Warning: Use of undefined constant DF_LISTA - assumed 'DF_LISTA' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /homepages/45/d789671203/htdocs/wp-content/themes/raiden-child/functions.php on line 49

17 marca, 2014 – El Chalten – lodowiec i jezioro Heumul

Poranne podniesienie zasłony koło mego łóżka, odrazu napełniło mnie energią i entuzjazmem – klarowna panorama od Torre do Fitz Roy.

1

Zdecydowaliśmy, że po wczorajszym marszu musimy odbyć następny, tym bardziej, że Lorena poleciła nam gorąco małe jezioro Heumul.

Przed jedenastą wyruszyliśmy do Laguna del Dieserto. Pogoda zapowiadała się wspaniale. Widoczność była świetna.

2

Przeszliśmy się koło rzeki de Las Vueltas,

3

potem wsiedliśmy do auta, skierowaliśmy się do miasta i zawitaliśmy do jednego z nowych hoteli licząc na porządną, czyli mocną, kawę. W moim przypadku macchiato ze szklaneczką niegazowanej wody. Hotel był zupełnie nowy, wokół niego trwały jeszcze prace porządkowe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W środku pustki – żadnych gości. Zapytaliśmy starszą panią w recepcji czy otrzymamy kawę. Zprosiła nas na pierwsze piętro, do przestronnej jadalni i poprosiła abyśmy tutaj zaczekali. Z okna rozciągała się zachwycająca panorama Torre i Fitz Roy’a.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pojawił się starszy pan, który przedstawił się jako właściciel hotelu. Gdy usłyszał, iż jesteśmy Polakami mieszkającymi w Kanadzie, zaprosił nas do zwiedzenia hotelu i po nim oprowadził. Hotel “Chalten Suites” ulokowany przy głównej ulicy San Marin 27 (do tej cyfry mam wielki sentyment, bowiem przez 21 lat mieszkałem w Sopocie na ul. Mickiewicza 27; obok 13 i 19, to jedna z mych szczęśliwych liczb), jest pięknie urządzony, od luksusowych pokojów apartamentowych do zwykłego standardu, ale na poziomie. Ceny, na dwie osoby za dobę plus śniadanie, w sezonie 656 złotych (107 euro). Tanio nie jest, tym bardziej przy ciągłej obsuwie finansowej Argentyny (1 US – oficjalnie 8 peso, na czarnym rynku od 12 do 14). Właściciel liczy na bogatszych Jankesów i Kanadyjczyków, a tu tymczasem El Chalten w sezonie zalane łazikami ze wszystkich stron świata i wybór tańszych miejsc do spania spory. Wszystko pachniało tam świeżością. Właściciel był z Buenos Aires, pomieszkiwał w El Calafate. Zainwestował spore pieniądze, hotel ma świetne położenie i przepiękny widok z sali jadalni i położonych nad nią pokoi.

Zasiedliśmy do kawy. Starsza pani podała nam ciasto i soki. Zaskoczeni wyjaśnialiśmy, że nie zamawialiśmy niczego więcej poza kawą i wodą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pani oznajmiła, że to była sugestia właściciela, który gdzieś zniknął. Gdy potem sięgnęliśmy po pieniądze pani zaprotestowała i wyjaśniła, iż byliśmy gośćmi właściciela. Podziękowaliśmy zapewniając, że w rewanżu rozpowszechnimy wieści o jego hotelu w Kanadzie i Polsce. Zwróciłem uwagę na dyndające przed oknami hotelu druty, które jak zwykle psuły cały widok. Właściciel złapał się za głowę i narzekając mówił, iż już od paru miesięcy walczy o zakopanie drutów. Zaproponował burmistrzowi, że wszystko odbędzie się na jego koszt, ale w dalszym ciągu nie zapadła żadna decyzja. Na koniec naszej wizyty poprosiłem o otworzenie okna w jadalni i zrobiłem panoramę pasma Fitz Roy’a, lśniącą w pełnym słońcu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nasze pogodowe szczęście trwało dalej. Pasmo Fitz Roy lokuje się w długim łańcuchu gór w kształcie rogala opartego końcami o kierunek wschodni i zachodni. Całość biegnąca z południa na północ, zaczyna się od szczytu Techado Negro (2150 metrów), skręca na pólnocny-zachód, poprzez dwa najwyższe szczyty w samym środku rogala – Cerro Poincenot (3002 m) i Fitz Roy (3405 metrów), na Cerro Electrico (2257 m) kończąc.

8

Mapka z Internetu

Wewnątrz owego rogala rozpiera się lodowiec Piedras Blancas z trzema jeziorami: Sucia, de los Tres i Piedras Blancas. Z jeziora Sucia wypływa rzeka Blanco, która wpada z kolei do rzeki Electrico, a obie do głównej – de las Vueltas. Z tyłu, po zachodniej stronie opisanego łańcucha Fitz Roy, rozciągają się dwa wielkie łuki – pasmo Torre i następne, na pólnocny-wschód od niego, biegnące po szeregu szczytów powyżej 2220 metrów, z dwoma najwyższymi – Domo Blanco (2507 m) i Torre Pier Giorgio (2719 m).

9

Z Internetu

Za nimi, wielki lodowiec Marconi kończy się, jednym z jęzorów, w dolinie wypełnionej jeziorem Electrico. Planowaliśmy jechać wzdłuż rzeki de las Vueltas, najpierw pomiędzy górami Cordon Los Condores z prawej, a rzeką Blanco i dalekim lodowcem Marconiego z lewej. Po minięciu jeziora El Condor będziemy podążać dalej, pomiędzy górami Cordon Del Bosque po prawej i Cordon Gorra Blanca po lewej. Przed jeziorem del Dieserto mamy zatrzymać się w prywatnej posiadłości i stamtąd piechotą pójść do jeziora Huemul. Po szczytach Cordon Gorra Blanca biegnie granica argentyńsko-chilijska. Za nią rozpościera się gigantyczne pole lodowe – Campo de Hielo Continental Patagonico Sur i tam, dalej na północ, tkwi najwyższy szczyt – stratowulkan Lautaro (3607 m).

10

Z Internetu – zdjęcie NASA

Monte Fitz Roy (znany także pod nazwami Cerro Chalten lub Cerro Fitz Roy) jest bardzo trudny do wspinaczki. Lokuje się wśród jedenastu najbardziej niebezpiecznych szczytów świata. Górę, o charakterystycznym kształcie, zoczył pierwszy Francisco Moreno, w marcu 1877 i nazwał ją na cześć kapitana słynnego statku badawczego “Beagle”, na którym przebywał Karol Darwin. Fitz Roy’a pierwsi zdobyli francuscy alpiniści – Lionel Terray i Guido Magnone, w roku 1952.

Wyjechaliśmy z El Chalten mając po lewej bielejącą panoramę szczytów,

11

na dalekich rubieżach wioski minęliśmy dwa hotele, jeden z kosmiczną konstrukcją

12

13

i wjechaliśmy na ripio, biegnące w głąb doliny rzeki de las Vueltas.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Najpierw poczuliśmy zapach spalenizny, potem ujrzeliśmy siwawy dym,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

ciągnący się na całą szerokość doliny. Za chwilę z rozgłośnym trąbieniem minął nas wóz straży pożarnej i się zatrzymał. Strażak wlazł na dach i wypatrywał źródła pożaru.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Największą obawą napełniają pożary lasów, bo panuje tu suchy klimat i ogień, przy porywistych wiatrach, rozprzestrzenia się błyskawicznie. Już mieliśmy wyminąć strażaków, gdy z lewej nadjechała policja i nakazała zatrzymanie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przez paręnaście minut trwała narada, poczem pozwolono nam jechać. Uformowała się mała kawalkada, ze strażą pożarną i policją na czele.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jechaliśmy krętą i miejscami wąską drogą koło skał i dym nie ustępował. Gdy dojechaliśmy do sporego kempingu “Bonanza” – dla rodzin z dziećmi, tam zatrzymała się straż i policja. Coś na kempingu niewiarygodnie mocno przypalono.

Droga wielkim łukiem skręcała na prawo i minął nas samotny motocyklista.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zatrzymaliśmy się przy rzece.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Za nią dość niski Cordon de Los Condores, po lewej zachwycający widok pasma Fitz Roy.

21

Po paru minutach następny przystanek i wtedy zdjąłem sam szczyt Roy’a w powiększeniu. Proszę sobie wyobrazić wspinaczkę na niego…

22

Za chwilę dojechaliśmy do mostu na rzece Blanco, przez który na początku XX wieku prowadziła linia kolejowa. Za nim otworzyła się nieco przymglona panorama,

24

ale śnieżne pola wyraźnie bielały w ostrym słońcu.

25

Następny most na rzece Electrico

rio electrico most

Zdjęcie z Internetu

i kolejny na jakiejś małej rzeczce. Po jej przekroczeniu znów roztoczona przed naszymi oczami panorama całego łuku gór Fitz Roy z przyległościami (montaż z dwóch zdjęć).

27

I tablica informacyjna o nieuchwytnych dla mnie huemulach.

23

Z drogi co chwila wyłaniały się widoki tego samego pasma, lecz pod innym kątem

26

i pozostające w tyle masywy Fitz Roy’a.28

29

Wciąż jechaliśmy wzdłuż rzeki,

30

z dala pokazała się Gorra Blanca,

31

a w pobliżu zupełnie inna formacja skalna, jakby nie pasująca do wyglądu okolicy.

32

Parominutowy postój nad jeziorem Kondora,

33

34

z widokiem na dalekie, ośnieżone szczyty zębatego pasma Gorra Blanca,

35

które z powodu wijącej się drogi, co pewien czas ukazywało się nam z różnych stron.

36

37

Gdy wjechaliśmy do gęstego lasu, naszą uwagę zwrócił stojący w nim  pomnik.

38

Wysiadłem z auta by przeczytać inskrypcję. Szóstego listopada 1965 roku, argentyńska Żandarmeria odzyskała teren, na który wcześniej wdarł się oddział chilijskich Carabineros. Późnym popołudniem nastąpiło starcie, w wyniku czego zmarł z odniesionych ran, porucznik Carabineros – Correa. Potem wciągnięto na maszt flagę argentyńską przypieczętowując odbicie tutejszego terytorium. Pomnik z nazwiskami uczestników starcia odsłonięto w roku 2003, z adnotacją kończącą się następującym sformułowaniem: “Niech będzie to świadectwem tego, co nie powinno się dziać pomiędzy Argentyną i Chile, dwoma bratnimi narodami, zamieszkującymi ten sam region na krańcach świata”.

Oto ślady nieporozumień, czasem krwawych, pomiędzy dwoma narodami. I to gdzie! Wielki i wysoki, rozkołysany las mocarnych leng. Z prawej i lewej odległy szum spadających wodspadów z wytopisk lodu i śniegu, na szczytach po obu stronach doliny. Szmer strumieni i odgłos rzeki płynącej po małych kataraktach. Śpiew ptaków i wiatr, który dziś przelatywał wysoko nad naszymi głowami, jeno zahaczając o korony drzew. Gęste stężenie piękna i spokoju, wielkości, która nie przytłacza człowieka, ale skłania do pokory i wzbudza jakąś nutkę żalu za utraconym rajem. Utraconym na nasze własne życzenie. A może i nie utraconym… Niszczonym przez nas w wielu miejscach. W tak wspaniałym otoczeniu, gdy zdaje się, iż wszystko cię przygarnia i wręcz przytula, wybuch państwowych ambicji, patriotyzmu przechodzącego w zacięty nacjonalizm, w bezmyślną zaciekłość. Lokalną, bo echa dalekiego świata ledwo tu docierają. Ba, nikną, stają się z dystansu karykaturą człowieczych poczynań. Jeśli istnieje lustro Alicji, to tutaj jest się trochę po jego drugiej stronie.

Droga prowadziła dalej wzdłuż rzeki de las Vueltas,

39

za nią rozciągał się już jesienny las, wspinający się na olbrzymi stok pod górami Cordon del Bosque.

40

Przenikanie się skał i lodu, rozświetlonych słońcem, stwarzało niesamowity zestaw kształtów i odcieni.

41

42

Dolina się rozszerzyła i znów była widoczna ostra koronka szczytów.

43

Na jej przedpolu, bliżej nas, pomiędzy nagimi skałami, w wycięciu stoku, sączyła się śnieżna nitka.

44

Różnokolorowy las nad rzeką przechodził w dolnych partiach w intensywną zieleń i zabarwiał nią wodę.

45

Z góry, nad drogą, wypływał spieniony potok wijąc się pomiędzy wielkimi głazami.

46

Na 37 kilometrze od El Chalten dotarliśmy do małej posiadłości – kemping Del Desierto, gdzie należało uiścić opłatę 50 peso za wstęp, na prywatny teren

48

rozciągający się poprzez las,

47

w którym płynął strumień.

51

W pewnym miejscu natrafiliśmy na gruby kabel, leżący w korycie strumienia, lecz nie mogliśmy się domyśleć jakiemu celowi służył.

52

Drzewa były porośnięte grubym mchem i turyści, zapewne entuzjaści opowieści Tolkiena, jak i filmów o Hobbitach, porobili w nim dziury imitujące twarze.

49

Czasem wyglądało to niesamowicie, podobnie jak wielkie narośla na pniach

50

i plątanina korzeni bukowych, oplatających mniejsze i większe głazy

53

oraz przejścia pod kolosalnymi głazami.

Najpierw droga była łagodna, lekko wznosząca się w górę. Potem zaczęła się piąć, doprowadzając nas na poziom 1500 metrów powyżej, skąd było widać w dole pieniący się strumień.

54

55

Ostatnie odcinki były skomplikowane i ciężkie do przejścia. Ktoś napisał na skale „Szlak. Postępuj pojedyńczo”.

56

W trzech czy czterech miejscach, pomiędzy pniami drzew, wisiały grube liny, ale i tak niektóre odcinki były wręcz karkołomne.

58

Droga była oznaczona żółtymi znakami na pniach i skałach. Niekiedy las się przerzedzał, droga szła blisko urwiska, skąd roztaczał się widok na całą dolną okolicę.

59

Seweryn znów się dzielnie spisał i doszedł na samą górę.

57

Wejście zajęlo nam przeszło dwie godziny, ale warto było.

Najpierw zauważyłem drzewo wczepione w boczną skałę.

60

Ścieżka prowadziła wprost na szczyt urwiska i tam się kończyła, przechodząc w wąskie ścieżyny biegnące po rumowisku,

62

do urwisk otaczających jezioro i poprzez zalesione wielkie garby dalej, przesmykiem rzeki

63

do jeziora Desierto. Widok jest na trzy strony – wprost na lodowiec

64

65

67

66

i turkusowe jezioro Huemul,

68

w oddali na prawo jezioro Desierto, a po lewej północna ściana Fitz Roy.

61

Małe, krągłe jezioro otaczają urwiska. To na wprost, pod ośnieżonymi partiami szczytów Cordon Vespignani, wypełnione jest lodowcem spływającym w dolinę o kształcie litery V.

70

Boki są wygładzone przez ruch lodu i skały łyskają w słońcu rtęcią i srebrem,

71

72

a woda mieni się odcieniami szmaragdu.

73

Na wąskim odcinku jeziora, skąd wypływa rzeka las Vuealtas, przemieszczała się szybka, motorowa łódź.

76

Pod stopami, wśród głazów rachityczne drzewka, karłowate krzewy, jakieś jagody, grube warstwy mchu i porosty na skałach.

69

Niezapomniane widoki zalesionych dolin,

74

mieniących się w słońcu całą paletą jesiennych kolorów.

75

Było ciepło, nikogo wokół, bo już wcześniej spotkaliśmy schodzących ludzi. Świat dookolny przygotowywał się do wieczornej sjesty.

77

Spędziliśmy na wzgórzu około pół godziny siedząc na głazach, odpoczywając i grzejąc się w słońcu, zasłuchani w przestrzeń. Wracając spotkaliśmy parę w naszym wieku, oboje mieszkańcy Buenos Aires i w naszej konwersacji po angielsku, poza wymianą informacji o sobie, zachwytami nad otaczającym nas miejscem, zeszliśmy na politykę. Od nich dowiedzieliśmy sie, że referendum wypadło oczywiście po myśli putinowców i zaczął się proces aneksji Krymu przez Rosję.

Na dole postanowiliśmy coś zjeść i stary gospodarz kempingu przyrządził nam kiełbaski chorizo, którym daleko było do tych z Antarktydy, na pokładzie “Ushuaia”. Siedzieliśmy przy drewnianym stole. Posiłek spożyliśmy w otoczeniu trzech zwierząt – pasącego się na pobliskiej łączce siwka,

78

łypiacego na nas zza płotu psa

79

i asystującego nam blisko stołu, zamyślonego kota.

81

Nad nami, po lewej, wznosił się amfiteatr kolorowych skał.

80

Czyżbyśmy dalej tkwili po drugiej stronie lustra? Potem wpadliśmy w realność, płącąc pięć peso za skorzystanie z wygódki.

Droga powrotna, jak zwykle zbiegła szybciej, bowiem już ją znaliśmy. Bystrzyny Vuealtas,

82

przechodzą na rozległej równinie w bagna

87

pokryte skrzypami, świadkami nader odległych czasów, liczonych w skali geologicznej.

86

Potem na łące wielki byk uważnie nam się przyglądający.

88

Znów węższa droga pod skałami i przepiękny wodospad, spadający wąską kaskadą pomiędzy skałami, pokrytymi dywanem mchu i płożącymi się krzewinami.

85

Zastopował nas niezwykły harmider przy drodze. Na wpół uschniętym drzewie kręciło się stado nader wrzaskliwych papug.

83

84

Na ostatnim odcinku jechaliśmy w niebieskiej poświacie gór pod mlecznym niebem.

89

Do El Chalten dojechaliśmy o siódmej wieczorem i z podejścia zaglądnęliśmy do ładnego hotelu Sur, gdzie bez problemu znaleźliśmy wolny pokój.

90

Po rozpakowaniu pojechaliśmy do restauracji La Tapera, do której próbowaliśmy się dostać wczoraj, lecz było za późno. A dziś kolacja na ciepło – wołowy befsztyk z warzywami i frytkami podparty doskonałym winem Trumpeter Malbec. Gdy opuściliśmy retaurację księżyc, dalej w pełni, przybrał wokół mglistą obrączkę zwaną halo. Temperatura znacznie spadła.

W hotelu uzupełnianie notatek z dnia, koresponencja mailowa i wiadomości. Parlament Krymu prosi Rosję o przyłączenie. Historia wykrzywia swą złośliwą gębę powtórek. Polityka europejska pełna kretynów prawicowych i lewicowych, niewiele różniących się między sobą. Te same ostrza rozwartych, narazie, nożyc. W Rosji rośnie nowy rodzaj Hitlera, predistidigator w jedwabnych rekawiczkach. Manipulant i cynik, nie cofający się przed najbardziej pokrętnym kłamstwem, a także morderstwami (Politkowskaja, Litwinienko). Wskrzesiciel granic dawnego ZSRR, bez ideologii komuchowej, bez tamtego typu zamordyzmu. Narazie. Dla ludu, na pokaz cerkiew, gorzej ogłupiała niż za cara i nacjonalny szowinizm. Żadnego poczucia winy za przeszłość, żadnego odruchu zrozumienia i ekspiacji. Cele: poza odzyskaniem strefy dawnych wpływów na rubieżach, umoszczenie kolesi z organizacji zwanej dziś FSB, a dawniej KGB, czy Czeka. Mafie czerwoną zastąpiła mafia agenturalna. Związani i powiązani interesami z nimi oligarchowie i nowyje ruskie. Z rozpełzłymi mackami na Zachodzie, w postaci nienagannych interesów (rezydencje, jachty, kluby piłkarskie). Jak zdołają osiągnąć swe cele, pójdą dalej. Następnym krokiem będzie Arktyka, bo dogłębnie uwierzyli w siłę sprawczą ropy i gazu. Narzędzia zysku i szantażu.