Warning: Use of undefined constant DF_LISTA - assumed 'DF_LISTA' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /homepages/45/d789671203/htdocs/wp-content/themes/raiden-child/functions.php on line 49

20 kwietnia, 2014 – Villarica – Siete Lagos – Temuco

Pożegnanie

Zerwałem się wcześnie i od razu do okna. Odsłoniłem kotarę a tu Villarica dymi.

153s

153u

Wielkanoc pod dymiącym wulkanem… Tego jeszcze w moim życiu nie było. Za godzinę jeszcze większe kłęby białawego dymu. Widocznie jezioro lawy podeszło z wolna w górę. Na kamiennym nabrzeżu, nad wodą, siedziała samotna dziewczyna. Jej kruchość przy rozległości tafli jeziora i potęgi wulkanu w dali…

153t

Koło jedenastej spakowałem się, zrobiłem zdjęcie mego pokoju,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

gdzie spałem pod rozpiętą na ścianie skórą jakiegoś zwierza i poszedłem na spacer. Drugi pogodny i ciepły dzień. Wielkanocna niedziela. Zmartwychwstanie, symboliczne zwycięstwo nad śmiercią. Nadzieja dana by nie żyć w ciągłym przerażeniu. Nie całkiem sczeznę. Coś po mnie pozostanie, nie tylko geny w następnych pokoleniach. Cisza, spokój.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

154

Brodząca czapla biała,

153y

kaczka co chwila nurkująca w wodę,

154a

martwy krab na dnie.

154d

Na przeciwległym brzegu zastygłe koparki, bo niedawno zaczęto przebudowę bulwaru.

154b

Po lewej opary unoszące się nad jeziorem i mnóstwo wodnego ptactwa.

154c

Na wprost, mocno zarysowany na tle nieba, dymiący wulkan.

154e

Za mną nasz hotel,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

z różą wiatrów pozostałą po poprzednich właścicielach i sylwetką łódki na szczycie. Być może takiej jaką używano w Kilonii.

154g

Pożegnaliśmy Daniela, który szykował się na przyjęcie dużej grupy gości. Może ma rację – najpierw zdobyć markę dobrym jedzeniem, potem hotel odremontować. Przed wejściem do Nissanka ostatnie zdjęcie panoramy Villarici. Żal było odjeżdżać.

154h

Droga Siedmiu Jezior

Z Villarici wprost na południe drogą 95 do Lican Ray. Krótkie 25 kilometrów w objęciach jesieni. Brama powitalna, przemknięcie przez miasteczko i za nim skręt na południowy-wschód do miasta i uzdrowiska Coñaripe.

154i

Lican Ray w języku Mapudungun to Kamienny Kwiatek. Tak zwała się córka kacyka Carilefa, który mieszkał niedaleko jeziora Calafquen. Na nim jest jedenaście wysp. Lican Ray zakochała się w młodym hiszpańskim żeglarzu i oboje potajemnie uciekli przed gniewem ojca na jedną z wysp. Kończyło się lato, nadeszły chłodne dni i musieli rozpalić ogień. Dym zdradził ich miejsce pobytu i zostali zmuszeni do ucieczki na bardziej odległą wyspę. Co roku sytuacja się powtarzała. Wraz z nadejściem chłodnych dni rozpalali ogień, odkrywano ich miejsce pobytu i płynęli na inną wyspę. Aż pewnego dnia ich prześladowcy stracili trop i młodych nigdy więcej nie widziano.

Za Lican Ray, gdy jedziemy wzdłuż brzegu jeziora Calafquen, co pewien czas, z lewej, wyłania się dymiąca Villarica.

154j

154k

Mijamy sporo ośrodków, do wspinania się i przechodzenia pomiędzy koronami drzew, tzw. małpi gaj. Co pewien czas tablice ze znakami ewakuacyjnymi.

154l

Za miastem, przy małej osadzie, młody jastrząb buszuje w metalowym koszu na słupie.

154m

154n

Droga wije się wzdłuż jeziora, obramowana jesienną kolorystyką, głównie za sprawą pożółconych topli. Nad nią wzgórza porośnięte gęstym lasem mieszanym, w kolorach przykurzonej zieleni, brązach i czerwieniach. Czasem połacie zielonych łąk.

Dojechaliśmy do wschodniego krańca jeziora i zajechaliśmy na parking na wysokim wzgórzu, ponad wodą. Tablica ze zgrafizowanym zdjęciem satelitarnym i podpisem – Sieć Międzyjeziorna, Pętla Siedmiu Jezior. Mają Argentyńczycy, to i mają także Chilijczycy.

154o

Chilijska Siódemka niemal w całości położona jest w powiecie Pangipulli, który od lat promuje turystykę. Dodatkowo sporo rzek, cztery wielkie wulkany: Lanin, Villarica, Quetrupillan i Mocho Choshuenco, liczne termy. Na południe od jeziora Villarica zaczyna się jeziorna, polodowcowa siódemka: duże Calafquen i zaraz koło niego, wyglądające jak mała odnoga, jeziorko Pullinque. Nieco poniżej, na wschód od Calafquen, małe Pellaifa. Pod nim drugie duże – Panguipulli, z leżącym parę kilometrów od niego na wschodzie, małym Neltume. I najdalej na południu typowe dwa jeziora rynnowe: Rinihue i Pirihuecio. Raj dla żeglarzy i wędkarzy.

154o1

Z Internetu

Obie krainy, w Argentynie i Chile, czarujące, świetnie zagospodarowane.

154p Calafaquen

Widoki zachwycające. Można siedzieć godzinami i chłonąć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

154r

154s

Dosłownie czuje się to fizycznie, jakiś szerszy oddech, oddalenie od codzienności.

154t

Chęć zatopienia się w krajobrazie, rozsmakowania go do cna.

154u

Przejechaliśmy granice regionu Araucania i znaleźliśmy się w kolejnym – Los Rios. Tu droga zmienia numer na 243 i jedziemy nią dalej na południe, do Coñaripe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W 1964 roku spływający z Villarici lahar zniszczył pierwotne siedlisko miasta. Obecna zabudowa powstała po 1965 roku. Coñaripe ma trzykilometrową plażę, pokrytą ciemnym, powulkanicznym piaskiem. W wielu miejscach nie ma dostępu do jeziora, są ogrodzone tereny prywatne. W latach 70-tych czytałem książkę, bodajże francuskiego autora, który wieszczył, iż jednym z przyszłych konfliktów społecznych będzie walka o dostęp do rekreacji nad wodą – jezior i rzek. Rzeczywiście zjawisko odgradzania od wody postępuje we wszystkich krajach. Trzydzieści lat temu wystarczyło wyjechać niepełne sto kilometrów za Toronto by znaleźć wolne jezioro. Dziś poszukiwanie wolnego dostępu do wody, nie publicznych, zatłoczonych plaż, wydłużyło się do 300 i więcej kilometrów.

Objechaliśmy południowy brzeg jeziora Calafaquen docierając do małego jeziora Pullinque (czasem na mapach Pullingue).

154z

Minęliśmy całkowicie drewniany przystanek autobusowy (parada)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i przy małej rzeczce napatoczył się znów zimorodek siedzący na drucie, tym razem ze sporą rybą w dziobie. Po chwili podrzucił rybę w powietrze, błyskawicznie połknął i zastygł.

155a

155b

Koło wpół do drugiej natknęliśmy się na zaporę Pullinque.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W latach 50-tych stworzono plan budowy zapory koło Coñaripe, której rezerwuar zalałaby miasteczko 14-metrową warstwą wody. Po wielkim trzęsieniu ziemi w Valdivii, w 1960 roku, zmieniono plany i wybudowano, w dwa lata później, małą elektrownię u wylotu kanału Bocatoma, prowadzącego od zachodniego czubka sztucznego jeziora Pullinque. Elektrownia produkuje 48.6 megawatów elektryczności.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W październiku 2003 roku około 40 Mapuczów okupowało jej teren żądając odszkodowania za ich zagrabioną ziemię. Ponieważ akcja, która dalej się toczy, jest bardzo charakterystyczna, chciałbym poświęcić jej parę zdań.

Elektrownia była zbudowana przez chilijską firmę ENDESA, a potem przeszła w ręce włoskiej, wielonarodowej korporacji ENEL – Ekologiczna Energia (Enel Green Power), która powstała w roku 2008 i ma swą siedzibę w Rzymie. Korporacja operuje w ponad 20 krajach Europy, Afryki i obu Ameryk. Jej główne technologie oparte są o energię wiatru i słońca, geotermalną, hydroelektrownie i wykorzystanie tzw. biomasy. W południowej i Centralnej Ameryce ma 34 hydroelektrownie. Poza Chile, w Meksyku, Kostaryce, Gwatemali, Nikaragui, Panamie i Brazylii.

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się w porządku, ba, zgodne z ekologią i ochroną środowiska. Ale to co się dzieje wokół sztucznie utworzonego jeziora w Chile nie jest wyjątkiem. Obecnie toczą się trzy sprawy przed sądem stanowym Oklahomy (USA) przeciwko ENEL, dotyczące nielegalnego wydobywania minerałów na potrzeby elektrowni oraz zbudowania systemu turbin wiatrowych na terytorium Indian Osagów, którzy posiadają wyłączność na surowce naturalne na ich terenie i to od 1871 roku. Trzecia sprawa dotyczy częściowego wysuszenia jednej z rzek z powodu budowy nowej zapory.

W przypadku Mapuczów i hydroelektrowni Pallinque źródłem sporu są odszkodowania i kompensacje, bowiem nie dość, że Mapuczowie bezpowrotnie utracili 740 akrów swej ziemi, dla rolnictwa i wypasu bydła, na rzecz sztucznego zbiornika, to dodatkowo co roku występują powodzie i obszar jeziora ulega zwiększeniu. Przeszło 60 rodzin wystąpiło o odszkodowania i społeczności Mapuczów domagają się go od rządu chilijskiego i od ENEL, oraz dodatkowo od ENEL procentowego udziału w ich zyskach.

Mając do dyspozycji tylko małą mapę z przewodnika patagońskiego, nie mogłem się zorientować, która z dróg będzie lepsza, przede wszystkim umożliwiająca odnalezienie interesujących miejsc wśród jezior. A dysponując taką mapą i nieco ograniczonym czasem, bo mieliśmy dziś dojechać do głównego miasta Temuco, zawsze się coś straci. I tak też się stało, ale o tym później.

Zmieniłem pierwotny plan jazdy wzdłuż brzegu następnego jeziora – Panguipulli. Postanowiłem zawrócić do Coñaripe, pojechać na południe i dobić do wioski Chohseunco od wschodniej strony. Następnie objechać południowym brzegiem jezioro Riñihue, skierować się do miasta Panguipulli i stamtąd na północny-zachód wprost do autostrady, czyli Panamericany.

155e

Mapka z Internetu

Szybko wróciliśmy tą samą drogą, następnie skręt na południowy wschód koło jeziora Pellaifa, dalej na południe drogą 29,

155f

mijając po prawej jezioro Neltume dotarliśmy do głównej drogi tej okolicy o numerze 203. Po drodze natrafiliśmy na drzewa o zdumiewającym kształcie gigantycznych parasoli.

155g

155i

W innym miejscu pod drzewem leżały kosmate kasztany.

155h

Skręciliśmy na zachód, by przez most na rzece Llanquihue, wjechać na drogę 47 prowadząca wprost do Chohseunco.

155j

Gdybyśmy pojechali 203 na wschód dotarlibyśmy do rezerwatu Huilo-Huilo, a tam…

Rezerwat, obejmujący obszar 60 tysięcy hektarów, zawiera stary, wiecznozielony las typu Valdivijskiego, poprzecinany licznymi strumieniami i rzekami, z gorącymi źródłami, bo sporą część powierzchni zajmuje rozległy, uśpiony stratowulkan Mocho – Choshuenco, przykryty lodowcem. Są to w zasadzie dwa wulkany – Mocho, którego wschodnie stoki należą częściowo do rezerwatu Huilo-Huilo i Choshuenco, który w całości przynależy do innego, wielkiego rezerwatu narodowego Mocho -Choshuenco.

155k

Schemat z Internetu

Ów wulkan widzieliśmy już z daleka gdy przejeżdżaliśmy koło jeziora Neltume.

155k1

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Północne stoki wulkanów są otoczone w dole łukiem jezior i rzek, z których jedna – Fui, ma tak wysoką przepuszczalność gruntową, że czasami kompletnie wysycha. W rezultacie pod wulkanem spoczywa gigantyczna warstwa wodonośna.

W rezerwacie Huilo-Huilo są dwa unikalne hotele. Jeden o nazwie Bao Bab, niejako imituje kształt owego afrykańskiego drzewa.

155m baobab hotel rezerwat huilo huilo

Całość, włącznie z meblami, jest drewniana. Drugi – Magiczny Hotel, zbudowany jest z kamienia i drewna, a z jego szczytu spada mały wodospad.

155m1 magic mountain hotel

Z Internetu

Istnieje wideo, nie za dobrej jakości, lecz dające jakieś pojęcie o uroku tego miejsca {magicmountianvideo.wmv (3.4 MB)}

Niestety tam nie dotarliśmy, chociaż nie byłoby mowy o noclegu – oba są bardzo drogie. W tym rejonie zapanowała moda na tego rodzaju budowle, na przykład w okolicach Pucon.

155m2

155m3

2 zdjęcia z Internetu

Po drugiej dojechaliśmy do Choshuenco widząc przedtem z innej strony nieco wyższy wulkan Mocho (2422 m n.p.m.).

155n

155o

Poszedłem na krótki spacer nad jezioro Panguipulli, zostawiając Seweryna w aucie przed restauracją, gdzie zamierzaliśmy zjeść solidny obiad.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zauważyłem, iż jedno ze wzniesień było pozostałością po wulkanie, tzw. wulkaniczną szyją, czyli opierający się erozji twardy trzpień starego krateru.

155q

Po trawniku przechadzały się ibisy.

155r

W pięknie urządzonej restauracji Rucapillan (polecam – www.rucapillan.cl),

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

połączonej z hotelem, cabañami i usługami turystycznymi,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

spałaszowałem pieczeń z dzika w jarzynach (była rewelacyjna!!), którą okrasiłem dwoma kieliszkami wódki pisco.

Okolica jest tak piękna, że zachciałem ponownie wyjść na zewnątrz, tym bardziej, że po godzinnym posiedzeniu i obfitym jedzeniu, potrzebowałem nieco ruchu. Przy schodach napotkałem jakiegoś Chilijczyka z którym szybko przeszliśmy na angielski. Okazał się pilotem samolotów pasażerskich mieszkającym w stolicy, Santiago. Akurat kończył mu się urlop. Wypytywał mnie, jak widzę jego kraj i ludzi. Opowiadałem mu z nieukrywanym entuzjazmem o wszystkich pięknych miejscach w Chile i o spotkaniach z miłymi i uczynnymi ludźmi. Przejechałem się tylko po bankach, w czym się ze mną zgodził, a nawet był zaskoczony, że obcokrajowcy mają takie trudności z wyciągnięciem pieniędzy. Powiedział mi, że absolutnie nie możemy jechać dalej wzdłuż jeziora Riñihue, bo nie ma przejezdnej drogi i nawet najlepsze auta terenowe sobie nie poradzą. Na dobitkę, rok temu zerwało prowizoryczny most nad którąś z rzek, droga jest zalana i dopiero po paru kilometrach można natrafić na drogę idącą od drugiej, zachodniej strony, od miejscowości Los Lagos. Pożegnaliśmy się i poszedłem znów nad jezioro, gdzie zanurzyłem się w bajkowy wręcz krajobraz.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

155x

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

155z

Kiedy wróciłem do restauracji, gdzie Seweryn ściubał swoje notatki z podróży, na stole, przy moim miejscu, stał kieliszek pisco i maleńka salaterka z orzeszkami. Zdziwiony zapytałem Seweryna skąd to się wzięło a on oznajmił, że paręnaście minut temu pisco przyniósł kelner. Znalazłem kelnera i tłumaczyłem mu, że niczego już nie zamawiałem. „Señor – odrzekł – to prezent od tego człowieka z którym pan niedawno rozmawiał. Prosił aby pana serdecznie pozdrowić”.

Choshuenco – Temuco

Powróciliśmy na 203, pojechaliśmy wzdłuż jeziora Pangiupulli. Za rzeką Niltre

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

natrafiliśmy na kolejny przystanek, małe architektoniczne dzieło. Widać, że mieszkańcy tej krainy starają się wszystko utrzymać w założonym stylu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Potem, gdy zatrzymaliśmy się koło małej zatoczki jeziora, aby rozprostować kości, jakby na pożegnanie ukazało się z kolei dzieło natury.

156b

Skręciliśmy na zachód przemykając koło miasta Pangiupulli. Za nim, dalej na północny zachód drogą 203. Przed miejscowością Lanco, gdzie droga się kończy, wpadliśmy na dojazd do Panamericany.

156c

Zaczęły się sielskie krajobrazy upstrzone dużymi stadami krów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przejechaliśmy przez miasto Pitrufquen, gdzie znów zauważyliśmy jedną z dzielnic charakterystycznie zabudowaną ciasno stojącymi w rzędach domkami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z kolei przy miasteczku Freire, gdzie od prawej doskakuje droga 199 prowadząca do Villarici, drewniana brama z napisem „Dla Ciebie”. Zastanawialiśmy się, czy to dla zwrócenia uwagi na niezwykle gęsto nastawiane znaki drogowe, wspomożone słoneczną baterią.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przed szóstą ukazała się pierwsza tablica z nazwą Santiago. Przypomnieliśmy sobie jak trzy lata temu wjeżdżaliśmy do stolicy od północy, po peregrynacjach na pustyni Atacama.

156g

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przy zjeździe Longitudinal Sur, prowadzącym z Panamericany do Temuco, stał jakiś człowiek i wymachiwał dużym bukietem czerwonych kwiatów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Widzieliśmy takich ludzi uprzednio w paru miejscach i nie mieliśmy pojęcia czemu to służy. Czy powitanie, może zachęta do zatrzymania się w danym miejscu, reklama hotelu lub cabañi?  A może restauracji… W 2011 roku dojechaliśmy do małej miejscowości nadpacyficznej, gdzie wzdłuż głównej ulicy były liczne restauracje. Na zewnątrz, przed każdą z nich, stały dziewczyny i na zachęte wymachiwały tabliczkami z nazwami lokali, czasem głównej potrawy. Jechaliśmy w szpalerze dziewczyn i salutowaliśmy im, jakbyśmy byli uczestnikami specjalnej defilady.

Wjazd do Temuco, dużego miasta z ruchliwymi ulicami, z naprzemiennym ruchem jednokierunkowym, wprowadził nas w niemałą konfuzję.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Był to labirynt w którym poruszaliśmy się niemal po omacku, dysponując jeno małą mapką z patagońskiego przewodnika. Lecz owa konfuzja niespodziewanie doprowadziła nas, całkowitym przypadkiem, do unikalnego miejsca – wielkiego wzgórza pokrytego lasem i stanowiącego rodzaj parku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wjazd był niesamowity, bo wjeżdżaliśmy pod nadzwyczaj strome stoki, w gęstwinie drzew tworzących niekiedy istne tunele. U góry łąki i otwarta przestrzeń z jakimiś budowlami. Zaparkowaliśmy Nissanka i poszliśmy na spacer. Ze wzgórza był wspaniały widok na leżące w dole miasto z wolna rozjarzające się światłami, bo już opadł na nas gęsty mrok.

156l

Wzgórze Ñielol (Cerro Ñielol) należy do Doliny Środkowochilijskiej i jest jednym z głównych centrów turystycznych Temuco, miejscem ważnych uroczystości oraz jego najwyższym punktem – 335 metrów wysokości. Dolina, zwana także Centralną lub Południkową, jest depresją obramowaną serią uskoków ulokowanych pomiędzy Górami Nadbrzeżnymi a Andami. Rozciąga się już na północ od Santiago, przez stolicę przechodzi systemami dolin, dochodząc do regionu Bio-Bio na południu.

Wzgórze powstało na skutek obfitego wylewu wulkanicznego i wraz z przyległościami obejmuje 89 akrów terenu. Stanowi swoistą wyspę unikalnych drzew i jest jednym z ostatnich, dziewiczych lasów południowych dolin centralnego Chile. Jest tu wiele okazów flory i fauny Valdivijskiego lasu. Zdecydowanie przeważają lasy liściaste, powszechnie nazywane formacją La Araucania. Zawierają wspaniałe buki z gatunku Nothofagus obliqua,

156m Buki w temuco Roble_(Nothofagus_obliqua)

Z Internetu

dęby, drzewa laurowe i cynamonowe, leszczynę, drobno płożące krzewy i między nimi czerwony kwiat narodowy Chile – copihue (Lapageria rosea).

156m1 Lapageria_rosea

Z Internetu

Z okazów fauny występują sępy, sokoły, odmiana caracary, drozdy, strzyżyki, lisy, króliki i zające oraz niezwykle rzadki i będący pod ścisłą ochroną, najmniejszy torbacz świata, zwany małą małpką górską (Monito del Monte – Dromiciops gliroides).

156n temuco Monito_del_Monte

Z Internetu

Klimat wzgórza charakteryzuje się ciepłym i suchym latem z krótkim okresem suszy. W pozostałych miesiącach jest 80% wilgotności z umiarkowanymi deszczami i pewnym spadkiem temperatury.

Syn włoskich emigrantów, Luis Picasso Vallebuona, będąc radnym w Temuco od 1947 do 1950 roku, założył Stowarzyszenie Przyjaciół Drzew, które zakupiło wzgórze aby ocalić las przed wyrębem i poddać go ścisłej ochronie. Vallebuona, który przez 43 lata był aktywnym działaczem w Temuco, doprowadził do stworzenia na wzgórzu parku i specjalnych ogrodów. Całość nazwano Narodowym Parkiem Turystycznym Cerro Ñielol. Zmarł w 1955 roku i w 50 lat później nazwano jego imieniem jedną z ulic, niedaleko wzgórza. W 1987 roku, specjalnym dekretem Ministerstwa Dóbr Narodowych, wzgórze oficjalnie zaklasyfikowano jako Narodowy Park Natury. Na szczycie powstała restauracja i Południowo-Andyjskie Obserwatorium Wulkanologiczne, z racji dobrego punktu obserwacyjnego na pobliskie wulkany, w tym na niedaleki i szczególnie aktywny, Llaima. Każdy gatunek drzew ma dziś odpowiednią tabliczkę z nazwą i opisem.

Całość jest pod opieką Narodowego Związku Leśnego (CONAF). Od roku 2014 włączono wzgórze do Szlaku Śladami Dziedzictwa Pablo Nerudy. Z głównej ulicy Arturo Pratt prowadzi tylko jeden wjazd na wzgórze. Ruch samochodowy i pieszy jest ograniczony do pewnych godzin; od roku 2011, lekkoatleci i innego rodzaju sportowcy, mają wolny wstęp pomiędzy 8 a 10 rano.

Wzgórze jest miejscem historycznym. Tutaj, w lutym 1881 roku, podczas Okupacji Araucanii wybudowano fort i założono militarne obozowisko Recabarren. Według legendy, na wzgórzu, ponoć pod jednym z drzew zwanym La Patagua, podpisano w 1881 roku układ pokojowy pomiędzy Mapuczami a Chilijczykami, przy czym Indianie scedowali wzgórze, wraz z obszarem dookoła, na rzecz Chile. Dzięki temu mogło później powstać miasto Temuco. Historycy nie są zgodni co do faktów. Według jednych mała armia Mapuczów oblegała wzgórze i doszło do porozumienia. Według innych porozumienie zawarto poza wzgórzem. Ale do dzisiaj, obie strony – Mapuczowie i przedstawiciele administracji lokalnej – traktują owo miejsce jako ważną pamiątkę historyczną. W listopadzie 1946 roku Mapuczowie postawili tam cztery drewniane monumenty, antropomorficzne, drewniane totemy zwane chemamull.

156o temuco chamemules

Z Internetu

Każdego roku, 24 czerwca, który jest początkiem nowego roku Mapuczów (We Xripantu) odbywają się w tutaj modły i ma miejsce specjalna ceremonia. Administracja miasta umieściła tabliczkę upamiętniającą porozumienie i przyrzeczenie wodzów indiańskich, iż odtąd nastąpi pokojowa koegzystencja i Mapuczowie staną się dobrymi obywatelami Chile.

Zjechaliśmy na dół szukając hotelu, który wcześniej znalazłem w przewodniku patagońskim. Był nawet niedaleko wzgórza, lecz zamknięty na głucho. Przewodnik mój jest z roku 2009. Poszukałem w nim następnego noclegu – to samo. Głucho, ciemno, nie ma nikogo. Zmienność naszego świata jest porażająca. Coraz mniej punktów odniesienia i zaczepienia. Dawniej, gdy mieszkałem w Sopocie, po 25 latach wciąż wiedziałem gdzie są znane mi miejsca. To nie była stagnacja, to był rytm zmian w wymiarze ludzkim. Dziś gwałtowne przyspieszenie, a nowe często w złym stylu. Wrażenie, że grunt osuwa się spod nóg.

Podenerwowany postanowiłem pojechać na nosa i na głównej ulicy Pratt wpadł mi w oko Bayern Hotel – 80 dolarów US ze śniadaniem. Wyszliśmy z niego na krótki spacer. Całkiem ciepło, plus osiemnaście. Lekka kolacja i zakup Casillero del Diablo, carmenere, bowiem chciałem nieco rozchmurzyć Seweryna, dalej przeżywającego niewydolność komputera i niewysłanie życzeń. Postanowiłem, że jutro nigdzie nie jedziemy, spędzamy dzień w mieście, co bardzo Seweryna ucieszyło, bo mimo informacji, że znajdzie być może nową ładowarkę tylko w Santiago, uparcie chciał próbować w Temuco.

By go jakoś rozbawić puściłem w komputerze świetny film Kusturicy „Biały kotek, czarny kotek”. Seweryn przespał niemal pół filmu i potem twierdził, że był bardzo dobry. I tak to już z Sewerynkiem jest. Z tego wiecznego niedospania jego niektóre opowieści, gdzie wątki się plączą, faktografia wykrzywia a miejsca mają całkiem inne nazwy, przypominają ser szwajcarski z wielkimi dziurami.