Warning: Use of undefined constant DF_LISTA - assumed 'DF_LISTA' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /homepages/45/d789671203/htdocs/wp-content/themes/raiden-child/functions.php on line 49

26 lutego – Kanał Lemaire – wyspy: Petermanna i Galindeza

1.      Poranki zaczynają się od narzekania i wyrzekania Seweryna, co stwarza mi okazję do komentarzy na temat naszego wieku i ogólnego roztrzepania mego współpodróżnika. Przede wszystkim jego nałogowego zarywania nocy, bowiem błąka się gdzieś w salonie do późnych godzin nocnych (czyżby Valeria?) i opisuje podróż naszą, zacięcie walcząc z komputerem. Ja też często z nim walczę, ale kudy mi do mego przyjaciela.

Wstałem o 6.15 i w dwadzieścia minut później byłem już na pokładzie. Zamglony ocean

1

i niespodzianka – warstwa mokrego śniegu na pokładzie.

2

3

Parę minut po siódmej, w zawiesinie mgieł pokazała się wyspa Booth.

4

Poszedłem na rufę i ujrzałem za nami tajemniczą zjawę – inny statek.

5

Z lewej zamajaczył kontynentalny, górzysty półwysep Kijów.

6

Rozpoczynało się przechodzenie przez wąski kanał Lemaire, pomiędzy lądem stałym a wyspą Booth. Wyspa w kształcie litery „Y” ma tylko osiem kilometrów długości i wznosi się na 980 metrów n.p.m.(szczyt Wandel). Ów szczyt jest jednym z najtrudniejszych, niezdobytych szczytów półwyspu Antarktycznego. W roku 2006 alpinistom hiszpańskim zabrakło około 15 metrów, by wejść na końcowe wzniesienie w kształcie grzyba. Niewiele mniej, pod względem trudności, ustępuje mu kanał Lemaire, gdzie poprzez 11 kilometrów odbywa się defilada gór lodowych, przy czym w najwęższym miejscu ma zaledwie 1600 metrów szerokości. I w tę gardziel mamy wpłynąć, na szczęście z bardzo spokojnymi wodami. Na początku sezonu żeglugowego wycieczkowców (początki września, czyli tamtejszej wiosny) kanał jest zapchany górami lodowymi i omija się go zachodnią stroną wyspy Booth. Teraz unosił się śryż,

7

a widoczność była na parędziesiąt metrów.

8

Kanał nazwano na cześć belgijskiego badacza Kongo(sic!), podczas belgijskiej ekspedycji antarktycznej de Gerlache’a. Z kolei wyspa Booth jest znana z tego, iż w 1904 roku zimował na niej, jeden z najodważniejszych, najbardziej wytrwałych i słynnych polarników, Francuz Jean B. Charcot .Temperatura wciąż plus trzy, ale padał gęsty i mokry śnieg z deszczem, który chlastał z każdym mocniejszym porywem wiatru. Był silniejszy niż wczoraj. Aparaty mokły i na obiektywie osiadała wilgoć, dlatego sporo się nagimnastykowałem, aby je ochronić i uzyskać zarazem przyzwoitą jakość zdjęć. Po powrocie do kabiny, miały zazwyczaj półgodzinną kwarantannę, obwinięte w ręcznik i piankę.

Wszedłem na kapitański mostek i obserwowałem manewry pod okiem trzech oficerów

9

i naszego kapitana.

10

Sterowano powoli, przy widoczności 10 do 15 metrów. Milczano nie tylko na mostku (pasażerowie mogli tam przebywać pod warunkiem zachowania kompletnej ciszy),

11

ale także na pokładzie, gdzie z emocją obserwowaliśmy przejście przez wąską, skalno-lodową gardziel. Płynęliśmy pomiędzy małymi górami lodowymi, lodowym śryżem i pakiem lodowymi (pack ice). Przez pół godziny krążyłem pomiędzy mostkiem a pokładem.

12

Niektóre zdjęcia musiałem robić poprzez zamgloną szybę na mostku.

13

14

15

16

17

18

19

20

Kapitan skierował „Ushuaię” bliżej skalistego stoku wyspy.

21

22

23

Co pewien czas używał lornetki wypatrując niespodzianek.

24

Czujnie i pewnie, obszedł duży, płaski kawał lodu.

25

26

27

Tylko raz lekko zahaczył o lód, co przez parę minut było wyraźnie słychać.

28

Mijaliśmy skalną ścianę ze spływającym lodowcem.

29

30

Za nami podobnym kursem płynął wciąż ten sam, widmowy statek.

31

Ostatnie metry wzdłuż Booth

32

33

i ukazuje się najwęższe miejsce, wolne od lodu.

34

Wyspa z wyniosłymi szczytami zaczyna się oddalać.

35

36

Gdy byłem na zaśnieżonym, górnym pokładzie,

37

wezwano nas na śniadanie. W mesie, przy stołach, zaczęło się ożywione dzielenie wrażeniami i wychwalanie manewrów kapitana.

Krótka odprawa przy mapie,

38

z instrukcjami Sebastiana, przed wodowaniem zodiaków. W kabinie zerknąłem na mapę z Googel’a, z zaznaczonymi, kolejnymi miejscami lądowania w nadchodzących dniach.

39

Z Internetu

Marynarze odśnieżali zodiaki,

40

szybko przepłynęliśmy końcówkę Lemaire

41

zdążając do powulkanicznej wyspy Petermanna, nazwanej tak na cześć niemieckiego geografa i kartografa z XIX wieku.

42

43

Wodowanie zodiaków nastąpiło w padającym, mokrym śniegu i przy dość porywistym wietrze.

44

Najpierw jeden z marynarzy odbył rekonesans przecierając nam drogę.

45

Oddalamy się od „Ushuai”

47

46

i lądujemy w miejscu, gdzie zimował Charcot, podczas swej drugiej ekspedycji, w roku 1909. Po wyjściu na brzeg obracam się i widzę koło naszego statku inny, wyglądający na handlowy.

48

Wyspa ma mniej niż dwa na półtora kilometra i znajduje się na niej, najdalej wysunięta na południe, kolonia pingwinów białobrewych, licząca sobie koło trzech tysięcy par.

49

50

Podczas spaceru znaleźliśmy także pingwiny Adeli (białooki w polskiej nomenklaturze, z charakterystyczna obwódką wokół oka), agresywne wydrzyki,

51

foki

52

i kormorany.

Pojawiły się znów arktyczne rybitwy i przypomniałem sobie kanadyjski artykuł o nich, gdzie autor wysnuwa teorie, iż w czasach połączenia wszystkich kontynentów, wędrówki tych ptaków były krótkie, a po rozpęknięciu Pangei i odsuwaniu się jej części, trasa przelotu stawała się coraz dłuższa. Wędrówki owej rybitwy to nie tylko jedne z zadziwiających zjawisk migracji zwierząt. Wystarczy sobie przypomnieć tajemnicze zmierzanie pokoleń europejskich i płn-amerykańskich węgorzy do Morza Sargassowego na Atlantyku czy przeloty motyli Monarch z Kanady do Meksyku i to w czasie zmiany trzech pokoleń.

Wspiąłem się nieco wyżej i spostrzegłem, że na zatoce pozostała już tylko „Ushuaia”.

53

Na niedalekim wzgórzu widniał krzyż, postawiony ku pamięci trzech zmarłych Brytyjczyków, którzy zginęli w 1982 roku, podczas próby przejścia po lodach ze stacji Farady’a na wyspę.

54

Po piętnastu minutach nagle zmieniała się pogoda. Wszystkie ptaki, tak jak my, próbowały przetrwać zacinający, mokry śnieg.

55

56

57

Pingwiny zbytnio się nie przejmowały.

58

Jak zwykle odbywały swe komiczne i uparte marsze, wskakiwały do małych zalewów i szybko je przepływały. Młode goniły matki w poszukiwaniu jedzenia, nawet skarcenie dziobem niezbyt pomagało. Zresztą po parunastu minutach śnieg ustał. Zmokłe pingwiny wyglądały nieco żałośnie

59

60

61

i nawet mewa sprawiała wrażenie niezbyt zadowolonej.

62

Gdy wracałem na “Ushuaia” poczułem, iz jestem mokry na plecach. Wynajęta, ciepła parka nie okazała się wodoodporna. Przemokłem aż do specjalnej podkoszulki. Gorący prysznic, suche ubranie, spory łyk whisky i do salonu, gdzie nasz szef kucharzy, wspólnie z szefem hotelowej recepcji,

63

64

przyszykowali smażone na grillu (na pokładzie statku!), rewelacyjne kiełbaski argentyńskie typu chirrozo. Dobili nas lunchem – smażone asado, jagnięcina, kurczaki, znów kiełbaski i rodzaj tutejszej kaszanki. Wszystko smakowite i ponieważ większość ludzi już pozbyła się choroby morskiej (akweny zatok i kanałów były spokojne) apetyty dopisywały. Zachęcono nas do jedzenia, aby mieć dobry ”podkład” na późniejszą wizytę w ukraińskiej stacji polarnej, gdzie pędzą własną wódkę, na tak daleko wysuniętym na południe, przyczółku ludzkości.

Byłem bardzo ciekaw wizyty w ukraińskiej stacji i spragniony wiadomości o tym co się dzieje na Ukrainie. Byliśmy od paru dni w swoisty sposób odcięci od świata. Nikt na pokładzie nie był w stanie udzielić mi informacji. Płynęliśmy, dalej w mglistej i śnieżnej pogodzie, cieśniną Penola ku archipelagowi małych wysepek zwanych Argentyńskimi. Na jednej z nich – wyspie Galindez – mieściła się dawna, brytyjska stacja polarna, przekazana przez Brytyjczyków w 1996 roku Ukrainie. Symbolicznie, za jednego funta.

Zanim tam dotarliśmy, spędziłem sporo czasu na pokładzie, bowiem przed nami defilowały olbrzymie góry lodowe.

65

66

67

Minęliśmy także pierwsze wyspy Argentyńskie – Urugwaj i Grotto.

68

69

Gdy wróciłem do ciepłego salonu, znalazłem na jednej ze ścian oprawiony dyplom dla “Ushuai”, za uczestnictwo i wsparcie ekspedycji antarktycznej w marcu, roku 2011. Znalazłem tam dowód, że jednak jest możliwa współpraca argentyńsko-chilijska. Być może łagodzącym pośrednikiem była Hiszpania, bo widniała na dyplomie jej flaga i nazwa Międzynarodowego Uniwersytetu Katalonii.

70

Ileż czasu, środków i energii ludzkość zmarnowała do tej pory, np. z braku wspólnej eksploracji Kosmosu. Podziały polityczne, ideologiczne, fanatyzm różnego autoramentu i chorobliwe ambicje imperialno-mocarstwowe, mimo wielu nadzwyczajnych osiągnięć, w sumie obracają się przeciw dobru ludzkości. W tę grę dały się obecnie wciągnąć inne państwa – Chiny i Indie. Od wielu lat wspólna baza eksploatacji kosmicznej powinna mieścić się na Księżycu. Tymczasem radziecko-amerykański wyścig ku Księżycowi wyczerpał obie strony i nasz satelita od dziesięcioleci “leży odłogiem”.

Jestestwo człowieka jest nieustannie rozpięte pomiędzy mądrością a głupotą. I ma charakter cykliczny. Wszystko wskazuje na to, iż od parunastu lat wdepnęliśmy w okres głupoty i wielkiego zaczadzenia. Niestety…

2.     Po trzeciej, w dobrych nastrojach wsiedliśmy do zodiaków, by dotrzeć do stacji Akademik Wernadski.

71

Z Internetu

Na tym archipelagu Brytyjczycy zbudowali w latach 30-tych, na wyspie Zimowej, kamienno-drewnianą chatę, nazwaną później “Wordie House” (dziś zabytek, HSM nr. 62 – Historic Site and Monument). W czasie II wojny stała się częścią wspomnianego już planu, Operacji Tabarin, czyli lokalizacji szeregu radiostacji monitorujących ruchy statków niemieckich. Szczęśliwie wojna nigdy nie dotarła do Antarktydy i opowieści o ulokowanych tam tajnych bazach Kriegsmarine, a potem USA, są bajkami, którymi karmią się, dość liczni przecież, zwolennicy spiskowej historii ludzkości.

W 1954 roku odrestaurowano “Wordie House” i wybudowano nowe pomieszczenie (“Coronation House”) na sąsiadującej wyspie Galindez.

72

73

W roku 1977 stację nazwano imieniem znanego naukowca Faradaya i następnie przekazano Ukraińcom. Jest pięknie położona przy zatoce, z dwoma przytulonymi do Galindez wyspami: Skua i naprzeciwko Winter, z warstwowym lodowcem w tle.

74

Z Internetu

75

76

77

W zatoce stał na kotwicy francuski jacht, który niedawno przypłynął.

78

Wyglądał absolutnie niecodziennie, ba, wręcz egzotycznie. Ale jak widać można tu dopłynąć nawet takimi jednostkami. Ktoś płynął z kolei zodiakiem manewrując w kanale pomiędzy wyspami.

79

Przeszliśmy po ścieżce z łańcuchami, z widokiem na góry lodowe pływające w zatoce.

80

Po obu stronach ścieżki skalne rumowisko z nadzwyczaj kolorowymi skałami.

81

82

Stacja, postawiona na skale, ma dziewięć budynków.

83

W głównym, piętrowym, są sypialnie dla 24 osób i pomieszczenia gospodarcze – magazyn odzieży, bojler grzewczy i stacja uzdatniania wody morskiej metodą odwróconej osmozy. Smak i jakość wody są bez zarzutu – spróbowałem.

84

Na górnym poziomie mieści się biblioteka, kuchnia i jadalnia oraz obszerny salon, w którym jest sklep z pamiątkami i bar – wszystko stworzone uprzednio przez Brytyjczyków, dumnych z faktu, iż mają bar najdalej wysunięty na południe Ziemi, a także sklep z pamiątkami. Tylko nie produkowali własnej wódki. Raczej sprowadzali. Pozostałe budynki mieszczą laboratoria badawcze i pracownie, toalety i salę chirurgiczną oraz magazyn i stolarnię. Stary generator służy obecnie jako wielka lodówka dla zapasów żywności. Dwa małe budynki są specjalnie odmagnetyzowane do specyficznych badań.

Badania tutaj prowadzone, jak i na innych stacjach antarktycznych, są niesłychanie ważne. Odkładające się warstwy śniegu, następnie sprasowane i dobudowujące lądolód, są swoistym kalendarzem. Robienie odwiertów w celu uzyskania tzw. rdzeni, czyli długich lodowych walców, pomaga w odczytywaniu dawnego klimatu Ziemi. W warstwach znajduje się nie tylko pyłki i zanieczyszczenia, ale także uwięzione bąble powietrza. Przy dzisiejszej technice udaje się owo powietrze wyciągnąć i poddać badaniu, co umożliwia analizę składu gazów atmosferycznych sprzed milionów lat.

Na tej właśnie stacji, w 1984 roku, Anglicy odkryli co się dzieje z warstwą ozonową. Okazało się, że na skutek działania gazów przez nas używanych w gospodarstwie domowym, jest atakowany ozon (O³), od którego owe gazy kradną jeden atom tlenu i tym sposobem powstaje struktura podobna do durszlaka. Wtedy bez zbytnich przeszkód atakuje nas promieniowanie ultrafioletowe. Dzięki wspólnej akcji państw zasięg dziury nad Antarktydą znacznie się zmniejszył. Na półkuli północnej też mamy problem – dziury w warstwie ozonowej nad każdą, wielką aglomeracją miejską. Przekonałem się o tym dotkliwie w Sopocie, w końcu września 1994 roku. Siedziałem na piwie przy sopockiej plaży, z przyjacielem, nieżyjącym już fotografem Markiem Chróścielewskim i w pewnym momencie sięgnąłem po aparat fotograficzny, by zrobić zdjęcie zatoki Gdańskiej. I krzyknąłem z bólu, gdy podniosłem leżący obok aparat. Jego metalowa część na korpusie była tak nagrzana słońcem, iż mnie oparzyła.

Na stacji, w sezonie 2013-14 zatrudnionych jest 12 osób, w tym kobiety. Jest to XVIII ukraińska ekspedycja Antarktyczna, która działa w jednej z najdłużej istniejących baz w Antarktydzie. Prowadzą badania wysokich warstw atmosfery i warstwy ozonowej oraz zmian temperatury na skutek globalnego ocieplenia. W kwietniu 2013, w Międzynarodowym Przeglądzie Klimatologicznym, opublikowali zbiorcze badania, wraz z zapisami dziennych temperatur w latach 1947 – 2011, dochodząc do wniosku, iż wyraźnie zmniejszyły się skrajne mrozy, a temperatura wzrastała przeciętnie, co dekadę, o 0.6 stopnia Celsjusza.

Kolejną specjalnością stacji jest przyjmowanie turystów i ich ugaszczanie. Dobiliśmy do przystani – drewnianego pomostu przy Wernadskim.

85

Na ścianie emblematy,

86

87

kolorowy znak stacji,

88

89

a wokół niej gniazdujące pingwiny.

90

Słup z nazwami ukraińskich i międzynarodowych miejscowości z kilometrażem.

91

Za nim malutka cerkiew.

92

Przed wejściem do środka spojrzałem na widok zatoki  z góry.

93

Przy drzwiach zgrafizowane zdjęcie akademika Wernadskiego, pierwszego przewodniczącego Ukraińskiej Akademii Nauk.

94

I pouczenie w języku ukraińskim dla załogi i gości.

95

Musieliśmy zdjąć nasze arktyczne gumiaki, na ochotnika zdjęliśmy cieplejsze rzeczy, bowiem w stacji było bardzo ciepło.

96

Młody człowiek oprowadził nas po pomieszczeniach stacji,

97

98

99

100

objaśniając co robią i nad czym pracują. Dodatkowo pracują tu biolodzy badający wydrzyki, podwodną roślinność i mikroskopijne żyjątka. W jednym z pomieszczeń, na półce znalazłem polskie towary, które są bardzo cenione.

101

Potem całe towarzystwo, w skarpetkach, udało się do baru, by wypić kieliszek wódki za trzy dolary od sztuki,

102

zakupić pamiątki – tam trochę ich zapał osłabiły ceny, a także zakupić rarytas – kopertę ze znaczkiem i stemplem stacji, też po trzy dolary od sztuki.

103

Nabyłem jedną kopertę dla swoich zbiorów filatelistycznych, drugą, jako prezent-niespodziankę, dla ukraińskiego serdecznego kumpla Michaela, nauczyciela w mojej kanadyjskiej szkole.

104

Dopadłem naszego młodego przewodnika i zapytałem co się dzieje na Ukrainie. Nie wiedział!! Pytałem innych – zmieszani nieco, nic nie wiedzieli. W końcu powiedziałem – “Jestem Polakiem”, a jeden z nich rzekł “Skoczcie po doktora, on rozumie i trochę mówi po polsku”. Przyszedł naukowiec, nieco po trzydziestce. Zaczęliśmy rozmowę. I cóż on powiedział. Za bardzo nie wie co się teraz dzieje, ale niepotrzebna ta nagonka na Janukowycza, on chce dobrze, nie pozwala sprzedać Ukrainy Zachodowi. Dalej mnie przekonywał, że ten wredny Zachód tylko patrzy jak tu wejść na nowe terytorium i je opanować. Unia Europejska próbuje zdobyć sobie przyczółek. Zatkało mnie dokumentnie.

Wchodzą i próbują, nie tyle Zachód, co spora nawet gromada bezwzględnych biznesmenów, lawirujących pomiędzy oszukaństwami i korupcją, poruszających się na krawędzi nowych, mafijnych układów postsowieckich. Bo trafili na podatny grunt, na komuchowe uwłaszczenie się i przefarbowanie na demokrację. To wiedziałem. Także fobie i obsesje antyzachodnie, antyeuropejskie w byłych demoludach, oczywiście dobrze mi były znane. Abstrahując od tego kogo rzeczywiście może to dziś boleć i kto płaci wysoką cenę za przekształcenie. Za lekcję, którą powinniśmy odrabiać co najmniej sto pięćdziesiąt lat temu, a do której nas nawet nie dopuszczono. Ale mój rozmówca wdzięczny Polakom, za poparcie pomarańczowej rewolucji, która – uwaga!! – właśnie wyniosła do góry takiego patriotę, jak Janukowycza. Ponieważ broni interesów Ukrainy, próbują, z wewnątrz i zewnątrz, go wysiudać. Już chciałem zapytać doktora młodego, czy takimż patriotą światłym jest Łukaszenka, no i Putin oczywiście, ale zrezygnowałem. Zamiast tego w okno się wgapiłem popatrując na zbiornik z wodą.

105

Są ludzie do których, jak nawet mają jakąś cząstkę racji, w zalewie materii wielce pomieszanej, nic nie dociera. Oni mają ten swój niewzruszony ogląd spraw i ludzi. Szkoda czasu na dyskusję. Nie chodzi o przekonanie, o naginanie, broń Boże, do swego punktu widzenia. Posuwamy się tak odległymi ścieżkami myślenia i czucia, że punkty styczne są mizerne lubo niemożliwe. I taka durnota ogarnęła obecnie także sporo osób wykształconych.

Tu Seweryn się wmieszał i przeszedł ostro na ruskij jazyk. Od razu konwersacja potoczyła się gładko. ”Czemu nie powiedzieli wcześniej, że Polaki?, Ot, zniżkę byśmy dali na koperty”, itd. Seweryn, od momentu wejścia na stację, był niepocieszony, bo mieliśmy przy sobie jeno parę dolarów (główna kwota była w statkowym depozycie), które szybko wydaliśmy. I jak tu się nie napić, w najdalej wysuniętym barze na południowych rubieżach, ba, Ziemi. Mruknął do mnie “Ty się nie odzywaj”, a do jednego z Ukraińców zagadał “Słyszałem, że tu dobrą wódkę robicie. Naprawdę?”. Na to nasz nowy kumpel od razu do baru prowadzi i na stołki sadza. Seweryn, że my niestety bez pieniędzy. Ukrainiec mu przerwał… “ Pieniędzy można nie mieć, ale napić się trzeba” i w imię przyjaźni polsko-kanadyjsko-ukraińskiej ruszyliśmy do dzieła. Dzieł, i to w setkach, obaliliśmy sporo i tak się zasiedzieliśmy, że przewodnik nas do zodiaku na siłę ciągnął, bo wszyscy już odpłynęli. A my tu jeszcze kolejnego strzemiennego. Barman nawet po polsku zakrzyknął: “Na koń”.

W trakcie rozhoworów z polarnikami, okazało się, iż jedna z młodych pasażerek, jest rodowitą Ukrainką, która wyszła za Niemca. Niemiec był nadzwyczaj nieśmiały, wycofany, nawet wylękniony. Małżeństwo od roku krąży po świecie i się zastanawia, gdzie się osiedlić na dłużej. Ukrainka znała polski, w Polsce przez rok mieszkała i była zachwycona. Szkoda, że nie powiedziała to doktorowi-polarnikowi, który gdzieś był sobie już poszedł, zapewne zadowolony wielce, że mnie przekonał, jak Polska się nie za dobrze rozwija, po zagarnięciu przez wredny Zachód w osobach Unii, NATO i innych instytucji.

Wyszedłem stamtąd, nie powiem, w błogim nastroju, nagrzany wewnętrznie tak, że i wiatru zimnego na zodiaku nie poczułem. Wracaliśmy w szóstkę – marynarz kierujący zodiakiem, szef ekspedycji naukowej – Sebastian i my, we czwórkę. Seweryn nawet coś tam nucił. Po brzegu, wciąż dreptały pingwiny, o które na stacji spytał ktoś z pasażerów, czy już rozumieją po ukraińsku.

Z powodu długotrwałej degustacji, straciliśmy z Sewerynem dopłynięcie do Wordie House, by zabytek antarktyczny oglądnąć, a potem z małej góry, cały archipelag.Odbiłem sobie już na pokładzie – zdołałem trzasnąć jedno zdjęcie zamglonej góry, na którejś z wysp argentyńskich

106

i zająłem się ponowną obserwacją wielce fascynujących gór lodowych

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

z których jedna, zamknęła mi niejako dzień zdjęciowy, podobnym nastrojem – mglistym powidokiem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ledwo wepchnąłem w siebie kolację, tym bardziej, że wpłynęliśmy na pełniejsze wody i znów zaczęło kołysać. Płynęliśmy poprzez kanał Grandidier, najpierw w pewnej odległości od półwyspu, który coraz bardziej chował się za horyzontem. Kapitan zmierzał wprost do koła podbiegunowego, do południowego kręgu polarnego, który mieliśmy osiągnąć jutro przed południem.