Warning: Use of undefined constant DF_LISTA - assumed 'DF_LISTA' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /homepages/45/d789671203/htdocs/wp-content/themes/raiden-child/functions.php on line 49

25 kwietnia, 2014 San Fabian de Alico – Bustamante – Valle Las Trancas

1. San Fabian

Rano obudził mnie lekki chłód. Nauczony poprzednim doświadczeniem od razu dorzuciłem parę kłód do pieca. Prysznic, ubrałem się i wyszedłem na zewnątrz domku. Ostre, górskie powietrze zasnute mgłami i parowaniem roślinności.

1

Lekki szron na trawie i nasza cabaña rozświetlona buszującym słońcem.

2

3

Dolina zasnuta z obu stron, w głębi wyjazdowej alei zwidy krajobrazu.

4

5

Poszedłem w kierunku głównego domu i nagle odezwało się skrzeczenie papug. Siedziały na gałęziach bezlistnego drzewa. Z drutu koncertował jakiś ptak podobny do szpaka.

6

7

8

W wielkiej jadalni było przeraźliwie zimno, co potęgował widok basenu w ogrodzie mający wygląd lustra.

9

Pojawił się jakiś mężczyzna, który zaczął znosić wiktuały śniadaniowe – jogurt, bułki, dżem. Marzyłem o kawie i wyjątkowo cieszyłem się, że nie ma zimnego soku. Przyszedł Seweryn i spojrzał na stół oburzony. Gdy nadeszła pani, która nas wczoraj przyjmowała, natychmiast zamówiliśmy jajecznicę i to z sześciu jajek. Potem Seweryn wrócił do domku by się spakować, ja zostałem aby zapłacić za nocleg i śniadanie. Latem zapewne jest tu bardzo ładnie.

Objechaliśmy główny skwer dookoła szukając informacji turystycznej, aby zasięgnąć języka jak dojechać do doliny Las Trancas, prowadzącej w głąb pasma Andów – Nevados de Chillan. Tam zamierzaliśmy znaleźć nocleg i ostatecznie pożegnać Patagonię.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Seweryn zaparkował i poszedłem do informacji turystycznej. Natrafiłem na młodego człowieka, który mówił płynnie po angielsku, bowiem mieszkał przez rok w Vancouver. Juan, zajmujący się ochroną środowiska, zaprowadził mnie do swego biura, pokazał mapy okolicy i jak dojechać do doliny. Okazało się, że jadąc dalej na wschód, wzdłuż rzeki Nuble, do doliny nie dojedziemy, bo nie ma z nią żadnego połączenia. Juan był bardzo serdeczny i uczynny. Opowiedziałem mu o naszych dotychczasowych podróżach i miałem satysfakcje, gdy rzekł „spotkałem tutaj różnych wagabundów, ale tak wytrwałego i zaglądającego w tyle miejsc, widzę po raz pierwszy”.

Juan zapoznał mnie pokrótce z historią miasteczka i okolicy. San Fabian założono w 1865 roku i mieszka tu 1460 osób. Na wielkim skwerze, w lutym zeszłego roku, odbył się pierwszy festiwal górskich Rancheras, który ma być stałą imprezą. Dziesięć kilometrów za miastem zaczyna się ośmiokilometrowy szlak pieszy, z dość stromym podejściem do Sendero Laguna de la Plata. Marsz trwa około 8 godzin, po drodze są miejsca kempingowe i najatrakcyjniejszą porą jest właśnie jesień, gdy gęste lasy buków leñga, dębów, drzew cynamonowych i innych przybierają płonącą czerwień i żółć. Wokół laguny pną się wzgórza, za nimi sterczą ośnieżone, andyjskie pasma.

Jest to obszar sejsmiczny i w roku 2010, po sporym trzęsieniu ziemi, 90% gminy było odcięte od reszty kraju przez niemal dwa tygodnie. Popękały niektóre mosty, część wzgórz zsunęła się na drogi, a także do rzeki, zanieczyszczając ją na długi czas. Pożegnaliśmy się serdecznie i popędziłem do Seweryna, mając małe wyrzuty sumienia, że go zostawiłem na tak długi czas. Ale on spokojnie drzemał w aucie.

Przepatrzyłem mapy które mi dał Juan i zdecydowałem, że nie pojedziemy do Tres Esquinas wczorajszą drogą lecz udamy się na skróty, drogą N-455. Przejechaliśmy most nad Nuble, skręciliśmy w lewo, potem w prawo i wpadliśmy w niesamowitą szutrówkę,

12

idącą po zboczu wielkiej doliny.

2. Po wertepach

Po prawej zamglona dolina, za nią wzgórza i dalej górskie pasma.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

2

Droga usłana żwirem i sporymi kamieniami, co pewien czas się zwężająca. Natrafiamy na młodych ludzi, którzy jadą powoli rozwalonym wrakiem – nie ma z jednej strony drzwi, poszarpany bagażnik i auto pochylone na lewo jakby pękły resory. Coraz węższa droga i po obu stronach wielkie kasztanowce. Nagle, na środku drogi spora świnia, za chwilę z boku całe stadko. Chrząkając wcinają kasztany.

3

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wiejskie chałupy za płotami i rozwidlenie dróg. Na nim kościół ewangelicki Pentacostal czyli protestanci z USA. Za płotem ktoś głośno peroruje kaznodziejskim głosem, zupełnie jak w hotelowej telewizji, gdy popasaliśmy w Puerto Montt. W takiej głuszy może łatwiej zbawia się duszyczki i przekonuje do drobnych opłat na zbożny cel.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Co pewien czas prześwity, z drogi odsłania się widok na góry, karkołomny zjazd wyżłobionymi koleinami. Nissanek buksuje i zarzuca, kołysze się i podskakuje na poprzecznych bruzdach. Wjazd w wąwóz poszarpany na lewym stoku, z odsłoniętymi korzeniami buków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

9

Rozległa dolina z winnicą i nagle konni jeźdźcy na zakręcie.

10

11

Jakieś osiedle, za nim ostry skręt w prawo, w 479 i za chwilę nieco porządniejsza droga – N 47, która doprowadza nas do miasteczka Bustamante. Znów ripio i do auta wdziera się ostry zapach palonych na przydrożnych poletkach gałęzi drzew i ziemniaczanych naci .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kolejna miejscowość – Coihueco – z kawałkami asfaltu, stacją benzynową, gdzie tankujemy do pełna. Wynajduję kolejny skrót poprzez szutrową drogę – N 51. Seweryn klnie, bo ktoś jedzie przed nami i stawia zasłonę kurzu. Auto z naprzeciwka nas dobija – w zębach znajomy chrzęst pyłu i podrażniony nos. Skręt w N-545 i drogowskaz – do Pinto tylko pięć kilometrów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Byleby się nie pogubić, bo już ze dwa razy czułem się niepewnie, lecz Seweryn dziś w dobrej formie i mnie wspomaga w nawigacji. Jest! – droga 547, łomoczemy po drewnianym moście nad typową rzeką górską Chillan, zasłaną skalnym rumowiskiem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przez ulice Pinto, po znakach, do głównej drogi N-55, która nie dość że elegancka, asfaltowa, to od razu niezwykle malownicza.

16

3. Dolina Las Trancas – Nevados de Chillan

Pasma po obu stronach drogi należą do Cordillera de la Costa (Kordyliery Nadbrzeżnej), bo Chile jest wąskie, osadzone pomiędzy górami a oceanem. Miałem uczucie wjeżdżania w sudeckie Przedgórze. Tym bardziej, że po prawej rząd wysmukłych topoli, ale za chwilę wrażenie pryska, gdy po lewej pojawia się wielka, rosochata palma. Długie, proste odcinki z łagodnymi zakrętami. Rozsiane domki i cabanie po obu stronach, mniejsze i większe plansze reklamowe z turystycznymi informacjami, sprzedażą parcel i anonsami Ministerstwa Robót Publicznych, bo usprawniają niektóre odcinki drogi. Zadaszone, o różnym kształcie, przystanki autobusowe z kolorowymi ścianami. Przeważa niebieski i ciemnozielony. Zauważam jeden z nich, w połowie tkwiący nad jakimś strumykiem, dopływem rzeki Chillan. Pośród domków ograniczenie szybkości do 50 km/godz, na obszarach pustawych zwiększone do 70 km/godz. Znów płasko i nieco pod górę i wtedy na horyzoncie błysnęły śnieżną bielą dalekie szczyty. Rozległe pole z wielkim stadem krów i znak przy drodze – 50 kilometrów do Termas de Chillan.

1

Słońce rozświetla kolory drzew przybranych jesienią. Drewniane budownictwo wzdłuż drogi, na podmurówce lub izolacji powietrznej. Droga odchodzi od rzeki i skręca na południowy-wschód. Kapliczka poległego kierowcy, pniemy się długimi, łagodnymi zakrętami. Czasem lity las po obu stronach. Wjazd w wykop z odsłoniętą ścianą po lewej, z rdzawoczerwonym kolorem gleby. Wtem po prawej ośrodek El Chacay, cały w drewnie. Przy wjeździe tablica z napisami: Capuchino, Chocolate, Kuchen Torta, Cafe Artesanal, Almuerzo.

Dojeżdżamy do miejscowości Recinto, gdzie aż gęsto od cabañas, ale gna nas dalej. Od razu następna osada, de Los Lleuques z, oryginalnym w kształcie, kościółkiem w budowie. Jesteśmy niedaleko strumienia Estero Renegado, który parę razy przekraczamy. Ładna architektura domów w górskim stylu z zadaszonymi bramami wjazdowymi. Potem byle jakie sklepy, magazyny, zagracone podwórka i ciągle się to tak przeplata.

Do Termas jeszcze 30 kilometrów. W prawo zjazd na Los Caracoles, co natychmiast wywołuje w nas wspomnienia z pierwszej podróży. Wspinanie się wysoko w Andach do granicy z Argentyną, ślimakiem (po hiszpańsku caracoles) o 29 nieustannych zakrętach. Ostry zapach przypalonej gumy, bo ciężarówki z przeciwka zjeżdżały na hamulcach. Widoki zapierające dech w piersiach. Mamy nadzieję zrobić tę trasę jeszcze raz, może za tydzień.

Zaczyna się fikuśna, niemal bajkowa, drewniana architektura. W budowie wielki ośrodek agroturystyczny La Invernada – przedziwne konstrukcje, domy jak rzeźbione w drewnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Osada Les Leones, za nią przystanek autobusowy o zielonych ścianach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Za chwilę, po prawej, pionowa ściana skalna i wielka plansza z napisem „Bienvenidos Nevados de Chillian„. Na wprost coraz częściej wyłaniają się zręby gór. Droga wije się ocieniona wysokimi drzewami i znów mnóstwo cabañi. Natrafiamy na pierwszy znak turystyczny Doliny Las Trancas. Potem gdzieniegdzie wyłaniają się niemal rezydencje, z kamiennymi bramami i eleganckim podjazdem. Napisy ze strzałkami po obu stronach – hotele, spa, kempingi. Bardzo ostry zakręt typu „agrafa” i wciąż pod górę. Paręnaście minut pół dzikiego terenu i ponownie szeregi domków po obu stronach.

Jest niemal czwarta i odzywa się głód. Zatrzymujemy się w Snow Pub, jemy smażone mięso z frytkami i sałatą, popijając to tym razem mocną kawą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Obsługuje nas młoda dziewczyna, Magdalena; proponuje nam nocleg w cabañach, bo jest tu ośrodek nazywający się Los Añañucas. Odpowiadamy, że się jeszcze zastanowimy, bo najpierw chcemy dojechać do końca drogi.

Przy wciąż słonecznej pogodzie ruszyliśmy w dalszą trasę. Wyłoniły się ogromne, wyglądające na wapienne, wzgórza.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na wprost, co chwila pokazują się spomiędzy drzew bielejące, wyższe partie gór. Przy drodze gęstwa hoteli, domków do wynajęcia, ofert sprzętu narciarskiego i wspinaczkowego. Wszystko w kamieniu, a przede wszystkim w drewnie. Oznakowanie leśnych atrakcji – Sekrety Lasu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dolina zaczęła się powoli rozszerzać, z lewej, przy błotnistym wjeździe do innej doliny, ogromna tablica informacyjna z zachęcającym głównym napisem „Niech żyje przygoda”. Pod spodem odległości do Parku Ekologicznego Sangrii-la, hoteli, schronisk, domków (m.in. Cabañas Mittelwald), restauracji i hosteli, wszystko w promieniu do 8-10 kilometrów. Dalej, po prawej, hotel El Tren i rzeczywiście do frontowego budynku z kamienia dołączono dwa autentyczne wagony starego typu, w dodatku stojące na fragmencie szyn.

Sześć kilometrów do Termas, osada Las Trancas z dużym budynkiem biura turystycznego po prawej, za nim wreszcie znak bliskości Termas de Chillan i ostrzeżenie o lawinach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Droga wzdłuż doliny coraz bardziej wchodzi w głąb gór. Natrafiamy na potężne buki, fragment jednego z nich wygląda jak twarz krzyczącego starca

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po raz kolejny przejeżdżamy ponad strumieniem Renegado, za pięć minut, na lewo, następna boczna dolina Hermoso, dokąd można wjechać autobusem i busikami. Przez kilkanaście minut jedziemy wąską drogą w objęciach potężnych drzew. Nagle po lewej odsłonięty widok i znalazło się na poboczu miejsce do zatrzymania.

13

Rozległa panorama na trzytysięczniki – trzy wulkany, od lewej (na zdjęciu niewidoczny) Nevado de Chillan 3 212 m, Nowy Chillan 3 186 m z dodatkowym kraterem zwanym Arrau, dwuszczytowy Chillan i Stary Chillan 3 122 m oraz szczyt Pirigallo 2 563 m. Są tu dwie wielkie grupy wulkanów, skupione w kompleksie Cerro Blanco i Las Termas. Cały obszar jest jedną z najbardziej aktywnych i niebezpiecznych stref wulkanicznych Chile. Dlatego są tutaj także liczne, gorące źródła (termy).

14

15

Chilijczycy, podobnie jak na wielu innych wulkanach, pobudowali wyciągi narciarskie, hotele i schroniska oraz sanatoria. Można na serio powiedzieć, że są to „wulkaniczni” narciarze – śmiali, zdeterminowani i upajający się groźnym pięknem Andów. Tutejszy ośrodek uznawany jest za najlepszy w Chile, tym bardziej że ma najdłuższy w Ameryce Południowej, trzynastokilometrowy szlak zjazdowy, zwany Las Tres Marias. Całość kompleksu zajmuje około 10 tysięcy hektarów, ośrodek jest na wysokości 1650 m n.p.m., ma w sumie 35 km zjazdów (na 32 trasach) a stoki zjazdowe osiągają różnice do 1100 metrów. Osiem czynnych wyciągów, z następnymi w rozbudowie. Blisko stoków jest baza hotelowa, do innych miejscowości, wzdłuż głównej drogi, jest od 10 do 25 minut jazdy. Istnieje także transport publiczny. Po śnieżnych szaleństwach można skorzystać z gorących źródeł mineralnych i zabiegów w spa. Termy otwarte przez cały rok, sezon narciarski trwa od maja do października.

16

Szkic z Internetu

Na drodze, idącej pod górę, kolejna niespodzianka. Roboty drogowe, objazd jednym pasem i przymusowy postój. Wyszedłem z auta robiąc zdjęcia kolorowych stoków i drogi schodzącej w dolinę

17

18

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

21

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ujechaliśmy mały kawałek i znów postój. Ukazała się kolorowa budka wyglądająca na toaletę, ale zdumiał nas symbol telefonu i numer na drzwiach. Czyżby przenośna budka telefoniczna w wieku wszechwładnych komórek?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Robotnik dał nam znak, kolejne paręset metrów, tym razem w gęstym lesie i wprost w środek drogowych robót. Po lesie przetaczał się basowy ryk silników ciężarówek i ogromnych maszyn drogowych, odbijający się echem od stoków wąwozu. Czekaliśmy przeszło 20 minut, potem zaczęliśmy powoli wspinać się na podwójną „agrafkę”, przechodzącą w wijącą się drogę pomiędzy gęsto rosnącymi, wielkimi drzewami. Wrażenie niesamowite.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

26

27

Kolejny most, za nim rozwidlenie – w prawo przez wielką, drewnianą bramę wjeżdża się do hotelowego kompleksu, Hotel Nevados de Chillian. My wybraliśmy lewą odnogę i pojechaliśmy dalej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Za paręset metrów, po lewej, jakżeby inaczej! – kasyno z hotelem.

29

Droga bardzo rozmiękła, rozgrzebana na poboczach. Dolina staje się amfiteatralna, kolejny zakręt i nagle ukazał się nadzwyczaj oryginalny i kolorowy budynek.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

4. Hotel Alto – powrót do Las Los Añañucas

Tutaj droga N-55 kończyła się wielkim placem budowy i prowizorycznym parkingiem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pod stokami gór kolorowy hotel, wokół park – Parque de Aguas, w głębi, po lewej, będzie plaza czyli zespół sklepów, restauracji i innych miejsc usługowych. Nad głowami wisiały nam krzesełka nieczynnego jeszcze wyciągu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

3

4

5

6

7

W dolinie zaczęły się podnosić wieczorne opary.

8

Hotel nas zafascynował i chciałem obejrzeć go w środku. Weszliśmy po schodach do góry, lecz główne drzwi były zamknięte

9

10

i dodatkowo pojawił się strażnik. Rozmawiała z nim jakaś para; widząc, iż nie możemy się ze strażnikiem porozumieć po angielsku, wtrącili się i wytłumaczyli nam, że ośrodek jest w trakcie ukończenia i uroczyste otwarcie hotelu Alto Nevados nastąpić ma 21 czerwca czyli na początek tutejszej zimy. Lecz quien sabe – kto to wie, czy na pewno zdążą. Hotel będzie miał sto pokoi, baseny z saunami i wszystko co niezbędne ku zadowoleniu narciarzy.

Zrobiłem parę zdjęć nowoczesnej i dość ciekawej architektury budynku, może trochę zbyt łaciatej, jak to określił Seweryn.

11

Najbardziej zafascynowała mnie jednak gra zachodzącego słońca na pobliskich górach, które przybrały złotawe odcienie.

12

13

14

Hotel obecnie działa i jeśli kogoś by skusiło podam parę danych.

15.nevados de chillan

Z Internetu

Dla dwóch osób przez trzy doby jest dostępny pełny program (zakwaterowanie, opłata za używanie stoku, śniadanie – tzw, bufet, lunch i obiad plus drinki, korzystanie z basenu termalnego i sali gimnastycznej oraz dwie godziny nauki na stoku) lub połowiczny (zakwaterowanie, śniadanie i obiad, bez drinków, dzienne zajęcia sportowe i rozrywkowe oraz używanie basenu termalnego i sali gimnastycznej).

Kolejny krok to rodzaj pokoju – z widokiem na dolinę lub bez, czyli widok na skalną ścianę. Na trzy noce kształtuje się to tak:

– szczyt sezonu, pełny program – 540 000 pesos na głowę(bez widoku) czyli – 710 euro, 795 dol. US, 3 022 zł; i 600 000 pesos (z widokiem) czyli 789 euro; 884 dol. US, 3 357 zł.

– szczyt sezonu, program połowiczny – 450 000 peso na głowę(bez widoku) czyli 592 euro, 663 dol. US, 2 518 zł; i 510 000 pesos (z widokiem) czyli 671 euro, 751 dol. US, 2 853 zł

– poza sezonem, pełny program – 450 000 pesos (bez widoku) i 510 000 pesos (z widokiem)

– poza sezonem, program połowiczny – 360 000 pesos (bez widoku) czyli 473 euro, 530 dol. US, 2 014 zł;

Oczywiście koszty podrażają ceny biletów, zarówno z Polski lub Kanady. Zapaleni narciarze mogą sobie porównać ten cennik z podobnymi ośrodkami w Europie lub Ameryce Północnej. Dodatkową atrakcją, w miesiącach od października do maja, jest wielki rezerwat przyrody położony pomiędzy rzekami Nuble i Chillan w którym przebywają jelenie huemul – Santuario y Reserva Los Huemules de Niblinto.

Zawróciliśmy, lecz po drodze skusiło mnie by zajrzeć na boki, tam gdzie pomiędzy drzewami majaczyły wysokie budynki. Dodatkowo, z racji sopockiego sentymentu, nie mogłem się powstrzymać przed zajrzeniem do lokalnego Grand Hotelu – Gran Hotel Termas de Chillan.

16

Wszedłem do środka, w tzw. pełny szpan – dywany, donice, umundurowani portierzy i recepcjonista, wbity w elegancki czarny garnitur. Mój widok zdumiał go niepomiernie. Grzecznie go pozdrowiłem i zapytałem o ceny. Nie były zbyt wygórowane, jak na tak eleganckie miejsce w przepięknym położeniu. Chyba, że na głowę zacząłby się sypać popiół z wulkanów… Za dwuosobowy pokój, z pełnymi trzema posiłkami, używaniem basenu i sauny, żądali 194 dolary US.

17

Potem napatoczyliśmy się na wysoki budynek mieszkalny Los Nirres. Seweryn aż westchnął i rzekł „Ech, tu należałoby spędzić emeryturę”. Ze skarpy przed budynkiem rozciągał się, pełen romantycznych pasteli, widok na gasnący dzień w dolinie.

18

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

20

Minęliśmy tryskająca z sykiem fontannę spowitą parą od gorącej wody. Następny cel naszych myszkowań nieźle mnie zaskoczył.

21

W środku górskiej doliny, w pół dziczy tkwiło kondominium – Condominio Andes Chillan. Jak na głównych ulicach Toronto, gdzie od lat nie budują normalnych domów tylko kondominia. Z mieszkaniami od pół miliona w górę, przypominającymi klatki dla królików. Jeden z moich znajomych opowiadał mi, iż jego kanadyjski przyjaciel nie mógł wstawić łóżka do sypialni, bo by zajęło całą powierzchnię. Ludzie pracują na owe luksusy tak długo, że jak wracają wieczorem do tych gołębników, walą się od razu do łóżka. Widać ta zaraza dotarła aż tutaj, bo obok siebie tkwiły trzy luksusowe budynki apartamentowe i trzy kondominia.

22

Jeden z apartamentowców ciekawie rozwiązano architektonicznie, nawiązując do kształtu gór. Obejrzeliśmy go jeno z daleka.

23

Wjechaliśmy w dolinę, pod zapadający zmierzch, który mierzwił na niebie chmury i rozwlekał je pastelowymi kolorami. Było koło ósmej wieczorem i poczuliśmy zmęczenie dzisiejszym dniem. Postanowiliśmy wrócić do Magdy i tam zanocować.

24

25

26

Skierowała nas w głąb posesji do sporej cabañi. Rozpakowałem się, przyniosłem porąbane kłody drewna i wziąłem się za rozpalanie w piecu. Za chwilę uniósł się piękny zapach.

Kiedy rozpalasz ogień wchodzisz w łańcuch dawnych pokoleń, sprzed tysięcy lat. Najpierw składasz hołd ogniowi, bo musisz przyklęknąć, aby włożyć drwa do pieca i rozniecić ogień. Po ceremonii duchowej wkracza doświadczenie zrodzone rozumem. Powinieneś wiedzieć nie tylko jaki rodzaj drewna wkładasz i jak wielkie mają być szczapy na podpałkę, lecz także znać sposób ich układania, aby ogniem się zajęły. Gdy zaczyna już buzować dokładasz większe polana, cały czas pamiętając o ich odpowiednim ułożeniu, tak aby były pod należytym kątem, przez co ogień może po nich wspinać ku niebu. Ostatnia czynność od natury zależy – czy jest mokro czy sucho, wietrznie czy spokojnie. Dmuchasz w ogień lub odpowiednio przymykasz drzwiczki pieca by wytworzyć cug. Kiedy spełnisz wszelakie ceremonie, wtedy ogień pokaże swoją moc – zacznie huczeć w piecu, promieniować ciepłem i roznosić wokół rajski zapach.

Przygotowałem kolację i otworzyłem butelkę wina. Seweryn walczył zaciekle z Internetem, który rwał co chwila połączenie. Poczłapał na skargę do Magdy a gdy powrócił, bo w głównym pomieszczeniu były z Internetem podobne problemy, przez otwarte drzwi wśliznęła się nadzwyczaj sympatyczna psina, okazująca sympatię całą sobą.

27

Za chwilę wsunął się kot i przysiadł przy gorącym piecu.

28

Do momentu, gdy nie zoczył wielkiej ćmy i zaczęły się dzikie harce po pokoju.

29

Potem przyszła Magda, której towarzyszyły dwa inne koty i zabrała oba zwierzaki, mimo tego, że co chwila jeden z nich się jej wymykał i do nas powracał.

Postanowiłem spać na górze, bowiem przeczuwałem że nad ranem drewno się wypali i będzie chłodno. Seweryn zaległ w łóżku i czytał książkę na I padzie. Ku memu zdziwieniu po północy zadziałał nagle Internet i znalazłem mail od Claudia z prośbą o telefon do niego jutro. Uzupełniłem notatki z mijającego dnia.

30

Siedziałem przy stole kuchennym, co chwila popatrując na buzujący płomień w piecu.

31

Ogarnęła mnie lekka melancholia, bowiem uświadomiłem sobie, że to naprawdę nieodwołalnie ostatnia noc w Patagonii. Jutro przekroczymy jej chilijską granicę nad rzeką Maule. Niektórzy uważają, iż Patagonia chilijska kończy się na rzece Bio Bio,  garstka innych twierdzi, że koło Puerto Montt. Z geografami bywa różnie. Jak w opiniach o nich w „Małym Księciu”: „Geograf jest zbyt ważną osobistością, aby mógł pozwolić sobie na łazikowanie”. I coś dodatkowo z tym związanego, a także z pewnymi, znanymi mi, osobami – „Kłamiący badacz wywołałby katastrofy w księgach geografii. A także badacz, który zbyt dużo pije”.

No cóż, zacznie się inny krajobraz, potem ukaże się rozległy Pacyfik i większe miasta pełne aut, przemysłu, hałasu i pośpiechu. Esencją tego wszystkiego będzie Santiago.

Wdrapałem się po stromych schodach, krótki prysznic i wybrałem jedno z sześciu łóżek – tak wielki miałem wybór – pod spadzistym, dachowym pomieszczeniem.

32

Zasypiałem w miłym cieple. Z dołu dochodziły odgłosy trzaskania ognia. Na zewnątrz królowała rozległa cisza, od czasu do czasu przerywana lekkim szumem drzew na podwórku.