Warning: Use of undefined constant DF_LISTA - assumed 'DF_LISTA' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /homepages/45/d789671203/htdocs/wp-content/themes/raiden-child/functions.php on line 49

19 marca, 2014 – Hipolito Yrigoyen (Lago Posadas) – Cueva de las Manos

Nie wiem dlaczego szukałem w Internecie noclegu pod nazwą Las Posadas lub Lagos Posadas. Być może działałem w pośpiechu i – jak się okazało – pomyłkowo zamówilem nocleg o paręset kilometrów dalej na północ. Totalna konfuzja. Nie pomógł mail z prośbą o anulowanie rezerwacji, musiałem zapłacić umowną karę. Co nagle to po diable. Lecz przypadkiem natrafiłem na anioła, ale o tym będzie później.

Dom ciekawie i ze smakiem urządzony.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Znalazłem na jednej ze ścian szkic domu,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

bo gospodarz, señor Richard, jest architektem, a jego żona z pochodzenia Czeszką. Mają czwórkę dzieci – córkę i trzech synów. Dzieci się osiedliły w Ushuaia, El Calafate i dwójka w Buenos Aires. Pan Horacio dom zaprojektował i zbudował przy pomocy synów. I artystycznie uszykował wszystko w środku. Jest przestrzeń i zarazem w wielu miejscach przytulność.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ładnie kompozycyjnie rozwiązane schody

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i ściany

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

plus dodatkowe ozdoby.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Proste, nawiązujące do charakteru skalistej okolicy, spękanej, potrzaskanej przez półpustynną erozję. Niedaleko wydajnego i świetnie trzymającego ciepło żeliwnego pieca, który napotkaliśmy już poprzednio w paru miejscach, z portretu wiszącego na drewnianej ścianie działowej, dodatkowe ciepło wydzielał uśmiech papieża Franciszka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gospodarz domu osobiście nam serwował śniadanie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rano odkryłem, że zniknęła także ikonka do pisania tekstów – tzw. Open Office. Seweryn posłał szybko maila do nieocenionego Bartka i za parę godzin miałem sprawę rozwiązaną. Mogłem ruszyć z kopyta do uzupełnień i zapisów bloga. W Internecie wiadomość, że super kreatura, Żirinowski, proponuje Polsce rozbiór Ukrainy.

Uporządkowanie komputera i uzupełnianie notatek trwało dość długo.Zanim wygrzebaliśmy się było już po dwunastej. Stacja benzynowa, w tym miasteczku liczącym 297 osób, była zamknięta. Małe miasteczka mają to do siebie, że podąża się zawsze od jednego człowieka do drugiego, bo wszyscy się tam znają. Już druga osoba oznajmiła mi, że mam czekać pod stacją, a ona zadzwoni po właściciela. Za parę minut pojawiła się kobieta, żona właściciela, bo on nie mógł nas obsłużyć. Miał rękę na temblaku, po wypadku z piłą czy siekierą. Teraz ratowały nas argentyńskie pesos, które odnalazł, w głębinach swego portfela, Seweryn.

Hipolito Yrigoyen

Miasteczko Yrigoyen zaczęło się, jako osada, w latach 20-tych XX wieku. Najpierw wielkie rancza z owcami i domami zwanymi posadas (w j. hiszpańskim – kwatera). Lokalizacja bardzo dobra, parę kilometrów od granicy z Chile, w dolinie, którą biegł główny szlak wędrówki ludzi i towarów. Zwano to miejsce Lago Posadas, bowiem leży blisko sporego i pięknego jeziora – turkusowa barwa, skalna brama wystająca z wody, bliskie wzgórza i dalekie obramowanie ośnieżonymi Andami – które oddzielone jest wąskim pasmem lądu od drugiego, większego jeziora, Cochrane/Pueyrredon.

Jak zazwyczaj, jedno jezioro, z przebiegającą przezeń granicą Argentyna-Chile, nosi osobne nazwy; po stronie argentyńskiej Pueyrredon. Obszar tych jezior jest najniższą postglacjalną depresją południowej Patagonii, zasilaną z lodowca licznymi strumieniami, uchodzącymi do dwóch głównych rzek – Furioso i Tarde. Wczoraj w nocy jechaliśmy wzdłuż krętej Tarde. Jezioro Posadas ma kształt trójkąta. Po północnej stronie z klifami, wąwozami i wulkanicznymi tufami, bez roślinności, po południowej natomiast pozostałości po napływach lodowca z obszarami gęstych krzaków i karłowatych drzew. Na ostatniej stronie – wschodniej zaczyna się otwarty step z kępami krzaków i porośli. Brzegi jeziora są przeważnie skaliste. Jego wody, zabarwione zawiesiną cząsteczek z lodowca, mają niepowtarzalne kolory, od seledynu do głębokiego turkusu. Jezioro obfituje w pstrąga i łososia, i wędkowanie, obok wędrowania i kajakowania, jest główną atrakcją turystyczną Hipolito.

W 1959 roku nadano miasteczku nazwę Hipolito Yrigoyen, upamiętniającą byłego prezydenta Argentyny, w którego życiu i działalności odbija się, można zaryzykować twierdzenie, typowa historia Argentyny i krajów latynoskich.

Juan Hipolito del Sagrado Corazon de Jesus Yrigoyen Alem był prezydentem dwukrotnie (1916-22 i 1928-30). Nazywany “ojcem biednych”, dbał o wzrost zamożności wśród robotników, wprowadzając socjalne reformy, m.in. regulację czasu pracy, poprawę warunków pracy w fabrykach i powszechny system edukacji. Jego karierę polityczną poprzedziła praca nauczyciela, był założycielem Radykalnego Związku Obywatelskiego. Zwano go powszechnie el peludo (włochaty pancernik) z racji jego introwertycznego charakteru i awersji do pokazywania się publicznie. Za przymiotnikiem radykalny szły czyny – Związek dwukrotnie próbwał wystąpić zbrojnie, w 1893 i 1905 roku. Później Yrigoyen przeszedł do polityki nie używania przemocy, preferując bojkot wyborczy aż do roku 1912, kiedy prezydent Pena został zmuszony do wprowadzenia specjalnego prawa, ustanawiającego, tylko dla mężczyzn, powszechne, tajne prawo wyborcze.

Gdy Yrigoyen został po raz pierwszy prezydentem, wchodził w liczne konflikty z esablishmentem, stosując interwencję na szczeblu federalnym, np. wprowadzając stan wyjątkowy w poszczególnych prowincjach, odwołując gubernatorów i przeciwstawiając się wielkim właścicielom ziemskim. Miał poparcie średniej klasy i robotników, tym bardziej, że doprowadził do ekonomicznego rozwoju Argentyny. W I wojnie światowej ogłosił neutralność, co umożliwiło eksport argentyńskich zbóż i wołowiny. Preferował także niezależność energetyczną kraju, ustanawiając pierwsze argentyńskie przedsiębiorstwo naftowe YPF, popierał politykę subsydiów i pożyczek bankowych dla drobnych farmerów. Pomiędzy latami 1917-1920 wzrost ekonomiczny wyniósł 40% i w tym czasie Argentyna była nazywana spichlerzem świata. Ale zwiększyła się także biurokracja i wydatki na cele publiczne, a po kryzysie z 1919 wzrosła inflacja. Ambiwalentna rola Yrigoyena w stłumieniu strajku robotników rolnych i to przez jego znajomego, pułkownika Varelę, który jest głównym odpowiedzialnym za “Patagońską tragedię”, jest raczej wstydliwie przemilczana.

Ponieważ konstytucja argentyńska zabraniała kolejnej kadencji, Yrigoyen mógł ubiegać się o urząd raz jeszcze dopiero w roku 1928 i został wybrany zdecydowaną większością głosów. Podczas wizyty dobrej woli prezydenta USA Hoover’a, argentyńscy anarchiści szykowali na niego zamach. Niedoszły zamachowiec został aresztowany, a Yrigoyen do końca towarzyszył Hoover’owi, by tym sposobem zapobiec dalszym próbom zamachów. Współpracownicy leciwego już Yrigoyena (miał 76 lat) ukrywali przed nim rzeczywiste wydarzenia cenzurując wiadomości, przede wszystkim te, które dotyczyły skutków Wielkiej Depresji po roku 1929. W tymże roku prezydent uniknął zamachu na swoje życie. Elementy konserwatywne i faszystowskie armii argentyńskiej, przy poparciu amerykańskiej kompanii Standard Oil, otwarcie spiskowały przeciw prezydentowi i we wrześniu 1930 roku obalił go przewrót wojskowy generała Uriburu. Był to pierwszy w Argentynie, od czasów uchwalenia jej konstytucji, przewrót wojskowy. Yrigoyen przebywał w areszcie domowym i parokrotnie osadzano go w więzieniu na wyspie Martin Garcia. Zmarł w Buenos Aires w roku 1933.

Cueva de las Manos

Mimo dość późnej pory postanowiliśmy dojechać do słynnej Pieczary Rąk (Cueva de las Manos). Poprzez bramę wjazdową

10

i długą aleję wysokich drzew, wyjechaliśmy na sypkie drogi.

11

Za pierwszym zakrętem zauważyłem orła i już wiedziałem, że dzień będzie udany.

12

Po minięciu Bajo Caracoles, przejechaliśmy kawałek asfaltem przez rutę 40 i potem znów byliśmy na bezdrożach. Zaczęły się kolorowe, poszarpane erozją wzgórza.

13

Dość wąską i krętą drogą zagłębiliśmy się w obszerną dolinę (zdjęcie zmontowane z dwóch osobnych)

14

Przejechaliśmy dnem doliny koło wielkich sfałdowań skał

15

i w oddali zauważyliśmy wielki kłąb kurzu nad drogą.

16

Okazało się, iż jest to ciągnik z lemieszem, który odgarniał drogę i na nowo ją usypywał.

17

Za wzgórzem wjechaliśmy na rozległy step.

18

Po 40 minutach minutach zobaczyłem wyrastającą z płaskowyżu wielką mesę

19

i byłem przekonany, iż tam właśnie jest pieczara las Manos. Jednakże droga prowadziła dalej od wzgórza

20

i dopiero po parudziesięciu kilometrach przejazdu przez wyżynę, wyłonił się kanion rzeki Pinturas.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W dole widniały przytulone do stoku budynki mieszczące muzeum i pomieszczenia dla personelu, który zamieszkiwał tu okresowo (zmiany co dwa tygodnie), przyjmując odwiedzających.

21a

Gdy zajechaliśmy na parking, zobaczyliśmy z niego kręte ściany kanionu z wijącą się zadrzewioną rzeką.

22

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

24

Kiedy chmury zasłaniały słońce, ściany kanionu ciemniały, nabierając nieco posępnego wyglądu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Źródło rzeki Pinturas leży na płaskowyżu jeziora Buenos Aires. Pinturas uchodzi do innej rzeki – Deseado, ta z kolei do Atlantyku. Ściany kanionu i samotne formacje skalne są pozostałością po intensywnym wulkanizmie, który 150 milionów lat temu, zapoczątkował rozdzielanie kontynentów Ameryki Południowej i Afryki. Ten typ skał zajmuje w prowincji Santa Cruz około 35 tysięcy km² i nazywany jest Formacją Bahia Laura. Dwa miliony lat temu ogromne wylewy bazaltu utworzyły rozległe równiny. Ruchy sejsmiczne doprowadziły do wielkiego i długiego rozpęknięcia skał, biegnącego z płn-zachodu na płd-wschód. Potem 1.7 miliona lat temu owo pękniecie służyło, w okresie zlodowacenia, jako kanał odpływowy dla jezior polodowcowych: Posadas i Pueyrredon. Dzisiaj odpływ dotyczy jedynie jeziora Buenos Aires. Rzeka utworzyła i systematycznie pogłębiała kanion, na co nałożyły się współczesne procesy erozji, jak obsuwy stoków i rozpad bloków skalnych.

Dziesięć tysięcy lat temu, kanion zaczął służyć jako ważny szlak wędrówek zbieraczy-myśliwych patagońskich stepów.

26

Był także ochroną przed dokuczliwymi, ostrymi wiatrami hulającymi po płaskowyżu i przed opadami śniegu. Pieczary na zboczach dawały schronienie, a główna z nich, zasiedlona była dziewięć tysięcy lat temu. Rzeka dostarczała wodę, drzewa nad nią rosnące opał. Indianie poruszali się w grupach 25 do 30 osób, postępując za stadami guanako, z których mieli mięso i skóry. Używano także ich ścięgien i kości. Zbierano jadalne rośliny i żywiono się jagodami karłowatych drzewek calafate. Do dzisiaj krąży w Patagonii powiedzenie “ktokolwiek zje jagody calafate, powróci po nich więcej”. Polowano także na pumy, szare lisy,

28

strusie (zwane choique) i szynszyle, łowiono ryby i zbierano ślimaki wodne. Roślinność tutejsza jest wiecznie zielona, mamy spore obszary trawiaste i liczne zarośla; na stepie są porozrzucane stawy, gdzie żyją salamandry.

27

Główna pieczara była nie tylko schronieniem dla wielu ludzi, także miejscem rozwoju sztuki naskalnej. Okupowały ją trzy główne grupy Indian (tzw. trzy fazy kulturowe), pozostawiając po sobie osobliwe rysunki i znaki. Najwcześniejsza grupa (od 13 000 do 9.300 lat temu) związana jest z rysunkami polowań. Przeszło dwa tysiące lat później pojawiła się druga grupa, po której pamiątką są znaki rąk oraz stylizowane figury ludzi i zwierząt. Tysiące lat później trzecia grupa (żyli tutaj do wieku VIII) weszła już na poziom abstrakcji i symboli geometrycznych oraz graficznych wzorów. Bezpośrednimi potomkami ostatniej grupy byli Indianie Techuelche, których zastali w XVI wieku pojawiający się tutaj Hiszpanie. Owi Indianie byli słusznego wzrostu, wyraźnie wyżsi od Europejczyków. W języku innych Indian – Mapuche, którzy w Chile wchłonęli Techuelche, zwano ich “zajadłymi ludźmi”. Z kolei Hiszpanie nazwali ich “wielkostopymi”, na podstawie pozostawionych na plażach śladów. Owe wielkie stopy były tymczasem zarysem obszernych butów ze skóry guanaco. Mała grupa Techuelche (przeszło sześć tysięcy osób) dotrwała do dziś w Argentynie; zdecydowana większość żyje w dwóch prowincjach – Santa Cruz i Chubut. Najprawdopodobniej byli wynalazcami narzędzia do polowań zwanego bolas (boleadoras) – dwie lub więcej kul przytroczonych do rzemieni i używanych przeważnie do spętania nóg uciekającego zwierzęcia.

29

Z Internetu

Pieczara główna ma 10 metrów wysokości, 15 szerokości i 24 głębokości; podłoga jaskini biegnie ku górze, by na końcu osiągnąć pod sklepieniem wysokość dwóch metrów.

40

Dawało to dobre schronienie przed wiatrem. Wiszące zapewne przed wejściem skóry guanaco i zasieki z drewna, plus ognisko wewnątrz, utrzymywały także ciepło zimą i w zimne noce. Na zewnętrznych ścianach, na długości paruset metrów, rozciąga się fascynująca galeria sztuki. Datowanie rysunków metodą węglową pokazało, że najstarsze z nich liczą sobie około 9300 (przeszło siedem tysięcy lat przed współczesną erą), najmłodsze zaś około 1300 lat. Jesteśmy przeto świadkami rozwoju ludzkiej sztuki na przestrzeni ośmiu tysięcy lat!

Po zwiedzeniu muzeum, zajęła się nami ładna, bystra i dowcipna indiańska przewodniczka, ze szczepu Mapuche – Ayeien (jej imię wymawia się Aszijen). W pokoju obok małych sal ekspozycyjnych pozostał, jak nas później w drodze poinformowała, jej chłopak. Obejrzeliśmy kanion ponownie, z dolnego tarasu widokowego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Poszliśmy za nią wzdłuż ściany kanionu po skalnej ścieżce,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

potem po drewnianych schodach i pomostach,

32

paręset metrów wzdłuż pionowych skał, z uwięzłym wysoko w rozpęknięciu skalnych ścian, wielkim głazem

33

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i rozległym gruzowiskiem parę metrów dalej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przeszliśmy pod potężną, nawisłą skałą

37

i pojawiły się pierwsze odbicia rąk – ślad obecności ludzi sprzed tysięcy lat.

38

Piktografy i ich otoczenie tworzą zadziwiającą całość jako sanktuarium sztuki – natury i człowieka, który od naśladownictwa przeszedł na wyższe piętro abstrakcji artystycznej. Otoczenie jaskini stanowi obszar 600 ha pod ścisłą ochroną, wraz z tzw. strefą buforową o powierzchni 2 338 hektarów. Tam gdzie zaczyna się galeria rysunków naskalnych jest już druciana siatka, bowiem współczesne dzikusy nie mogły się powstrzymać od odciśnięcia swojego piętna – graffiti, odłamywanie fragmentów rysunków czy ich dotykanie. Rysunki są świetnie zachowane z powodu suchego klimatu, braku przenikania wody i w miarę stabilnych skał.

39

Kanion był odwiedzany i opisywany od połowy XIX wieku, wspominano o nim w literaturze fachowej przed II wojną. Systematyczne badania zaczął od 1964 roku prof. Carlos Gardin (zmarł w roku 2002), od 1972 wspólnie z zespołem archeologów. Badania prowadzono przez przeszło 20 lat. W ich wyniku, miejsce trafiło w 1991 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO; w 1993 Narodowy Kongres Republiki Argentyny ustanowił pieczary, wraz z otaczającym je obszarem, narodowym pomnikiem, a w dziesięć lat później objął ścisłą ochroną, jako zabytek archeologiczny i paleontologiczny. W marcu 2006 powołano Komitet Stanowiska Cuevas de las Manos, który podejmuje decyzje w sprawach zarządzania i ochrony tego niezwykle ważnego miejsca dla kultury Ameryki Południowej, jak i całego świata.

Wiek piktografów określono na podstawie badania pozostawionych w pieczarach kościanych tulejek, używanych do rozpylenia farb na ścianach pieczary, aby odbić sylwetki ludzkich rąk ( w sumie jest ich 800 – ręce kobiet, dzieci i mężczyzn). Było to jak użycie szablonu, w większości przypadków dla rąk lewych,

43

46

co oznacza, że tulejki kościane były z reguły trzymane prawą ręką (prawych odbić jest tylko 81).

45

Sylwetki rąk w późniejszych okresach nakładały się na siebie,

52

w jednym przypadku ręka człowiecza ma sześć palców.

53

Obok rąk odciski łap zwierzęcych,

54

lub osobno całe zwierzęta.

51

Niektóre z nich mają przedziwne kształty i posturę.

55

48

Minęliśmy domostwo tamtych ludzi, czyli wspomnianą uprzednio jaskinię. Nad nią wznosi się masywna, pionowa ściana, która zapewne stwarzała wrażenie solidnego schronienia.

42

Po przeciwnej stronie, jak tysiące lat temu, na tle niebieskiego nieba, czerniała krawędź ściany kanionu.

50

Za jaskinią następna seria rysunków, pomiędzy nimi wzory geometryczne, zygzaki i symbole.

58

56

Osobną grupę stanowią odwzorowania różnych zwierząt,

59

49

w tym ciężarnych

41

i sceny z polowań, gdzie zygzak na ścianie może symbolizować obszar myśliwski, a system podwójnych kropek w prawym, dolnym rogu, być może, zagrodę dla zwierząt lub zastawiane pułapki.

65

Mamy także ludzkie sylwetki i w jednym miejscu ukazany jest w symboliczny sposób,  okres ciąży ludzkiej, w postaci dziewięciu pełni księżyca, z umieszczonymi poniżej figurkami rodziców i dwójki dzieci.

68

W wielu miejscach nowe rysunki nakładały się na starsze lub zaistniały swobodnie obok starych.

W innych jaskiniach, niedaleko głównej ścieżki,

47

odnaleziono mniejszą liczbę rysunków naskalnych, które także mają na sklepieniu cały szereg czerwonych kropek. Podejrzewa się, że są pozostałością po bolas, zanurzanych w czerwonej farbie i ciskanych w powietrze. Nie jestem przekonany do takiej interpretacji. Zaobserwowałem, że czerwone kropki, ciągną się szeregami lub są bezładnie rozrzucone i podejrzewam, iż mają symboliczne znaczenie. Zdziwiło mnie także, iż w przypadku ludzkich sylwetek, nie podkreśla się, że mogą to być symbole szamana, który od dziesiątków tysięcy lat miał duże znaczenie w owych społecznościach. Jedna z postaci przypomina mi tańczącego szamana, zapewne w jakimś ceremonialnym przebraniu (stąd doprawiony do sylwetki ogon).

62

Na innym rysunku, szaman jest w towarzystwie zwierząt i  zapewne odprawia rytualne modły i tańce ku pomyślności polowania.

63

Mamy oto, jak na dłoni, dowód na jedną z najstarszych wewnętrznych potrzeb ludzkości – ekspresja intelektu i emocji poprzez sztukę. Zapis otaczającej rzeczywistości, zapis swojego istnienia teraz, tutaj i dla przyszłości. Kolory uzyskiwano z naturalnego pigmentu minerałów skalnych, które rozcierano i łączono spoiwem, w postaci odchodów, uryny i tłuszczu guanaco i prawdopodobnie lepiku z klejów roślinnych, między innymi z calafate. Ślady pigmentu odnaleziono podczas prac archeologicznych w podłodze jaskini, co umożliwiło odczytanie ich wieku. Dla kolorów czerwonych i fioletowych używano hematytu i magnetytu, białego – kaolinu, żółtego – siarczanu żelaza i czarnego – manganu. Jako składnika dodatkowego czasami używano gipsu.

W naskalnych rysunkach ludzie nie tylko próbowali odwzorować swoje otoczenie, włącznie ze światem zwierząt i roślin, lecz także różnorakie ludzkie czynności i coś co drzemie w każdym z nas – pozostawienie po sobie śladu w tym ogromnym, tajemniczym Wszechświecie. Pewne układy figur i znaków miały zapewne znaczenie magiczne, religijne i rytualne. Dla mnie najbardziej fascynującym jest wejście na poziom twórczości abstrakcyjnej i przemiana widzialnego świata w skrótowe symbole. I czasem wyraźna tendencja do zachowań indywidualnych, do podkreślania swej odmienności?, wyjątkowości? niepowtarzalności? Wizerunek ręki gdzieś tam, na boku, w oddaleniu od tłumu, w wyraźnie zaznaczonym, osobnym kręgu.

67

Ręce stykające się, jakby przenikające, co zapewne jest znakiem intymnej bliskości – miłości.

66

I mała, samotna figurka w skalnej pustce – symbol samotności? opuszczenia? zagubienia?

64

Doszliśmy kawałek dalej, niemal do dna kanionu, który zanurzał się w barwy zachodu słońca, naznaczony linią drzew ciągnących się wzdłuż rzeki.

69

W dali zanikały tajemnicze kaniony boczne.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W pewnym miejscu nad kanionem zawisła naleśnikowata chmura.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mijamy gruby szpic skalnego urwiska

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

dochodząc do kompleksu budynków. Po prawej od muzeum i pokoi przewodników, schronisko i miejsca pobytu dla archeologów lub innych uczonych, chętnych dalej badać naskalne rysunki.

71z

Podziękowałem Ayeien za jej opowieści i świetne poczucie humoru, które ujawniało się głównie w odpowiedziach na niektóre kłopotliwo-naiwne pytania Seweryna. A także w obliczu jego komplementów przechodzących czasem w pochlebstwa. Pożegnaliśmy się serdecznie, a ona za chwilę, na naszych oczach, padła w ramiona swego chłopaka, tak jakby nie widzieli się od tygodni.

Wjazd pod górę i przed nami rozległy płaskowyż przecięty wąskim gardłem kanionu Pinturas.

73

W dole sypka droga pomiędzy skalnymi ostańcami.

74

Zawirowania pyłu, sami w ogromnej pustce po horyzont i szarpiących porywach wiatru.

75

Dojechaliśmy do Bajo Caracoles. Postój w przydrożnej knajpie, przed którą zapylony dystrybutor benzyny. Poimy Nissana i zamawiamy obiad – kawał wołowiny, ziemniaki i sałatka. Do tego litrowa butelka zimnego Heinekena. W tej suchocie i powietrzu nasyconym drobinami piasku i kurzu, piwo smakuje wybornie i doskonale zaspokaja pragnienie. Knajpa połączona ze sklepem, ma klimat pomieszczeń znanych z westernów. Owo złudzenie rozprasza telewizor i szafy chłodnicze. Pytają kim jesteśmy i słowo “Polacos” znów wzbudza sympatyczne reakcje.

Drogę 39 pokonujemy w zapadającym zmroku, gdy na niebo wpełzły groźnie wyglądające chmury.

76

Znów w nieprzeniknionych ciemnościach pojawiały się i znikały dalekie światełka Yrigoyen. Królików jakby mniej i około 21.30 zaparkowaliśmy przed naszą hosterią. Przywitało nas jasne i ciepłe światło korytarza prowadzącego do naszego pokoju.

77

Rozmowa

Umówiłem się z gospodarzem na rozmowę po dziesiątej, na górze, w obszernej jadalni połączonej z wielkim salonem. Obrazy, parę małych rzeźb, bibeloty. Ozdoby na ścianach, na belkowaniach dachu i jego podporach. Ułożone na podłodze, również na schodach, formy z kamieni, części starych narzędzi. Pod sufitem podwieszone indiańskie wyroby. Oglądając wnętrze domu doznałem nagle olśnienia. Toż to kontynuacja sztuki z Cueva de las Manos, może w odmiennym nieco stylu i z nowymi, nieznanymi wcześniej artefaktami, lecz podobne materiały i podobny zamysł.

Na półce z książkami znalazłem zarówno “Patagonię” Chatwina, jak i jej krytyczne opracowanie, argentyńskiego pisarza Adriana Gimenez Huttona. Na ścianach stare fotografie. Kawalkada wozów końskich w Rio Gallegos w roku 1934,

78

spotkanie estancieros w El Calafate w 1944, gdzie królują już konie mechaniczne.

79

Na innej ścianie zdjęcie z osady Jaramillo, gdy armia zagarnęła strajkujących peonów. Pierwszy z prawej, jeden z przywódców strajku, Jose Font. Trzeci od prawej, podparty pod boki, pułkownik Varela.

80

Grudzień 1921. Za paręnaście minut, po wykonaniu tego zdjęcia, Font będzie już martwy. Z głównych przywódców strajku, udało się zbiec do Chile, jedynie hiszpańskiemu emigrantowi, Antonio Soto.

Miał trzy lata gdy wylądował w Argentynie. Jako nastolatek przyłączył się do argentyńskiego ruchu robotniczego. W wieku 22 lat dotarł do Patagonii z objazdowym teatrem i już tam pozostał. Po paru miesiącach osiadając w Rio Gallegos został wybrany sekretarzem generalnym Stowarzyszenia Robotniczego. Kiedy wybuchł strajk generalny robotników rolnych w prowincji Santa Cruz, władze aresztowały jego paru przywódców. Soto wymknął się po raz pierwszy. W styczniu 1921 przybywa armia z pułkownikiem Varelą, ale jednocześnie rozpoczyna urzędowanie nowy gubernator, który doprowadza do porozumienia ze strajkującymi i nakazuje zwolnienie aresztowanych aktywistów. Właściciele estancji nie przestrzegają jednak warunków porozumienia. Mnożą się prowokacje i incydenty. Kamieniem obrazy dla estancieros była odmowa obsłużenia ich przez kelnerów (w większości hiszpańskich emigrantów) na wielkim bankiecie z okazji 9 lipca, dnia niepodległości Argentyny. Poczytano to za afront, nie tylko wobec właścicieli, lecz także argentyńskiego patriotyzmu.

Napięcie wzrastało, znów zaczęły się aresztowania i Soto ponownie zmobilizował robotników do wielkiego strajku, niemal w całej prowincji. Prezydent Yrigoyen, jeszcze przed tym strajkiem, naciska na pułkownika Varelę by działał. Varela zbiera wojskowe oddziały by stłumić strajk siłą. Soto organizuje wpierw pokojową demonstrację w celu uwolnienia aresztowanych i przywódcy strajkujących zbierają się w estancji La Anita. W grudniu 1921 oddziały wojska podchodzą pod estancję. W czasie burzliwej narady ścierają się dwie opcje – rezygnacja ze strajku i dogadanie się z armią lub opór.

Ostatecznie, na skutek sugestii Soto wysłano, dwójkę parlamentariuszy, którzy natychmiast zostali zastrzeleni przez wojskowych. Soto nie miał już złudzeń i kiedy przegłosowano jednak poddanie się armii, bez żadnych warunków wstępnych, wraz z dwunastoma towarzyszami przedostał się do Chile. Strajkujący zostali przez armię zabici, potem rozpoczęło się wyłapywanie i egzekucje pozostałych aktywistów. Soto musiał ukrywać się także przed władzami chilijskimi i zmieniał często miejsca pobytu (Puerto Natales, Punta Arenas, Valparaiso, Iquique, Santiago de Chile). Ostatecznie powrócił do Puerto Natales, gdzie imał się różnych zwodów, m.in. otwierając i prowadząc kino o nazwie “Wolność”.

W 1945 roku, wraz ze swoją drugą żoną, osiedlił się w Punta Arenas, gdzie pracował w stoczni, a potem prowadził małą restaurację. W 1962 roku, z powodu stanu zdrowia, przeszedł na emeryturę i w rok później zmarł w wieku 65 lat. Pogrzeb Soto był jednym z największych w dziejach Punta Arenas – wzięło w nim udział większość obywateli.

Opisałem dość szczegółowo jego historię, ponieważ w trakcie rozmowy, nasz gospodarz wielokrotnie powracał do tych wydarzeń. O Soto wyrażał się z najwyższym uznaniem, natomiast zdecydowanie potępiał pułkownika Varelę i był bardzo krytyczny w stosunku do prezydenta Yrigoyena. Uważał za zupełnie bezsensowną decyzję, a nawet obraźliwą, nazwanie miasteczka imieniem i nazwiskiem prezydenta.

Kiedy zaproponowałem mu rozmowę, wpierw zamyślił się, poczem uśmiechnął i rzekł “To będzie dobra rozmowa, bo ty nie mówisz po hiszpańsku, a ja po angielsku. Ale się na pewno zrozumiemy”. Horacio Richard (rocznik 1947) studiował architekturę w Buenos Aires. Tam spędził wiele lat w różnych pracowniach i przedsiębiorstwach budowlanych. W 1992 roku wraz z całą rodziną udał się na miesięczną wycieczkę do USA i Kanady, jedyny w życiu wyjazd zagraniczny. Z Kanady najbardziej zapamiętał Montreal, szczególnie tamtejszą galerię sztuki. Potem, w końcu lat 90-tych, wizyta w Patagonii, która odrazu go zauroczyła. Najpierw mieszkał, od roku 2004 w El Calafate. Kiedyś zawędrował do Lago Posadas (wciąż używa tej nazwy miasteczka) i postanowił tutaj wybudować specjalny dom, w czym poparli go od początku dwaj synowie. A ponieważ, jak rzekł z naturalną skromnością i poczuciem swojej wartości, “jestem unikalnym architektem”, zrobił projekt wielkiego domu (przeszło 500 m²), który miał służyć i służy trzem celom: jest mieszkaniem dla niego i małżonki, miejscem noclegu i pobytu dla przyjezdnych (przez dziewięć miesięcy w roku), chcących poznać najbliższą okolicę i ośrodkiem kulturalnym dla całego miasteczka.

Budowa domu rozpoczęła się w listopadzie 2005, ukończono go z początkiem roku 2011. Pan Horacio robi wszystko dla mieszkańców za darmo. Pomaga im jako architekt i organizator życia kulturalnego w miasteczku. W wielkim salonie, gdzie siedzieliśmy, odbywają się wystawy malarstwa, grafiki i fotografii. Występy muzyczne i spotkania literackie. Jednorazowo może się pomieścić setka osób. ”Jestem tutaj, aby służyć ludziom” – powiedział. ”Najważniejsza jest solidarność, empatia i wspieranie” – dodał. Każdorazowo, przepasany czerwonym fartuchem, przygotowywał rano śniadania dla turystów i im je serwował.

81

Jego spokojny i łagodny głos, obdarzony jednak wewnętrznym temperamentem, przenosił mnie do innej rzeczywistości. Wszystkie łajdactwa świata zdawały się tutaj odległym echem, wydarzeniami pozbawionymi znaczenia. Tam, za doliną i pasmami gór, kłębił się cyrk dzikusów. Pazernych, pyszałkowatych i w większości pozbawionych uczuć wyższych. Po rozmowie siedzieliśmy w milczeniu, sącząc czerwone wino. Piec grzał i roznosił po pomieszczeniu słodkawy zapach palonych kłód lengi. Wiatr grał coraz głośniej w węgłach domu. Zadumałem się nad listą człowieczych łajdactw i pięknych czynów. Czy one są równoważne, czy też po którejś stronie jest wyraźna przewaga?