Warning: Use of undefined constant DF_LISTA - assumed 'DF_LISTA' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /homepages/45/d789671203/htdocs/wp-content/themes/raiden-child/functions.php on line 49

27 lutego – polarne koło Antarktyczne i wyspa Detaille

W nocy, poprzez Francuski Przesmyk wypłynęliśmy na Morze Bellingshausena, gdzie zaczęło mocno kołysać. Od trzeciej rano już nie spałem, raczej drzemałem. Tak nami miotało, iż rozbolał mnie kark, bowiem głowa latała mi na koi we wszystkie strony. Poszedłem do salonu obejrzeć dzisiejszy rozkład jazdy. Będziemy koło południa docierać do kręgu polarnego Południowego.

1

Po śniadaniu udałem się na górny pomost. Ocean był szaro-zielonkawy

2

i ujrzałem pierwsze góry lodowe – wielkie,

3

4

skryte w mgłach

5

i o przedziwnych kształtach.

6

Na mostku kapitańskim zerknąłem na kompas

7

i stanowisko kapitana. Na dźwigni dyndała jego kolorowa czapka w szwedzkich barwach.

8

Przed ponownym wyjściem na pokład spojrzałem także na temperaturę – plus dwa.

9

Jak na niedaleko kręgu polarnego skandalicznie wysoka temperatura.

Po paru minutach zaczęło się nieco przejaśniać i przyglądałem się mijanym przez nas górom lodowym w cieśninie Matha.

10

11

12

Po lewej mieliśmy archipelag Biscoe, po prawej sporą wyspę Adelaide, a daleko na wprost, jeszcze niewidoczną, górzystą Ziemię Grahama. Można powiedzieć, że oglądaliśmy klasyczny pokaz Antarktyki, z cała gamą jej zmienności kolorystycznych i pogodowych. Ocean był miejscami burzliwy i fale atakowały góry lodowe, rozbijając się wysoko o ich brzegi z donośnym łoskotem. Zafascynowała mnie jedna z gór, jakby składająca się z paru części. I poświęciłem jej serię zdjęć, tym bardziej, że waliły w nią fale. 

13

14

15

16

17

18

19

Za chwilę kolejne olbrzymy.

20

21

22

Niewyraźne zarysy gór na jednej z wysp Biscoe,

23biscoe

a po przeciwnej stronie, stado kolejnych gór lodowych.

24

25

26

27

28

29

30

Następna wyspa była już nieco lepiej widoczna.

31-biscoe

Kraina oceanu zgęstniałego od kry, paku i śryżu. Lodowa zupa. W mgłach, smagana wiatrem, z sykiem, poszumem i hukiem fal walących w brzegi lodowych gór i skalistych wysp na przedpolu kontynentu – jego wężowatej odnogi, sterczącej w kierunku Ameryki Południowej. Dźwięki tego świata na spodzie Ziemi mają inne echo – przytłumione, rozpuszczone w zawiesinie nieba i wody, krótkotrwałe. Uświadamiam sobie, że tutaj jest przecież mniejsza szybkość obrotu Ziemi: prędkość liniowa na równiku wynosi około 1660 km/godz, przy biegunie zero.

Za górę lodową uważa się taką której powierzchnia jest większa od 300 m² i sterczy co najmniej pięć metrów nad powierzchnię wody. Najgorsza jest nieobliczalna część, schowana pod lustrem wody.

31a

Z Internetu

Ze względu na kształt dzieli się je na stołowe

32

33

34

35

36

37

i niestołowe: piramidalne, kopułowate, które często są efektem wywrócenia się

38

39

oraz o fantazyjnych kształtach – zerodowane (to ta na wcześniejszej serii zdjęć). Lecz mnie najbardziej fascynowały stołowe, bowiem głównie o nie rozbijały się wielkie fale.

40

41

42

43

Ponad 90% gór lodowych powstaje wokół Antarktydy i z reguły mają największe rozmiary. Na przykład w marcu 2000, od lodowca szelfowego Rossa, oderwała się góra lodowa o powierzchni ponad 11 000 km². Gdy się rozpadła, jedna z jej części oznaczona kodem B-15A, stała się największą, wolno pływającą górą lodową świata o powierzchni 3 100 km².

Przed dziesiątą wypogodziło się i spędziliśmy z Andreasem na pokładzie prawie godzinę,

44

zawzięcie polując na olśniewające widoki

45

46

47

48

i uważając na nagłe przechyły „Ushuai”.

49

Znaleźliśmy się blisko brzegów górzystej, sporej wyspy Adelaide

50-adelaide

pokrytej lodowcami, od których oderwały się góry lodowe.

51

52

53

54

Manewrowaliśmy pomiędzy nią i mniejszymi wyspami Biscoe.

55

56

57

58

Parę minut po jedenastej zachrypnięta, argentyńska biolożka, Kata Marchesi, która najprawdopodobniej przywlokła wirusa z kontynentu, przygotowała nam wykład o wielorybach Oceanu Południowego. Chorowała od dwóch dni, ale się nie poddawała i wytrwale uczestniczyła w zodiakowych ekspedycjach. Po wyprawie na wyspę Petermanna zaczęły chorować inne osoby i w salce wykładowej rozbrzmiewały z różnych stron pokasływania. Ożywienie wzbudził komunikat Sebastiana – dochodzimy do kręgu polarnego. Wykład przerwano, zszedłem do kabiny po aparaty, a tu kolejny komunikat – jesteśmy na kręgu polarnym. Była 11.45 i spojrzałem przez bulaj widząc w nim jakąś mniejszą górę lodową.

59

Poczułem sporą satysfakcję – przywdziałem drugą część korony polarnej – tym razem południową. Północną zyskałem w Norwegii i Szwecji, w roku 2006. Południowy krąg polarny jest ruchomy, bowiem oś ziemska zatacza małe koło. Pełny krąg tego koła (tzw. precesja) zamyka się co około 26 tysięcy lat. Obecnie krąg jest na 66 stopniu i 33 minucie i powoli przemieszcza się dalej na południe.

Na korytarzu natknąłem się na Andreasa, który uzbrojony w swoje aparaty, szybko zmierzał na pokład. Spędziliśmy tam znów około godziny podziwiając fantastyczne widoki. Obaj wręcz polowaliśmy na zmienne światło, przy czym pogoda wyraźnie się poprawiła i po raz pierwszy od wielu dni ukazał się soczysty błękit nieba. Z prawej wyłoniła się o wiele bliżej Adelaide,

60

61

62

63

po lewej majaczył w dali półwysep Antarktyczny z Ziemią Grahama.

64-graham

65

Płynęliśmy wciąż na południowy- wschód, prześliznęliśmy się przez pasmo mgieł w których tkwiły zwidy wysp,

66

67

68

potem rozsłoneczniony, migotliwy ocean

69

70

71

i parę gór lodowych z pasemkami intensywnej niebieskości.

72

73

74

Podpływamy jeszcze bliżej wyspy Adelaide

75

76

77

78-lunch

i wtedy z Andreasem opuszczamy pokład idąc na lunch.

Morze było wciąż bardzo niestabilne. Niespodziewanie pojawiały się krótkie, łamliwe fale i następowały gwałtowne przechyły. Poruszanie się po salonie zakrawało na niezłą ekwilibrystykę i biada komuś, kto nie chwytał poręczy lub słupów. Kiedy trzymając się oburącz jednego ze słupów, akurat rozbawiałem pewną Amerykankę, nauczycielkę z Oregonu, imitując taniec na rurze, pewna starsza pani stojąc bez trzymania, gwałtownie poleciała do tyłu i wyrżnęła głową w obudowę kaloryfera. Niemal ja znokautowało, lecz na szczęście nie poniosła zbytniego uszczerbku i nasza lekarz z Płd. Afryki zapakowała ją do łóżka, do końca dnia. Podziwiałem szefową baru, Tamarę, dziewczynę o przemiłym uśmiechu, niezwykle energiczną i uczynną. Tamara przemierzała salon przy największych przechyłach bez trzymanki, bo jak tu się trzymać, gdy w obu rękach miała po parę szklanek lub kubków, które zbierała ze stolików i parapetów. Kawa, herbata i gorąca czekolada były dostępne każdego dnia i w nieograniczonych ilościach.

Po lunchu zbliżyliśmy się do małej wyspy Detaille, leżącej przy północnym krańcu półwyspu Arrowsmith, u wejścia do fiordu Lallemand.

79

80

81

Był to najdalej osiągnięty przez nas punkt południowy – 66 stopni i 52 minuty. Sebastian, z pomocą Valerii, robi krótka odprawę.

82

83

Postanowiono spuścić zodiaki, aby popływać pomiędzy górami lodowymi. Dlatego podchodzimy bliżej brzegów wyspy.

84

85

Nasza grupa Fok była pierwsza i mieliśmy niezwykłe szczęście, bowiem potem pogorszyły się warunki – zerwał się mocny wiatr i grupa Pingwinów musiała pozostać na pokładzie. Podczas schodzenia na zodiaki, ku zdumieniu parunastu pasażerów i irytacji załogi asekurującej nasze zejścia po trapie, szczególny numer wyciął Seweryn. W moim zodiaku już nie było wolnego miejsca. Seweryn opierał się przed zejściem do innego zodiaku niż ja, czym zablokował ruch na trapie przez parę minut. Zalała go fala przedziwnej ksenofobii. Nie chciał być w zodiaku razem z … Niemcami. Tak się akurat złożyło, że na nim znalazła się niemiecka grupa plus miały dosiąść się dwie inne osoby. Dzięki temu, że się tam znalazł, mogłem go potem uwiecznić jako błękitnego kapturka wśród lodów Antarktydy i … Niemców.

85a

Mój zodiak krążył przez 40 minut w bajkowym świecie. Dopiero z poziomu wody można docenić zdumiewającą wielkość gór lodowych.

86

87

88

89

90

Różnorodność form i powtarzających się wzorów na powierzchni ich ścian,

91

lodowe pieczary,

92

93

94

czasami wydrążone w głąb jaskinie. Weszliśmy w gęsty pak lodowy,

95

96

97

wolno przedzierając się pomiędzy jego bryłami, płatami kry i większymi odłamkami z gór lodowych.

98

Zauważyliśmy fokę odpoczywającą na w miarę płaskim kawałku lodu.

99

Manewrując odpowiednio zodiakami co pewien czas przybliżaliśmy się do większych struktur lub do krawędzi lodu, który miejscami lśnił intensywną niebieskością skontrastowaną z zielonkawym kolorem wody.

100

101

102

103

104

105

106

107

108

W pewnym momencie, spostrzegliśmy ponad krawędzią góry sterczące szczyty masztów i za chwilę ukazała się „Ushuaia” w całości. Chyba do wszystkich dotarło jak kruchy jest nasz statek w Antarktycznej krainie.

109

110

Podpłynęliśmy bliżej brzegów wyspy Detaille

111

112

113

i wykonaliśmy ostatnią rundę wokół gór lodowych.

114

115

116

Niespodziewanie, przy krawędzi jednej z gór i w odległości najwyżej metra od burty zodiaku, wychynęło nagle całe stado prychających i niezwykle zwinnych fok. Postanowiły nam potowarzyszyć przez parę minut i nawet miejscami na nas się gapiły.

117

118

Rozemocjonowani wróciliśmy na pokład statku, gdzie ostatecznie potwierdzono odwołanie drugiej grupy zodiakowej, z powodu coraz silniejszego wiatru. “Ushuaia” zatoczyła łuk i zaczęła wracać na północ, po tym samym akwenie, pomiędzy wyspami Biscoe i Adelaide, wychodząc na otwarte morze.

Wieczorem rozmawiałem w salonie z Andreasem o odmianach ciemności na Ziemi i różnicach między nimi. Istnieją dwa rodzaje nieprzeniknionych ciemności: tropikalne – gęste, gorące i duszne, i polarne – rozrzedzone, lodowate, suche na lądzie a wilgotniejsze nad wodą. W tropiku, jak mi kiedyś powiedział Rysio Kapuściński, czasem nie widać palców własnej, wyciągniętej ręki. W rejonach polarnych widoczność jest nieco lepsza dzięki bieli śniegu i lodu. Pierwsze ścieżki w ciemnościach wydeptali najodważniejsi, ci którzy śmieli się tam zapuścić. Do dziś, stanie oko w oko z ciemnością, jest przesycone obawami, lękiem i nadmiernym pobudzeniem wyobraźni. Te stany są wciąż odczuwalne także w naszych, umiarkowanych szerokościach geograficznych. Można sobie wyobrazić, co w takim razie się dzieje z człowiekiem w ciemnościach tropiku lub polarnej nocy. Porusza się tam w permanentnym napięciu, jest nadzwyczaj ostrożny i czujny.

Nasze rozważania przerwały mocne przechyły statku. Tak mocne, że zataczając się i czepiając czego się dało po drodze, dopełzliśmy do naszych kabin i natychmiast wdrapaliśmy się na koje, próbując zasnąć.