Warning: Use of undefined constant DF_LISTA - assumed 'DF_LISTA' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /homepages/45/d789671203/htdocs/wp-content/themes/raiden-child/functions.php on line 49

22 kwietnia, 2014 Temuco – Cunco – Melipeuco – Parque Nacional Conguillio – wulkan Llaima – Curacautin – Lautaro – Temuco

Temuco – Cunco

Wyciąganie Seweryna z łóżka poszło całkiem nieźle, ale potem jak zwykle zamarudził. Mieliśmy w planie zrobienie wielkiej pętli, około 340 kilometrów. Główny cel – narodowy park Conguillio z wulkanem Llaima.

157y

Mapka z Internetu

Z hotelu na ulicy Arturo Pratt do ulicy Miraflores, bo znów plątanina jednokierunkowych ulic. Do głównej Caupolican, nią na południe poprzez wielce zamgloną rzekę Cautin

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i drugą część aglomeracji – Pedro Las Casas,

157z

do Panamericany (nr 5).

Poranna, gęsta mgła, w której świat okrył się tajemniczym woalem.

158a

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mgła uległa wzmocnieniu, gdy jechaliśmy 5 na południe, przecinając rzekę Vilcun, by dojechać do miejscowości Freire.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Za nią skręt na wschód w 199 i od razu następna odnoga – S-61, prowadząca nas do miejscowości Cunco, skąd rozpoczniemy wjazd na teren parku. Rozbawiła nas drogowa tablica z nazwą Niagara, co widząc Seweryn mruknął „No, to już jesteśmy niedaleko domu”.

158d1

S-61 jest całkiem przyzwoitą drogą. Wokół pola wynurzone już z mgły, chociaż miejscami jeszcze zalegała blisko wzgórz porośniętych gęstym lasem. Słońce przebijało się coraz mocniej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

158f.

158g.

158h.

158i

158j

Wjechaliśmy do Cunco i mimo iż to mała miejscowość,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

nie mogliśmy znaleźć dalszej drogi. Przejechaliśmy drewniany most, zawróciliśmy i próbujemy innej drogi. Robi się bardzo ciepło i nagle ukazuje się majestatyczna Villarica,

158n

a za chwilę stajemy w przepięknym miejscu, z widokiem na zakole rzeki Allipen.

158o.

Wyszedłem z auta, wspiąłem się na zarośnięty pagórek, gdzie w gęstych krzakach fuksji buszowały kolibry, w trawie przenikliwie jazgotały cykady.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na wprost ponademną tkwiła połówka księżyca i w naturę wdarł się z nagła odgłos lecącego odrzutowca.

158r.

158s.

Jego dźwięk był jakby z innego, bardzo odległego świata.

Pojechaliśmy dalej wiejską drogą mijając paśnik krów.

158t.

158u

Jedna z nich podeszła blisko drutów i przyglądała mi się z wielkim zainteresowaniem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Natrafiliśmy na tablicę z informacją o elektryfikacji Araukanii przez rząd chilijski,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

wjechaliśmy w zalesioną asfaltówkę, która najpierw prowadziła nas zakrętami pod górę, a potem w dół i niespodziewanie dojechaliśmy do brzegu sporego jeziora. Tam przysiadłem nad mapą i okazało się że jest to jezioro Collico i pojechaliśmy w złym kierunku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nadto S-75 oddala nas od celu i nie zdołamy tędy dojechać do następnego punktu, miejscowości Melipeuco.

158z

Trzeba było wrócić do Cunco i znaleźć drogę nr S-61.

Melipeuco – Parque Nacional Conguillio – wulkan Llaima

Przejechaliśmy koło straszliwie wyrżniętego lasu, gdzie na stoku leżały setki powalonych drzew.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tym razem szybko odnaleźliśmy właściwą trasę i jechaliśmy w pełnym słońcu, rozkoszując się widokami. Po parunastu minutach, z daleka, po raz pierwszy ukazał nam się wulkan Llaima, który rósł w miarę zbliżania się do wioski Garcia.

159b

159c

159a

159d

Za nią podwieźliśmy około dziesięciu kilometrów jakiegoś Mapucza.

159e. Malipuenco

Przedstawienie wzajemne było krótkie i konkretne: „Buenos diasBuenos diasNecesita solo diez kilometros antes de MelipuecoPor favorDe donde eres?PolacosBueno” i to wszystko, z „Gracias” na końcu, przy wysiadaniu. Koło pierwszej po południu dotarliśmy do Melipeuco, gdzie zachwyciła nas aleja wysokich, rozzłoconych topoli.

159f.

Za miasteczkiem, odszukaliśmy po lewej wjazd na ripio R-925-S i wjechaliśmy w rozległą dolinę, która przywitała nas wielkim napisem „Strefa wulkanicznej erupcji”.

159g

Spojrzeliśmy na siebie i powiedzieliśmy jednocześnie „No to jazda!”.

Gdybyśmy pojechali dalej, prosto na wschód, natrafilibyśmy na trzy wspaniałe, dzikie parki: Reserva Nacional China Muerta, za nią jezioro de Icalama, dokładnie naprzeciw dwóch argentyńskich jezior – Alumine i Moquehue, gdzie byliśmy dwa tygodnie temu, potem po ripio wzdłuż krawędzi małego parku Lago Gualletue i obok rzeki Bio Bio do miejscowości Liucura, skąd wyasfaltowaną drogą 181 do wielkiego parku Reserva Nacional Alto Bio Bio, przylegającego do granicy argentyńskiej. Znów można było tylko zazgrzytać zębami, że nie mamy więcej czasu.

Mieliśmy wrażenie, że znów wjeżdżamy na lawowe pola Islandii, jak onegdaj w 2012 roku, z tą różnicą, że tam nie było tak rozległych lasów. Patagonia postanowiła nas oczarować ponownie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przede wszystkim rozsłonecznioną, ciepłą pogodą i widokami. Ziemia poodsłaniała wielobarwne warstwy piasków i popiołów z uprzednich wybuchów.

159j

Przy drodze tablice informujące nas o szlaku Circutio Araucania Andino i wjeździe na teren parku.

159i

159k

Park Conguillio ( w języku Mapucze – „woda z nasionami araukarii”) powstał w 1950 roku i w 1983 roku, wraz z rezerwatem narodowym Alto Bio Bio, został uznany za rezerwat biosfery UNESCO (Araucarias Biosphere Reserve). Jedną z największych atrakcji jest wulkan Llaima, pasmo Sierra Nevada i swoiste wysepki lasów pomiędzy wielkimi wylewami pól lawowych.

159l

Llaima ukształtowany w Czwartorzędzie jest skrzyżowaniem wulkanu z wulkaniczną tarczą, z tzw. bojlerem w głębi i stożkami na powierzchni oraz drugim kominem, generalnie o łagodnych stokach, wznoszącym się na wysokość ponad trzech tysięcy metrów(3 150 m). Miał wiele destrukcyjnych erupcji, które pozostawiły warstwy drobnego piachu przeplatanego wulkanicznymi popiołami, o miąższości 50 metrów. Unoszą się z niego często wyziewy siarkowe w formie dymiących, pionowych smug. Od 1852 roku zanotowano przeszło 37 erupcji, z których najgwałtowniejsze były w latach 1927 i 1957, co czyni Llaimę jednym z najbardziej aktywnych wulkanów w Chile. Ostatni wybuch miał miejsce w dzień Nowego Roku 2008, pociągając za sobą ewakuacje ludzi – pracowników parku i turystów.

W sektorze rzeki Truful Truful istnieją rozliczne łowiska pstrąga. Rzeka uchodzi do jeziora Conguillio, gdzie są kąpieliska i można używać wiosłowych łodzi (motorowe są zabronione). Lasy zawierają wiele gatunków drzew, głównie lenga, ñirres, araukarie, cyprysy kordylieryjskie, drzewa orzechowe, mytenusy (Maytenus boaria ) i bukany (Nothofagus dombeyi ). Araukarie mają często charakterystyczny kształt rozległego parasola na szczycie długiego pnia.

159m

Sceneria parku posłużyła do filmowania słynnego serialu BBC „Spacerując z dinozaurami”. Są tu także liczne jeziora i piesze szlaki pomiędzy nimi lub wokół nich.

159n

Z fauny występują pumy, jelonki pudu,

159n1

Z Internetu

rudawe lisy zwane culpeo,

159n2

Z Internetu

lis szary – chilla

159n3

Z Internetu

i dziki kot nazywany Kodkod lub güiña (Leopardus guigna).

159n4

Z Internetu

Jeziora i rzeki są pełne wodnego ptactwa, w lasach zalegają orły, kondory i dzikie gołębie. Najlepszym czasem na zwiedzanie parku są wiosna i lato. Zimą natomiast jest możliwość uprawiania sportów zimowych (opady śniegu sięgają trzech metrów), włącznie z zachodnim stokiem wulkanu Llaima, gdzie lokuje się centrum narciarskie Araukaria. Wstęp do parku, jak w wielu innych miejscach, jest zróżnicowany – dla Chilijczyków (dorośli 3 000 pesos; dzieci 1000) i obcokrajowców (odpowiednio 4 000 i 2 000).

Jechaliśmy wzdłuż wschodniej ściany wulkanu, koło smoliście błyszczących rumowisk i kęp roślinności wczepionej w wulkaniczną glebę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pojawiła się duża tablica z ostrzeżeniem, iż wjeżdżamy na własną odpowiedzialność, na przestrzeni około 11 kilometrów, w aktywną strefę wulkanu.

159r

Po parunastu minutach natknęliśmy się na turystyczny, ekologiczny ośrodek z tablicą reklamową przy drodze, chwalącą się wszelkimi wygodami i rozczulającym napisem w tym miejscu – Pizza rustica.

159s

159t

W trzy minuty później, gdy objeżdżaliśmy łukiem Lllaime, w niebo uniosła się pionowa struga białego dymu.

159u

Czuliśmy suchość w ustach, bo wokół Nissanka unosił się pył i mocno przygrzewało słońce.

159w

Prosta dotychczas droga zmieniła się w rozległą pętle, która wyprowadziła nas do Zielonego Jeziora (Laguna Verde), do jednej z jego odnóg.

159x

160

159z

Wysiedliśmy z auta i poszliśmy kawałek spacerem w kierunku jeziora.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wystarczyło obrócić się dookoła by zastygnąć w zachwycie nad porażającą kolorystyką i kształtami krajobrazu.

 

160a laguna Verde

160b

160c

160d

Droga zwęziła się i była coraz bardziej wyboista. Wjechaliśmy w las wielkich drzew lenga (buków), które rozorały korzeniami nawierzchnię.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wyszedłem z auta i prowadziłem powoli Seweryna przez wertepy, którymi jechał najwyżej pięć kilometrów na godzinę. Byliśmy na dość wysokim stoku i po lewej zauważyłem błyszczącą taflę wody. Małe jeziorko Arcoiris, nad które postanowiłem zejść, po stromym stoku, czepiając się gałęzi i wykrotów drzew.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na dole otworzył się fantastyczny widok, z powalającą wręcz barwą wody, pełnej zatopionych pni. Krajobraz i nastrój z bajki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z drugiej strony jeziorka niosły się głosy ludzi i odbijały echem od mego brzegu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ripio zaczęło skręcać wielkim łukiem na zachód i po prawej, za drzewami widoczne było pasmo Sierra Nevada,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

a gdzieś przed nim, głęboko w dole, rozciągało się wielkie jezioro Conguillio, do którego nie mieliśmy czasu dojechać. Powstało na skutek zablokowania naturalną tamą rzeki Trufultruful, po wielkim wylewie lawy z Llaimy.  Znów jechaliśmy pięć na godzinę po splątanych korzeniach, niemiłosiernie się kolebiąc, a drzewa wystrzeliwały wokół na parędziesiąt metrów w górę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Koło trzeciej wychynął wulkan i pokazał nam się tym razem od północnej strony.

160n

160m

Miałem wrażenie, że zaraz zza wysokich araukarii, lub kępy krzewów, wylezie jakiś dinozaur i zapewne w pierwszym odruchu bym się nie za bardzo zdziwił.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zamiast dinozaura pojawił się strażnik parku stojący koło przydrożnej budki ze szlabanem. Uiściliśmy opłatę i zapytaliśmy jak daleko do Curacautin, bowiem chcieliśmy zobaczyć mecz Chelsea z Atletico. Na szczęście strażnik podał nam zawyżony kilometraż i dobrnęliśmy do miasteczka szybciej niż się spodziewaliśmy.

Po minięciu szlabanu, po prawej pokazało się kolejne małe i urokliwe jeziorko – Captren. Poprosiłem Seweryna by się zatrzymał i poszedłem nad wodę. 

160p

Przenikliwy szczebiot kolibrów, powietrze drgające od gorąca. Rozległość oszałamiających widoków. Tablice informacyjne z planem spacerowych szlaków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Informacja o ptaku wodnym zwanym dźwięcznie pimpollo, przypominającym kanadyjskiego loona (nur lodowy), którego tak bardzo lubię z jego tajemniczym, modulowanym zawołaniem. W jeziorku nie wolno pływać ani żeglować, bo jest ptasim sanktuarium. Z drzew zwisają girlandy mchów,

160r

po lewej przepyszny parasol araukarii.

160s

Wokół olbrzymie drzewa. Jedno z nich, w głębi lasu, to potężny buk (lenga), który ma niemal dwa metry średnicy i zwą go Matką Araukarią.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Siedziałem nad wodą i miałem ochotę na dwie rzeczy – wykąpać się i nie ruszać się stąd. Obie niemożliwe do zrealizowania…

160u

Gdy wsiadłem na powrót do auta, ujrzałem na mojej części szyby osiadły, jesienny liść.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sterany, wystrzępiony, kończący swój żywot. I nagle uświadomiłem sobie, że przecież to ostatnie dwa dni w Patagonii. Że gdy przejadę ponad rzeką Bio Bio, koło jej ujścia w Concepcion, osiągnę granice krainy huemula i carpinterio macho, Mapuczów i innych szczepów gór, lasów i pampy. Zamilkłem, zapadłem się w siebie. Pojąłem, iż tylko nieco głębiej posmakowałem tę mityczną krainę. Rozmyślałem nad tym, czy gdybym dotarł tutaj wcześniej, w latach 80-tych powiedzmy, bo dziesięciolecia przedtem to było jak miotanie się w dusznej i jakże często nudnej klatce, pod tytułem PRL, z niemożnością wyfrunięcia; udało mi się tylko raz, w 1973 roku dotrzeć na miesiąc do Londynu, przeto jeślibym dotarł tu powiedzmy 30 lat temu, czy osiadłbym na dłużej. Może na stałe… Sterujemy swoim losem, powozimy swym życiem, ale są też i inne siły (o których nie śniło się filozofom….), które nas gdzieś rzucają, popychają, kierują. Mądry szaman Duke twierdzi, że wszystko ma swoje przyczyny i ukryte znaczenia.

Przez lata byłem zafascynowany latynoamerykańską literaturą i filmem. Udało mi się wspólnie z kolegami zorganizować międzynarodowe sympozjum na ten temat w warszawskim klubie „Riviera-Remont”, w 1975 roku. Czytałem Marqueza, Carpentiera, Borgesa czy Cortazara i śniłem na jawie. Poprzez książki i film, sztukę i szeroko pojętą kulturę wynosiłem się okresowo z dusznego PRL-u. Ładowałem akumulator odskakując od małej stabilizacji, prywatności, wallenrodyzmu, i rożnych innych -izmów. Wyjechać do Ameryki Południowej – to było przeżerające mnie marzenie. Nie – do – zrealizowania. Z różnych przyczyn, różnorakich powodów. W zamian pognało mnie do największego, luksusowego spacerniaka świata – Berlina Zachodniego, a potem do Kanady. Stąd już miałem niby bliżej. Niby, bo początki emigracji są mordęgą, mozolnym przedzieraniem się przez mentalność i zasady innego świata. Przez szereg klęsk które, o dziwo, wzmacniają. Uodparniają. I wreszcie możliwość się otworzyła. Szkoła z dwoma miesiącami wakacji, z dobrym uposażeniem. To co wtedy zrobiłem? Co roku wdzierałem się w Europę, kraj po kraju, by nadrobić to co straciłem w młodych latach. By poznać, posmakować, starać się pojąć. Tym bardziej w celu zrozumienia Ameryk zagarniętych, nieraz brutalnie zgwałconych, przez Europejczyków. I parę lat temu podjąłem decyzję – jadę. I teraz jestem tu drugi raz depcząc po swoich śladach, mocniej wciskając stopy i głębiej wydeptując szlak. Na kołach, tak, w tym pojeździe który daje niesamowitą niezależność i możności dotknięcia wielu miejsc. Tak aby znów coś zostało na później.

Wyjechaliśmy z lasu na otwartą przestrzeń. Znów się rozrzedziła i było jak na początku – pola lawy, kępy drzew, przedziwne struktury i kolory skał, smużące pasemka śniegu, masywność wulkanu pod błękitem nieba maźniętym pióropuszem chmur.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przeleciał nad nami orzeł,

160y

droga wprowadziła nas ponownie w leśne ostępy

160z

161

i za chwilę po raz ostatni ukazał się Lllaima.

161a

Curacautin – Lautaro – Temuco

W Curacautin szybko znaleźliśmy przytulne miejsce – pięknie wykończony w drewnie hotel Cordilleras del Sur z restauracją i barem.

161b

W środku było tylko dwóch gości – lokalesów. Obsługiwała nas sympatyczna kobieta. Na stół szybko wjechało jadło i europejskie piwo, Stella Artois. Na mecz spóźniliśmy się tylko 15 minut. Był zacięty, choć miejscami nieco monotonny. Po obiedzie wyruszyliśmy drogą S-11-R do Lautaro. W momencie mijania pomnika konia a la Hasior,

161c

Seweryn głośno zaanonsował fakt przekroczenia przez nas, na liczniku Nissanka, 10 tysięcy kilometrów. Doliczając uprzednie 3458 km Rolecikiem przez pampę, jak nic do Santiago zrobimy 15 tysięcy, albo i więcej.

Most nad znajomą rzeką Cautin, jeszcze tylko do Lautaro 56 a Temuco 86 kilometrów.

161d

Zaczął się pastelowy zachód słońca

161e

i za którymś zakrętem zobaczyliśmy z dala wulkan Lonquimay.

161f Lonquimay

Długi zjazd ku Piątce czyli znów Panamericana, skręt na południe

161g

i wjazd w bardziej płaski krajobraz.

161h

Mijamy ciężarówkę wyładowaną świeżo ściętymi pniami drzew, bo aż niósł się ich „trocinowy” zapach.

161i

Skręt z autostrady na Cajon, z którego wiedzie nas wprost do Temuco ulica Rudecindo Ortegi.

161j

Teraz zaczyna się popis chmur i zachodzącego słońca.

161k

Ziemia czernieje a niebo przeciwnie – wytapia pomarańcze, żółcie i ochry.

161l

Wieczorem późnym do kawiarni Kunstmana na kawę i ciastka. Po powrocie do hotelu przerzucanie zdjęć na komputer i zapasową pamięć. Wreszcie weszło mi to w nawyk. Wciąż żadnych wiadomości od rodziny.