscem kempingu w Antarktydzie. Na stosunkowo obszernej i płaskiej przestrzeni śpi się w namiotach, w wygrzebanych śnieżnych jamach chroniących przed wiatrem. Tymczasem weszliśmy w przejście pomiędzy wyspami Booth a Pleneau, gdzie mieliśmy lądować. Podeszliśmy blisko skalistego urwiska.

19

Kapitan sprawdzał coś na komputerze. Młody oficer Zacarias, dla którego był to rejs szkoleniowy, uważnie obserwował przestrzeń przed statkiem. W pewnej odległości za nimi stał nasz szef naukowy – Sebastian i z napięciem obserwował dane z czytników.

20

Ukazało się zwężające przejście,

21

zrobiliśmy przy skałach zwrot na lewą burtę,

22

przemknęła duża mewa

23

i za parę minut ukazał się brzeg wyspy usiany setkami pingwinów.

24

Na prawo tkwiła wielka, spiczasta góra lodowa

25

i pokazały się baraszkujące na wodzie pingwiny.

26

Jeden położył się na plecach,

27

inne wyskakiwały w powietrze i dawały nura.

28

29

Ale to nie koniec zwierzęcych pokazów. Nad wodą ujawnił się kawałek wielorybiego ogona

30

i za chwilę zauważyłem fontannę wody

31

i trzy żerujące humbaki.

32

Po śniadaniu od razu szybkie przebieranie się i zejście do zodiaków, by wylądować o 10.30 na małej wyspie – Pleneau. Należy ona do archipelagu Wilhelma i jest położona przy południowym wejściu do kanału Lemaire. Ma tylko półtora kilometra długości, jej wschodnie plaże są zasłane odłamkami skalnymi, następnie teren się wznosi i na szczycie ma mały lodowiec, zajmujący dwie-trzecie zachodniej strony wyspy.

Jest tu duża kolonia pingwinów białobrewych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

34

Postanowiłem je blisko podejść, aby zrobić zdjęcie ich płetwiastych pazurów i głowy.

35

36

37

Jeden osobnik schował mi się za skałą, lecz udało się zbliżyć do drugiego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nad pingwinami krążyły wydrzyki.

40

41

W oddali stała na kotwicy “Ushuaia”,

39

na prawo od niej, na płytkiej wodzie, osiadły wielkie góry lodowe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Skierowałem aparat na wysokie części wyspy

44

i niesamowite wzory skompresowanych warstw lodowca, sterczących wysoko ponad wodą.

45

Natrafiłem na gromadkę młodych pingwinów. Część z nich drzemała, inne czyściły swoje upierzenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pod wielkim wzgórzem kolejna ich gromada.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niedaleko mnie zamyślony osobnik

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

a koło mych nóg gniazdo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I znów wracam do fascynującego krajobrazu.

50

„Ushuaia” podeszła całkiem blisko do brzegu wyspy.

42

Pod wielką górą lodową krąży nasz zodiak z paroma osobami.

51

Potem natrafiam na spokojną konfrontację pomiędzy pingwinem i wydrzykiem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na wyspie jest wiele spękanych skał na skutek tzw. wietrzenia mrozowego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Plenią się algi, porosty i spore, kuliste mchy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wyspa jest pod ścisłą ochroną. Można lądować tu ze statków mających do 200 pasażerów, maksymalnie trzy statki dziennie. Jednorazowo, na lądzie, tylko sto osób pod opieką przewodników. Nie wolno zakłócać życia ptaków. Należy im w każdej okoliczności ustępować i zachowywać odpowiedni do nich dystans.

W czasie wspinaczki, po śliskich i spękanych skałach, nastąpiła gwałtowna zmiana pogody. Zaczął padać mokry śnieg i zerwał się wiatr.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dwa pingwiny szybko przebiegały po płaskiej przestrzeni, jakby chciały schować się przed padającym śniegiem.

56

Inne, od czasu do czasu machały skrzydłami by się pozbyć mokrych płatków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kormoran rozglądał się uważnie na boki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczęło zacinać boleśnie lodowymi krupami. Zapakowaliśmy się na zodiaki i manewrując pomiędzy górami lodowymi dotarliśmy do statku. Byłem znów totalnie przemoczony. Już w kabinie zacząłem pokasływać i poczułem lekkie rzężenie w oskrzelach. “Kata wirus”, jak go nazwałem, zaczął się szerzyć wśród pasażerów. Wielu z nich kaszlało i udawało się pod opiekuńcze skrzydła naszej doktorki, Lynne Hoole, z Płd. Afryki. Trochę się przejąłem, bo większość pasażerów za parę dni wracała prosto do domu i tam mogli sobie odchorować i się wyleżeć. Mnie czekało 52 dni włóczęgi w Patagonii i musiałem być w dobrej kondycji.

Andreas też przemókł i poczęstowałem go whisky. Najpierw się wzbraniał, w końcu rzekł “OK. Dla dezynfekcji” i łyknęliśmy antarktyczne lekarstwo. Przy okazji Andreas opowiedział mi zabawną anegdotę z jego pobytu na Galapagos, gdzie zastępujący po południu zawodowego barmana, młody amator, niejaki Segundo, uraczył ich za pierwszym razem nie kieliszkiem, ale szklanką whisky, przy czym pobrał opłatę za kieliszek. Od tego momentu paka Andreasa przychodziła zawsze w godzinach urzędowania señora Segundo.

Przed lunchem wdałem się w pogawędkę z historykiem Alejandro, z załogi naukowej, na temat nędzy edukacyjnej w Kanadzie i USA. Co prawda najzdolniejsi tam nie przepadają, ale świat składa się głównie z przeciętnych. Jak przeciętni głupieją, zbliża się kryzys lub wręcz katastrofa. Zajrzałem do salonu lecz był opustoszały. Przez okno zobaczyłem na brzegu wyspy Booth jakąś konstrukcję, co do której przeznaczenia nie byłem pewien – do pomiarów meteo czy podstawa dawnego zbiornika?

59

Już w czasie lunchu weszliśmy w kanał Lemaire. Po posiłku od razu wyszedłem na pokład. Schroniłem się wpierw od strony zawietrznej, ale były takie wspaniałe widoki z obu stron kanału – na wyspę Booth i kontynent, a tam dwa wielkie lodowce: Leay spływający do zatoki Girard i Hotine do zatoki Deloncle, oraz Wzniesienia Humphries – że przechodziłem także na odwietrzną. I momentami pojawiało się niebieskie niebo, by za chwilę ustąpić jasnoszarej poświacie skontrastowanej ze zwałami ciemnych chmur. A ponieważ udało mi się być na pokładzie samemu, w ciszy, powstrzymam się od komentarzy i opisów zamieszczając jedynie serię zdjęć.

60

61

62

63

64

65

66

67

68

69

70

71

72

73

Potem minęliśmy większą wyspę, Bryde i znaleźliśmy się na wodach Rajskiej Zatoki. Niedaleko drugiej wyspy – Lemaire, zamykającej tę zatokę, wyłoniła się chilijska stacja Videla.

74

Mapka z Internetu

75

76

Znów następne przewężenie, pomiędzy kontynentem a wyspą Lemaire, skąd wejście do zatoki Andvord i kotwicowiska Neko. Powiadamiają nas o późniejszym lądowaniu na wyspie Cuverville.

Zauważyłem bardzo skupioną minę Valerii

77

i nic dziwnego, bowiem nie dość że wąsko, to wciąż na wodzie dużo mniejszych i większych gór lodowych.

78

Mijamy skalny półwysep upstrzony kępami mchu

79

i nagle niebieskie prześwity z chmurami na różnych wysokościach i gdzieniegdzie maźnięciami jasnych plam.

80

81

82

83

„Ushuaia” zatacza wielki łuk w zatoce Andvord

84

85

i ku memu zdumieniu zawracamy. Jest komunikat, że mamy podebrać kogoś ze stacji argentyńskiej, który z powodów rodzinnych musi szybko wracać do Ushuaia. Krawędź lodowca na kontynencie,

86

wyspy Lemaire

87

i Byrde,

88

stacja chilijska.

89

Wchodzimy powoli w głąb Rajskiej Zatoki

90

płynąc ku wyłaniającym się szczytom Ziemi Danco.

91

92

93

Jest ładna pogoda – mimo silnego wiatru pasażerowie wylegli na dziób statku i zawzięcie pstrykają.

94

A jest co! Wystarczy rozejrzeć się dookoła i wybrać obiekt.

95

96

97

98

Robię zdjęcie z górnego pokładu.

99

Wolno podpływamy ku skalistym brzegom

100

i stajemy.

101

102

Podpływa łódź i człowiek wspina się po trapie na pokład.

103

Dziwne wrażenie – jakby podebrać kogoś z wnętrza wielkiej, lodowo-skalnej pustki. Pozostali Argentyńczycy odpływają na swoją stację polarną machając nam na pożegnanie.

104

Szybko ruszamy pełna mocą maszyn, poprzez Rajską Zatokę na północny-wschód.

105

106

107

Przechodzimy znów, dzisiaj już po raz trzeci, przesmykiem pomiędzy wyspą Lemaire a Półwyspem Antarktycznym

108

i wpływamy na zatokę Andvord.

109

Kapitan, świetnie manewrując obok gór lodowych, wprowadził nas do wąskiego kanału Errera, pomiędzy małą wyspą Danco a wielką Ronge. Byliśmy pierwszym statkiem w tym sezonie zdolnym przepłynąć ów akwen, bowiem przedtem cały czas był zablokowany lodem.

111

Po prawej minęliśmy półwysep Arctowskiego z wyspą Anvers w oddali

112

i późnym popołudniem dotarliśmy do północnego wyjścia Errery.

113

Na wprost wyspa Cuverville, przycupnięta przy wschodnim wybrzeżu Ronge.

114

Mapka z Internetu

Obecność na niej wielkiej kolonii białobrewych pingwinów, w postaci około czterech tysięcy par (niektóre źródła podają, że nawet sześć tysięcy) nie była w stanie zachęcić mnie do skorzystania z zodiaku. Czułem, że bierze mnie przeziębienie. Nawet nie chciało mi się robić zdjęć wysepki. Zresztą nie tylko ja zrezygnowałem, sporo ludzi było już chorych i pozostało na statku. Dzielny Seweryn wsiadł do zodiaku i udał się do pingwinów. Takoż wdrapał się na wzgórek, mając ogląd największej kolonii pingwinów na zachodniej półkuli. Nad pingwinami polatywały agresywne wydrzyki wielkie, a wybrzeże patrolowały foki leopardowe (Leopard seal), które na pingwiny polują. Zodiaki popłynęły kawałek pomiędzy górami lodowymi i po dobiciu do statku wszyscy, nieco podmarznięci, raczyli się gorącą czekoladą.

Mimo chłodnego wiatru odbyłem po obiedzie wędrówkę po pokładzie, obserwując wraz z innymi pasażerami przechodzenie przez cieśninę Gerlacha.

115

Opłynęliśmy Ronge i statek skierował się wprost na północ.

Wieczorem czułem się coraz gorzej i doktor Muller wspomógł mnie imbirem. Z kuchni pobrałem limonkę, całość zalałem gorącą wodą. Gorący prysznic, wypiłem napar i posmarowałem się dodatkowo świetną, kanadyjska maścią na zaziębienia – Vics, opartą na kamforze. Miałem nadzieje, że jutro będę już o wiele zdrowszy.